UOKiK stawia zarzuty znanemu serwisowi. „Drastyczne i sztuczne zawyżanie kosztów”
Rozpoznawalna marka, która wzbudza zaufanie klientów, może okazać się wątpliwa. Wielokrotnie okazywało się, że znane firmy, nawet o globalnym zasięgu, dość mocno naginały, a czasem wręcz łamały prawo, co bezpośrednio uderzało w konsumentów. Czy tak jest w przypadku serwisu Supergrosz? UOKiK wszczął postępowanie przeciwko spółce Aiqlabs, która jest właścicielem serwisu. Lista zarzutów jest bardzo długa, a jeśli podejrzenia okażą się zasadne, to konsekwencje mogą być bolesne.
UOKiK stawia zarzuty serwisowi Supergrosz. Zawierała umowy „sama ze sobą”
Oficjalne statystyki pokazują, że Polacy wciąż chętnie korzystają z różnego rodzaju dodatkowego wsparcia finansowego, zarówno w formie krótkoterminowej jak pożyczki, czy w dłuższej perspektywie w formie kredytu. Większość z nas ufa instytucjom, które oferują takie usługi i specjalnie nie wczytuje się w warunki umów. Tymczasem okazuje się, że w niektórych przypadkach pojawia się sporo wątpliwości i zastrzeżeń. UOKiK poinformował o wszczęciu postępowania przeciwko serwisowi Supergrosz.
Jak ustalił urząd, konsumenci, którzy składali wnioski o standardową pożyczkę ratalną, nieświadomie wpadali w pułapkę skomplikowanej procedury prawnej. W praktyce finansowanie, którego udzielała spółka Aiqlabs, poza formą pożyczki, przybierało bowiem równolegle formę limitu na karcie kredytowej. Z analiz UOKiK wynika również, że klienci w trakcie wypełniania formularza online udzielali Aiqlabs pełnomocnictwa. Następnie firma wykorzystała je do zawarcia umowę o kartę kredytową sama ze sobą. Wówczas występowała w tym samym czasie jako pożyczkodawca i pełnomocnik, który reprezentuje konsumenta.
Lista zarzutów jest dłuższa
Zastrzeżeń co do praktyk firmy jest więcej. UOKiK twierdzi, że wyjątkowo niekorzystne dla klientów były opłaty początkowe dotyczące wspomnianej karty. Urząd ocenił, że dochodziło do „drastycznego i sztucznego zawyżania kosztów”. Jak ustalił UOKiK, schemat działania był następujący. Najpierw klient podpisywał umowę z wysoką kwotą limitu kredytowego, od której od razu naliczano procentowe opłaty początkowe. Następnie firma Aiqlabs, będąca jednocześnie pełnomocnikiem klienta i stroną umowy, aneksowała umowę. Aneks według ustaleń UOKiK drastycznie zaniżał limit kredytowy oddany do dyspozycji konsumenta.
Urząd przedstawia ten wątpliwy mechanizm na przykładzie konsumenta, który otrzymał limit na karcie w wysokości 12 500 zł. Następnie firma naliczała koszty opłat początkowych w wysokości 2925 zł. Na koniec obniżyła limit do zaledwie 2500 zł, które klient faktycznie mógł wykorzystać. Prezes urzędu wskazuje, że gdyby firma naliczyła opłaty początkowe od faktycznej kwoty, to ich wysokość wyniosłaby 625 zł.
Kary i konsekwencje
Tomasz Chróstny, prezes UOKiK, postawił spółce Aiqlabs dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy sztucznego zawyżania opłat związanych z kartami kredytowymi. Drugi odnosi się do wprowadzania konsumentów w błąd w umowach. Jeśli zarzuty się potwierdzą, spółce grozi kara do 10% obrotu. Jednak znacznie poważniejsze mogą być skutki wizerunkowe. Taka wpadka może kosztować utratę zaufania oraz pozycji na rynku. Ponownie przekonanie do siebie klientów może nie być łatwe.
Więcej o działaniach UOKiK:
UOKiK sprawdza Columbus Energy. „Nie otrzymałem zwrotu należnych mi środków”
oraz o powrocie tematu zwiększenia kwoty wolnej od podatku:
Rząd pod ścianą. 90% obywateli oczekuje realizacji tej obietnicy
