W samym środku kryzysu naftowego: strajki w rafineriach, instalacjach naftownych. Katastrofa na rynku energii?
Sezon na strajki! Jak wiadomo, zaostrzająca się sytuacja i groźba strajku w Samsungu grozi zakłóceniem krytycznych dostaw chipów – ale to bynajmniej nie jedyny (ani być może nawet nie najważniejszy) podobny konflikt, który grozi katastrofalnymi skutkami w światowej lub narodowych gospodarkach. Podobna groźba wisi bowiem nad tak krytycznymi obiektami jak instalacje naftowe i rafinacyjne – czyniąc sytuację na rynku energii oraz paliwa, i bez tego kryzysową w związku z wojną na Bliskim Wschodzie i blokadą Cieśniny Ormuz – wręcz wybuchową.
Pierwsza z tych groźnych sytuacji ma miejsce w Australii. Tamtejsze związki zawodowe zapowiedziały dwutygodniowe działania strajkowe w odniesieniu do personelu obsługującego instalacje LNG Ichthys, należące do japońskiej spółki Inpex, które ma rozpocząć się 27 maja. Offshore Alliance, Australian Workers Union oraz Maritime Union of Australia – bo o nich tu mowa – poinformowały o planowanych 243 zatrzymaniach pracy i zakazach wykonywania obowiązków między 27 maja a 10 czerwca. Powodem jest naturalnie fiasko negocjacji w sprawie warunków zatrudnienia.
Zdaniem pracowników, Inpex zaproponował porozumienie, które związki określiły jako dalece niewystarczające pod względem płac i benefitów. Pracownicy odrzucili propozycję w głosowaniu, a Inpex wycofał je na krótko przed zakończeniem. Tymczasem instalacje Ichthys – o zdolności produkcyjnej 9,3 miliona ton LNG rocznie – stanowią istotny element dostaw tego paliwa na rynki azjatyckich, w szczególności do odbiorców japońskich. Zakłócenia w jej funkcjonowaniu w okresie dwóch tygodni mogą ograniczyć wolumeny eksportowe w momencie, gdy globalne dostawy LNG są już mocno napięte.
Strajk vs. lockout, a na stacjach rekordowo drogo
Druga z gardłowych spraw ma miejsce w Ameryce, w stanie Indiana. W tamtejszej rafinerii Whiting, należącej do koncernu BP, trwa lockout, który właśnie wchodzi w trzeci miesiąc. Od 19 marca poza zakładem pozostaje około 800 pracowników należących do związku United Steelworkers. Rafineria o przepustowości 440 tysięcy baryłek paliwa dziennie jest największą w regionie amerykańskiego środkowego zachodu. Negocjacje między stronami wznowiono 18 maja, lecz BP i związek nie doszli do porozumienia.
Firma BP oświadczyła, że rozmowy mogą być kontynuowane wyłącznie przy utrzymaniu lockoutu, podczas gdy USW domaga się jego natychmiastowego zniesienia i zarzuca firmie wykorzystywanie presji finansowej na pracowników i ich rodziny. Spór między stronami obejmuje kwestie redukcji etatów, obniżek płac, praw kierownictwa, stażu pracy oraz proponowanego sześcioletniego okresu obowiązywania umowy. W czasie trwania lockoutu BP podtrzymuje funkcjonowanie zakładu, korzystając z pomocy pracowników kontraktowych.
Łańcuch konsekwencji dla rynków paliwa
Wszystko to ma miejsce w warunkach rekordowo wysokich cen paliwa na rynku amerykańskim (i nie tylko tam, choć w USA problem ten rezonuje ze szczególnym pogłosem społecznym) – zaś wojna na Bliskim Wschodzie i blokada Cieśniny Ormuz, przez którą przechodzi jedna piąta światowej ropy, wygenerowały największe od lat zakłócenia na rynkach energii i paliwa. Wedle pojawiających się szacunków, konflikt kosztował już globalne spółki co najmniej 25 mld dolarów. Ceny ropy przekroczyły 100 dolarów za baryłkę, czyli o ponad 50 procent więcej niż przed wybuchem konfliktu.
Teraz do tego wszystkiego dochodzą strajki i lockouty w kluczowych obiektach paliwowo-energetycznych – co w efekcie wywołać może (a nawet musi) jeszcze większą presję na spadek zapasów ropy i paliwa w okresie już podwyższonych kosztów, rosnące koszty frachtu oraz presję na marże w sektorach zależnych od energii. W takich warunkach każde dodatkowe wyłączenie mocy produkcyjnej lub eksportowej w tym ostrzejszy sposób potęguje istniejące napięcia w łańcuchach dostaw.
