Uwaga! Wirtualne pieniądze też można ukraść

fot. Images Money/Creative Commons
429

Nie dla każdego zrozumiała i wciąż ewoluująca technologia, która stoi za kryptowalutami sprawia, że na pierwszy rzut oka może być trudno zauważyć oszustwo. Tymczasem świat finansowy od początku jest ulubioną branżą naciągaczy, dlatego i w tym jego wycinku scamy zdarzają się i niestety w przyszłości nadal będą się zdarzały.

Jednymi z pierwszych, których zainteresowały kryptowaluty, byli autorzy różnego rodzaju piramid finansowych, którzy chętnie opanowują właśnie nowe i nie do końca uregulowane jeszcze branże. Na ich anonse można natrafić na stronach czy forach kryptowalutowych i inwestycyjnych. Co obiecują?

Wirtualne zyski, realne straty

Wysokie (nawet do 30-50 %) zyski za bitcoinowy depozyt za ich pośrednictwem. Niektórzy użytkownicy, którzy na początku dołączyli do piramidy, rzeczywiście dostają zwrot pieniędzy. Pochodzą one od tych, którzy zapisali się po nich. W końcu jednak, jeśli nowych uczestników zaczyna brakować, „piramida” wali się a część osób traci oszczędności.

Na początku roku głośno było o OneCoin, które zdaniem twórców miało być szybkim sposobem na zyskanie milionów i drugą po Bitcoinie wirtualną walutą. Wielu za kilkaset lub kilkadziesiąt tysięcy funtów zakupiło pakiety, które później można było wymienić na walutę. Skomplikowany system pomnażania majątku w rzeczywistości nie miał prawa działać, a chętni mogli zyskać tylko na rekrutowaniu kolejnych chętnych – co najmniej kilkuset na głowę.

Latem tego roku przestrzegano przed podobnym scamem, który dotyczył waluty YoCoin. Osoby, które kupiły monety, musiały rekrutować kolejnych chętnych, jeśli chciały zobaczyć zyski. W ciągu tygodnia, gdy dało się nabrać najwięcej osób, wartość waluty wzrosła aż o 3000 procent. Niestety, gdy oszukani nie byli w stanie wypłacić swoich zysków, równie szybko wróciła do poprzedniego stanu. Dziś jej wartość jest podobna, jak tuż po wprowadzeniu na rynek.

Sposób na oszusta

Jak uniknąć takiego obrotu spraw? Oszustwo może być o trudno wykryć, bo czy wzrost wartości bitcoina na przestrzeni miesięcy z kilku do kilkuset dolarów nie brzmi tak samo nieprawdopodobnie jak niektóre z obietnic naciągaczy? A jednak to prawda. – Metody, jakie stosują piramidy finansowe, są znane już ze starożytności. Oszuści wiedzą, że trafili na łatwy sposób, by ukraść pieniądze – ostrzegają założyciele strony Badbitcoin.org, która stara się edukować na temat nieuczciwych metod.

Nie wierzmy firmom i osobom, które namawiają nas do inwestycji twierdząc, że nie da się na niej stracić i naciskają na nas, byśmy jak najszybciej wzięli udział i zaczęli rekrutować znajomych. Prawdziwa waluta nie potrzebuje tego typu promocji a chętnych nie trzeba zmuszać ani skłaniać podstępem do inwestycji. Warto sprawdzać też, kto stoi za daną spółką. Jeśli informacji jest niewiele lub są sprzeczne, a do tego pojawia się sporo opinii negatywnych, lepiej odpuścić taką „okazję”. Zanim zainwestujemy w daną walutę, sprawdźmy też, czy rzeczywiście jest coś warta, a więc czy da się za nią cokolwiek kupić i wymienić ją na inne waluty. Jeśli nie, nie jest kryptowalutą.

Sposób na „fałszywy portfel”

Inny scam to fałszywe portfele. Po włożeniu do nich naszych pieniędzy mogą funkcjonować przez kilka dni lub tygodni, jednak w końcu ich twórca przetransferuje nasze środki na własne konto i zniknie. Na reklamy takich portfeli można trafić na stronach poświęconych inwestycjom. Zanim zdecydujemy się na dany portfel, warto zapoznać się z opiniami w internecie a najlepiej – szczególnie na początku – korzystać tylko z tych najbardziej polecanych.

Kolejny popularny scam wiąże się z kopaniem w chmurze, czyli kopaniem walut za pomocą potężnego serwera zewnętrznego. Zamiast inwestować w drogi sprzęt komputerowy, możemy kupić potrzebną moc za pomocą takiego serwera. W teorii umożliwia to zysk bez nakładów na specjalistyczny sprzęt, ale i tu konieczne jest dokładne sprawdzenie tego, komu mamy zamiar przesłać pieniądze. Zdarza się, że po przesłaniu za pomocą karty kredytowej płatności, w zamian nic nie otrzymujemy a ryzykujemy tylko bezpieczeństwo danych karty.

Jak e-mail od nigeryjskiego księcia

Z bezpieczeństwem łączy się też kolejne oszustwo, polegające na wyłudzaniu danych. Otrzymujemy na skrzynkę e-mail czy na portalu społecznościowym wiadomość o tym, że wygraliśmy lub w inny sposób uzyskaliśmy darmowe bitcoiny. Ich odbiór wymaga tylko wejścia pod wskazany adres i podania danych swojego portfela. Niestety, często skutkuje to wyciekiem danych i pieniędzy.

Sposób na takich naciągaczy? Najlepiej, jeśli nie będziemy wchodzić w żadne linki przesłane przez nieznanego nadawcę. Po otrzymaniu wiadomości warto też wpisać jej tytuł w wyszukiwarkę by sprawdzić, czy inni rzeczywiście dostali od adresata pieniądze, czy zostali oszukani.

Organizacja ostrzegająca przed podobnymi praktykami Bad Bitcoin zwraca też uwagę, by zachować ostrożność podczas wymieniania walut w internetowych kantorach i nie traktować ich jako tymczasowego portfela. W czasie wymiany kantory często transferują nasze środki do swoich portfeli. Niektórzy przetrzymują w nich waluty dłużej, niż jest to konieczne (np. dlatego, że w przyszłości i tak będą chcieli ponownie je wymienić), a tym samym padają często ofiarą nieuczciwych kantorów czy choćby hakerów, dla których takie strony są łakomym kąskiem.

Zawsze zanim przelejemy cenne Bitcoiny warto zapytać odbiorcę o dowody na jego legalne działanie. Samo to, że zapewnia e-mail do kontaktu i odpowiada na wiadomości nie jest standardem, nie mówiąc o dzieleniu się z klientami tak podstawowymi danymi, jak dowód rejestracji firmy czy nazwisko osoby odpowiedzialnej za transakcje.

 

Komentarze