Siemoniak źle zrozumiał co przekazało mu ABW. Rosyjskie boty wcale nie zniknęły
Wczoraj cały internet świętował nagłe zmniejszenie aktywności rosyjskich botów. Miało to być efektem ataku ukraińskich dronów na centra danych Yandexu w Rosji. Ale czy naprawdę tak było?
Gdy w weekend informowaliśmy o atakach ukraińskich dronów na rosyjskie centra danych, należące do Yandexu, nie spodziewaliśmy się, że kilka dni później cały internet będzie huczał o zlikwidowaniu rosyjskich farm botów. A jednak, od poniedziałku mogliśmy zaobserwować prawdziwy wysyp komentarzy – od ekspertów, polityków i zwykłych zjadaczy chleba. W końcu na portalu X przedstawiono najważniejszy dowód: wygenerowaną w AI grafikę, którą wrzuciło niezbyt znane konto. Tyle wystarczyło, by cały internet świętował wielki sukces w walce z rosyjską dezinformacją.
Wbiliśmy ruskie boty w ziemię. Tak nam się przynajmniej wydawało
Problem w tym, że tego sukcesu nie ma. Owszem, dało się zaobserwować minimalny spadek aktywności kont o wątpliwym pochodzeniu, które dziwnym trafem zawsze popierają albo skrajną prawicę, albo wręcz samego Putina. Do celebracji dołączyli czołowi politycy, aż w końcu nawet i rzecznik Ministra Koordynatora Służb Specjalnych postanowił się pochwalić, że ukraińskie ataki faktycznie odbiły się na aktywności rosyjskich botów w sieci. I nawet powołał się na różne wykresy, które były dostępne publiczne. Tylko że my wiemy, o który dokładnie wykres chodziło. I wiemy, że ten wpis rzecznika po prostu nie powinien się pojawić. Ale rzecznik jest tu najmniej winny, bowiem to przecież jego szef, Tomasz Siemoniak, publicznie stwierdził, że ABW odnotowało spadek aktywności rosyjskich botów w sieci.
Cieszyli się ze zwycięstwa z dezinformacją. Problem w tym, że sami padli jej ofiarą
Cała sytuacja zaczęła się od tego, że w sieci zaczęła krążyć grafika z wykresem, który wskazywał ogromny spadek aktywności kont uznawanych za rosyjskie boty lub trolle, popierających skrajnie prawicową AFD. Wrzucił go losowy Niemiec o imieniu Frank, zaznaczając, że grafika została wygenerowana w AI. Oczywiście w myśl zasady, że dobra wiadomość oznacza wiarygodne źródło, grafika szybko była rozpowszechniana i powoływali się na nią wszyscy, od mediów, przez ekspertów pokroju Jarosława Wolskiego, aż po ministrów. Na szczęście od czegoś na tym świecie są dziennikarze i choć ten zawód jest daleki od ideału, to w tej sytuacji okazało się, że są jeszcze tacy, którzy zweryfikują coś przed publikacją.
Tym dziennikarzem okazał się Jan Vollmer, który na łamach niemieckiego serwisu capital.de postanowił zestawić grafikę z faktami. Z jego analizy wyszło, że nie da się wiarygodnie udowodnić, by faktycznie ataki na centra danych spowodowały spadek liczby botów w mediach społecznościowych. Co więcej, Vollmer postanowił spytać ludzi, którzy znają się na tym temacie trochę lepiej niż losowy internauta. Skontaktował się z think tankiem Polisfera, który zajmuje się analizą mediów społecznościowych. Szef Polisfery wprost potwierdził, że nie odnotowano żadnego spadku aktywności, a sugerowane dowody są jedynie anegdotyczne. Podobny wniosek wysunęli także przedstawiciele niemieckiego ośrodka badania dezinformacji – Cemas. I to jest praca dziennikarska, którą my szanujemy.
Są boty i są boty. Minister odpowiedzialny za służby specjalne powinien to wiedzieć
Oczywiście, wszyscy chcemy, by konta „PrawdziwyPolak” zarządzane spod Moskwy w końcu upadły. Codziennie widzimy setki przykładów rosyjskiej dezinformacji w mediach społecznościowych i marzy nam się internet wolny od tego. Tylko ta sytuacja pokazuje, że to jest problem znacznie bardziej złożony niż nam się wydaje. Po pierwsze, za całą armią rosyjskich botów nie stoją dwa centra danych ani nawet sam Yandex, który przecież jest wyszukiwarką podobną do Google. Po drugie, nie da się ot tak unicestwić całego ruchu generowanego przez boty. A po trzecie, byłoby całkiem fajnie, gdyby ministrowie nie wypowiadali się na tematy, o których nie mają zielonego pojęcia.
Bo właśnie tak trzeba nazwać wypowiedź Tomasza Siemoniaka. Okazuje się bowiem, że minister odpowiadający za służby specjalne nie zrozumiał, co przekazała mu ABW. Agencja obserwowała spadek ruchu botów, ale nie tych piszących że to nie nasza wojna, a tych odpowiadających za indeksowanie stron internetowych, monitorowania ich zawartości i automatyczne pobieranie danych. To tak zwane crawlery, czyli boty wykorzystywane między innymi przez wyszukiwarki, w tym właśnie Yandex. Zatem logiczne, że gdy w ataku dronów ucierpiały centra danych Yandexu, to aktywność tychże botów spadnie. Tak Panie Ministrze, są różne boty w internecie, nie tylko te związane z dezinformacją i propagandą. Wypadałoby o tym wiedzieć…
Redakcja Bithub.pl poleca także:
Zełeński domaga się sankcji na chińskie firmy. Miały pomagać Rosji stworzyć odpowiednik Starlinka