Atak hakerski na Binance! Skradziono miliardy w kryptowalutach, trwa wyścig z czasem
Z gorących portfeli (hot wallets) największej giełdy kryptowalut świata, Binance, wypłynęło właśnie około 2,77 mld dolarów w ponad 60 tokenach i na pięciu blockchainach. Środki trafiły na adresy założone kilka godzin wcześniej, a portfel, który uruchomił transfer, zasilano przez mikser Tornado Cash używany przez cyberprzestępców do zacierania śladów. Giełda prowadzi dochodzenie i formalnie niczego nie potwierdziła, ale jej współzałożyciel Changpeng Zhao napisał wprost, że „wygląda to na hack”. Tether i Circle zablokowały już stablecoiny warte blisko 1,8 mld USD. Jeśli atak się potwierdzi, nominalnie będzie to największa kradzież z giełdy kryptowalut w historii, prawie dwa razy większa od włamania na Bybit z lutego 2025 r.
Włamanie na Binance. Kryptowaluty znikają w mgnieniu oka
Pierwsza duża transakcja przeszła o 21:24 czasu polskiego. Z portfela oznaczonego w Etherscanie jako Binance 14 wyszło naraz 167 464 ETH, warte ok. 388 mln dolarów, a razem z nimi 63 tokeny, w tym USDT za mniej więcej 1,6 mld USD. Adres odbiorcy nie istniał przed czwartkiem. W ciągu kwadransa przelał dalej 195 460 ETH (ok. 450 mln dolarów) na kolejny świeży adres. Portfel, który wywołał całą operację, dostał 28 i 29 października trzy wpłaty po około 0,1 ETH, wszystkie z Tornado Cash.
Alarm podniósł około 21:41 serwis Tree News, który uznał transfery za prawdopodobne przejęcie kluczy prywatnych. Część analityków wskazuje jednak inny mechanizm. Według danych on-chain jeden z portfeli Binance udzielił delegacji EIP-7702 na kilka minut przed tym, jak wyczyszczono z niego aktywa. To samo konto uruchomiło później osobny przelew 780 mln USDC z należącego do niego smart kontraktu.
Standard EIP-7702, wprowadzony w sieci Ethereum razem z aktualizacją Pectra w maju 2025 r., pozwala zwykłemu portfelowi przekazać wykonywanie transakcji kodowi kontraktu. Wystarczy jeden podpis autoryzacji, a samą transakcję może wysłać i opłacić ktoś inny. Dlatego w grę wchodzi także wyłudzenie podpisu (phishing), a niekoniecznie kradzież kluczy prywatnych. Blockchain potwierdza tylko, że autoryzacja była ważna. Nie mówi, czy ktoś złożył ją świadomie. W październiku podobne ataki z delegacją EIP-7702 i Tornado Cash w tle opisywano co najmniej dwa razy, tyle że chodziło o kwoty od 2 do 3,5 mln dolarów.
Tether i Circle mrożą skradzione środki, CZ: „to wygląda na hack”
Emitenci stablecoinów zareagowali w ciągu kilkudziesięciu minut. Tether zamroził ok. 971 mln USDT w sieci Ethereum na adresach powiązanych z głównym odbiorcą, a Circle zablokował około 823 mln USDC. Razem to blisko 1,8 mld dolarów, czyli prawie dwie trzecie całego odpływu. Napastnik najwyraźniej nie zdążył zamienić stablecoinów na Ethera ani inne aktywa, których nikt zablokować nie może. Przy wrześniowym ataku na Bitget, wycenianym na 387,5 mln USD, udało się zamrozić ok. 840 tys. dolarów, czyli 0,2 proc. łupu. Tam złodziej w kilkadziesiąt minut pozbył się stablecoinów.
Binance opublikowało krótki komunikat: zespoły bezpieczeństwa wiedzą o doniesieniach, pilnie analizują sytuację, a aktualizacje pojawią się w oficjalnych kanałach. Giełda ostrzegła przed oszustami podszywającymi się pod jej obsługę i zapewniła, że środki użytkowników są bezpieczne. Wpływu incydentu na salda klientów nie potwierdziła.
Changpeng Zhao poszedł dalej. Na X napisał, że „środki użytkowników są bezpieczne”, a sytuacja „wygląda na hack na Binance”. Podziękował Tetherowi i Circle za blokady. Przypomniał też, że jako akcjonariusz oczekuje pełnego pokrycia strat klientów. CZ od 2023 r. nie zasiada za sterami giełdy, więc jego wpis nie jest oficjalnym stanowiskiem Binance. Spółką kierują dziś współprezesi Richard Teng i Yi He.
Bitcoin poniżej 79 tys. USD, BNB traci najmocniej
Rynek nie czekał na oficjalne komunikaty. Bitcoin, który o 21:00 kosztował na Binance ok. 80,8 tys. USD, 35 minut później zjechał w okolice 78,3 tys. dolarów. Ether spadł poniżej 2240 USD. W ciągu godziny zlikwidowano pozycje warte 627,7 mln dolarów, a 97 proc. z nich stanowiły zakłady na wzrosty. Ponad połowa tej kwoty, 344,8 mln USD, przypadła na samo Binance. Najmocniej oberwał token giełdy. BNB tracił w szczycie nawet 9% i zszedł poniżej 700 USD, najgorzej w pierwszej dziesiątce kryptowalut.
Inwestorzy zaczęli liczyć, czy Binance udźwignie stratę. Fundusz SAFU (Secure Asset Fund for Users), czyli rezerwa giełdy na wypadek włamań, od lutego trzyma 15 tys. BTC, warte przy obecnym kursie ok. 1,19 mld dolarów. Po odjęciu zamrożonych stablecoinów niezablokowana część odpływu to mniej więcej 0,98 mld USD, więc na papierze rachunek się domyka. Binance obiecało też dosypywać do SAFU, gdy jego wartość spadnie poniżej 800 mln USD. Zamrożone tokeny nie wrócą jednak same. Żeby trafiły z powrotem do giełdy, emitent musiałby je spalić i wyemitować na nowo, a to decyzja Tethera i Circle, nie Binance.
Polscy użytkownicy są w tej sprawie trochę z boku, ale nie całkiem. Od 1 lipca Binance ogranicza usługi w Unii Europejskiej, bo nie zdobyło licencji MiCA. Konta i wypłaty działają jednak dalej, więc kto nie przeniósł aktywów, nadal je tam ma. Do czasu publikacji Binance nie podało ani skali strat, ani technicznej przyczyny incydentu.
Redakcja BitHub.pl poleca również:
- Czy kurs bitcoina odbije? IBIT zmierza po czwarty miesiąc napływów z rzędu
- Bitcoin powtarza schemat z 2023 roku? Moment prawdy dla krypto
- Solana w opałach. Walidator wart 160 mln USD nagle przestał działać