Bitcoin daje się prowadzić aż za dobrze. Spodziewam się zaskoczenia zanim nastąpi wybicie
Bitcoin rozpoczyna „Uptober” (październik, historycznie najlepszy miesiąc dla BTC) w okolicy 84 tysięcy dolarów amerykańskich za sztukę. Dzień wcześniej lepsze niż oczekiwane amerykańskie dane o inflacji PCE wyniosły go na chwilę ponad 85 tys. jednak kilka godzin później sprzedającym udało się ściągnąć go z powrotem na dół. Ruch pasuje do schematu który od kilku tygodni obserwuję na wykresie. Jeśli schemat się powtórzy, najpierw zobaczymy nieudany atak na szczyt (lub właśnie go minęliśmy), potem fałszywe zejście pod wsparcie, a dopiero na końcu wybicie. Niezależnie od tego, gdzie po drodze znajdzie się kurs Bitcoina, mocnego ruchu na północ spodziewam się mniej więcej w drugiej połowie października.
Bitcoin idzie jak po sznurku
Wykres dzienny Bitcoina od dłuższego czasu zachowuje się niemal podręcznikowo. Kurs szanuje wyznaczone poziomy, odbija się tam, gdzie powinien, i po każdym wyskoku wraca w znajome rejony. Krótko mówiąc, aż za dobrze daje się prowadzić. Najbardziej rzucają mi się jednak w oczy dwa ostatnie impulsy wzrostowe. Oba urodziły się wtedy, gdy rynek szykował się raczej na najgorsze.
Pierwszy przyszedł w drugiej połowie sierpnia. Przez kilka tygodni Bitcoin dreptał w okolicach 63 tys. dolarów, a nastroje na rynku były fatalne. 19 sierpnia Departament Skarbu USA zapowiedział, że co najmniej podwoi skalę odkupu długoterminowych obligacji, co rynek odczytał jako dosypanie płynności do systemu. Tego samego dnia Donald Trump przyjął w Białym Domu szefów firm kryptowalutowych i ponaglił Kongres, żeby wreszcie uchwalił ustawę porządkującą rynek. Kurs ruszył z miejsca, a likwidacje pozycji nastawionych na spadki tylko go rozpędziły. Kilka dni później Bitcoin dotknął 81 tys. dolarów.
Drugi impuls zaczął się od rozczarowania. 15 września Senat w głosowaniu 49 do 50 nie przegłosował wniosku o rozpoczęcie debaty nad CLARITY Act, czyli ustawą, która miała w końcu ustalić, kto i jak nadzoruje rynek kryptowalut w USA. Dzień później Rezerwa Federalna (Fed) podniosła stopy procentowe o ćwierć punktu procentowego, pierwszy raz od mniej więcej trzech lat. Z funduszy ETF na Bitcoina odpłynęły setki milionów dolarów, a kurs zjechał w okolice 74 tys. Dla byków był to kubeł zimnej wody. Tymczasem w trzech kolejnych sesjach do funduszy wpłynęło ponad 2 mld dolarów, a Bitcoin przebił 87 tys., najwyżej od stycznia.
Oba ruchy mają wspólną cechę. Żaden nie potrzebował dobrych wiadomości. Wystarczyło, że złe okazały się mniej groźne, niż zakładał rynek, albo że ktoś dorzucił płynności akurat wtedy, gdy większość inwestorów siedziała w gotówce i czekała na niższe ceny. Takie wzrosty zaskakują najwięcej osób naraz i dlatego są tak gwałtowne.
Paliwo z danych PCE przepalono błyskawicznie
W środę o godzinie 14:30 czasu polskiego amerykańskie Biuro Analiz Ekonomicznych (BEA) opublikowało sierpniowe dane o dochodach i wydatkach konsumentów. Inflacja mierzona indeksem cen wydatków konsumpcyjnych (PCE), który Fed śledzi najuważniej, wyniosła 3,4 proc. rok do roku, mniej niż zakładała większość prognoz. Bitcoin w niespełna godzinę podskoczył z okolic 83 tys. do ok. 85,6 tys. dolarów. Na tym się skończyło. Rentowność dziesięcioletnich obligacji USA nie spadła i została w okolicach 5,3 proc., a kurs wrócił do punktu wyjścia, czyszcząc po drodze dźwignię po obu stronach rynku.
Dla mnie to wzorcowy przykład tego, czego spodziewam się w najbliższych tygodniach. Przychodzą dane, cena gwałtownie reaguje i przebija ważny poziom, a po kilku godzinach wszystko wraca na swoje miejsce. Kto kupił wybicie, został z pozycją otwartą na górce. Kto szybko zagrał przeciw, też niewiele ugrał, bo cena utknęła tam, skąd wyszła.
Mój scenariusz dla BTC: dwie pułapki, potem wybicie
Na wykresie zaznaczam kilka poziomów. Górna granica obecnej konsolidacji wypada w okolicach 85 tys. dolarów, a nad nią wciąż wisi wrześniowy szczyt. Dołek wyznacza rejon 82 tys. Niżej, w okolicach 76 tys., leży strefa, w której Bitcoin spędził sporą część września, zanim ruszył w górę.
Jeśli powtórzy się schemat z ostatnich tygodni, najpierw zobaczymy próbę ataku na szczyt. Cena wyjdzie ponad górną granicę i przez chwilę będzie to wyglądać na początek większego ruchu, po czym zawróci. Potem przyjdzie zjazd pod 82 tys., który przestraszy część rynku, ale również okaże się fałszywym wybiciem (fakeoutem). Dopiero po tych dwóch ruchach spodziewam się właściwego wybicia. Strzałka na moim wykresie prowadzi w rejon styczniowego szczytu, czyli w okolice 98 tys. dolarów.
Oba fałszywe ruchy, podobnie jak ten środowy, wywołają moim zdaniem dane makro albo wiadomości geopolityczne. Okazji nie zabraknie. Już w piątek Amerykanie podadzą dane z rynku pracy za wrzesień, 14 października poznamy inflację CPI, a 27 i 28 października zbierze się Fed. Kolejny odczyt PCE przypada dzień po decyzji w sprawie stóp. W tle wciąż tli się konflikt amerykańsko-irański, który we wrześniu wypchnął ropę Brent powyżej 100 dolarów za baryłkę. Sam Fed w komunikacie po wrześniowej podwyżce wymienił geopolitykę wśród źródeł niepewności.
Drugą połowę miesiąca wskazuję nieprzypadkowo. Rynek będzie wtedy po odczycie wrześniowej inflacji i tuż przed decyzją Fedu albo zaraz po niej. Po środowych danych rynek kontraktów terminowych wyraźnie obniżył szanse na kolejną podwyżkę w październiku. Jeśli Fed rzeczywiście się wstrzyma, dostaniemy dokładnie ten rodzaj impulsu, który dwa razy z rzędu napędzał Bitcoina: złe wieści okażą się mniej złe, niż się obawiano.
Nie przywiązuję się przy tym do konkretnych cen. Liczy się kolejność ruchów, a nie to, czy szczyt fałszywego wybicia wypadnie kilkaset dolarów wyżej, czy niżej. Bez względu na cenę spodziewam się ruchu na północ mniej więcej w drugiej połowie października 2026 r.
Redakcja BitHub.pl poleca również:
Bitcoin zwykle rośnie w dwucyfrowym tempie w październiku. Tym razem nie będzie niespodzianki?
Bitcoin spada mimo skoku na Nasdaq. To zły sygnał dla crypto?
Bitcoin po 600 000 USD to nie żart? Peter Brandt zdradza datę szczytu hossy