Strach wsiadać do samolotu: niepokojące doniesienia dot. praktyk w liniach lotniczych nad Europą
Liczni piloci zasiadający za sterami samolotów widocznych na europejskim niebie czynią to, będąc na tyle wycieńczonymi, że absolutnie nie powinni tego robić – to grozi bowiem katastrofą wywołaną nieuwagą czy przeoczeniem. Taka teza wyłania się z raportu sporządzonego przez Baines Simmons na zlecenie Europejskiego Stowarzyszenia Pilotów (European Cockpit Association, ECA), którego przedstawiciele wskazują też, że samoregulacja przez linie lotnicze pozostaje nieefektywna w walce z tym problemem.
Raport ten sporządzono na podstawie 7,2 tys. odpowiedzi pilotów z 32 krajów Starego Kontynentu. Kwestionariusze gromadzono od 4 sierpnia do 7 września, a więc w pełni sezonu. Zakres zbieranych informacji nie ograniczał się przy tym do subiektywnych odczuć personelu latającego – piloci byli pytani także o dane dotyczące liczby godzin spędzonych w powietrzu w ciągu ostatnich czterech tygodni czy wymiar czasu wolnego od obowiązków, jakim się cieszyli, jakkolwiek są to oczywiście relacje subiektywne.
Wnioski płynące z publikacji mogą jednak niepokoić – zwłaszcza pasażerów. Co czwarty pilot linii lotniczych operujących nad Europą regularnie wykonywał bowiem loty, przekraczając dopuszczalne limity czasu spędzonego w powietrzu. W przypadku części respondentów zingorowano zarówno normy określone w rozporządzeniu (UE) nr 965/2012 – które narzuca limity czasu lotu dla pilotów i wyznacza niezbędny zakres odpoczynku – jak i wewnętrzne procedury przewoźników, przyciskanych trudnymi warunkami rynkowymi.
Piloci idą spać
Samo przekraczanie norm to przy tym drobnostka w porównaniu z realnym zagrożeniem – w ciągu czterech tygodni poprzedzających badanie 76,8 proc. respondentów doznało w kokpicie co najmniej jednego mikrosnu. Zjawisko to – krótką, mimowolną utratę czuwania – powtórzyło pięciokrotnie lub częściej 24,7 proc. pilotów. Ponad jedna trzecia ankietowanych (czyli 38,8 proc.) zwykle nie była w stanie zapewnić sobie niezbędnego minimum odpoczynku, by powściągnąć narastające zmęczenie.
Zgłoszenie niezdolności do pilotażu ze względu na wycieńczenie – piloci mają taką możliwość, jednak wiąże się ona z utratą wynagrodzenia za dany rejs oraz innymi następstwami – pozostaje gestem wymagającym cywilnej i finansowej odwagi. Zaledwie 37,2 proc. pilotów ma zwyczaj raportować niezdolność do lotu. Z kolei 24,2 proc. po prostu zachowuje milczenie i leci dalej, zaś 38,3 proc. zasłania się zasadą uznania dowódcy (Commander’s Discretion), przewidzianą na wypadek sytuacji wyjątkowych.
By uniknąć zgłaszania niezdolności, 16,8 proc. ankietowanych sięga po zwolnienia lekarskie. Co więcej, więcej niż co drugi pytany pilot (52 proc.) w ciągu trzech miesięcy przed badaniem odbył rejs, po którym uznał, że powinien jednak zgłosić niezdolność do lotu. Systemowi raportowania ufa przy tym ledwie 11,9 proc. pilotów. Jeszcze mniej, bo 11,3 proc., dostrzegło, iż raporty przełożyły się na zmiany operacyjne. Za to aż 50,3 proc. uważa, że ryzykiem zmęczenia zarządza się w ich liniach lotniczych w sposób nieprawidłowy.
Instytucje jak zawsze na posterunku
Raport wskazuje także, że przemęczenie pilotów bywa zgłaszane przez załogi częściej niż awarie techniczne czy niesprzyjające warunki pogodowe. Problem ten występować ma przy tym zarówno u przewoźników tradycyjnych czy „renomowanych”, jak i tych określanych jako niskokosztowych. W obu przypadkach mechanizmy zgłaszania zmęczenia funkcjonują w teorii, jednak pozostają nieskuteczne w praktyce – piloci mają obawiać się konsekwencji kadrowych lub utraty przydziałów.
Stowarzyszenie wskazuje, że zagadnieniem tym – grożącym tragicznymi konsekwencjami – powinny zająć się instytucje nadzorcze i regulacyjne. Z tym może być jednak różnie. Agencja UE ds. Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) w raporcie z 8 czerwca b.r. wskazała zmęczenie jako najszybciej rosnący czynnik-prekursor incydentów w bazie ECR, obecny w blisko 60 proc. zdarzeń tej kategorii w 2024 r. I… nie dopatrzyła się na tym tle istotnych zagrożeń, zaznaczając jedynie, że problem „wymaga monitorowania”. I tyle.