Spalono maszyny na terenie powstającej elektrowni jądrowej na Pomorzu. Czy to sabotaż?

Spalono maszyny na terenie powstającej elektrowni jądrowej na Pomorzu. Czy to sabotaż?

W nocy z niedzieli na poniedziałek w miejscowości Słajszewo w gminie Choczewo na Pomorzu spłonęło pięć maszyn budowlanych pracujących przy drodze dojazdowej do przyszłego placu budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej Lubiatowo-Kopalino. Co szczególnie niepokoi, policja na tym etapie nie wyklucza jeszcze udziału osób trzecich, trwają aktualnie intensywne prace z biegłym ds. pożarnictwa.

Spłonęły maszyny na drodze dojazdowej do planowanej elektrowni jądrowej

Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do służb w niedzielę o godzinie 22:51. Na miejscu zdarzenia interweniowała jedna jednostka Państwowej Straży Pożarnej oraz pięć jednostek OSP. Ogień objął maszyny używane przy budowie drogi dojazdowej do terenu inwestycji w rejonie Słajszewo–Morska–Biebrów, w bezpośrednim sąsiedztwie przyszłej elektrowni.

Zniszczeniu uległo pięć maszyn budowlanych — potwierdziła Anetta Potrykus z Komendy Powiatowej Policji w Wejherowie. Jak dodała, nie jest wykluczony udział osób trzecich, a na miejscu trwają czynności z wykorzystaniem m.in. biegłego. Jako pierwszy o sprawie poinformował lokalny portal Choczewo24.

Strategiczna inwestycja na celowniku

To, co niepokoi najbardziej, to fakt, że zdarzenie dotyczy jednej z najważniejszych inwestycji infrastrukturalnych w Polsce ostatnich dekad. Spółka Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ) odpowiada za budowę elektrowni w lokalizacji „Lubiatowo-Kopalino” w gminie Choczewo na Pomorzu. Wykonawcą jest amerykańskie konsorcjum Westinghouse–Bechtel, a elektrownia ma powstać w technologii AP1000 o całkowitej mocy aż 3750 MW.

Zgodnie z obecnymi planami, budowa pierwszego bloku ma się rozpocząć w 2028 roku, a uruchomienie jednostki przewidziane jest na rok 2036. Prace przygotowawcze trwają od kilku lat — obejmują m.in. badania geologiczne, rozbudowę infrastruktury energetycznej oraz właśnie budowę dróg dojazdowych.

Polskie Elektrownie Jądrowe w 2024 roku przeprowadziły zaawansowane badania geologiczne na terenie o powierzchni 40 ha, których wyniki potwierdziły, że warunki gruntowe umożliwiają bezpieczną budowę. Spalone w nocy maszyny były częścią tych właśnie prac infrastrukturalnych.

Przeczytaj też:

USA odcinają Iran od świata, a giełdy wpadają w panikę. To koniec nadziei na tanią benzynę?

„Najpierw inni, potem Europa”. Rosja ustawia kolejkę po gaz

Regulacja, eutanazja, strzelanina i koktajl Mołotowa, czyli OpenAI i Sam Altman mieli kiepski tydzień

Czy to sabotaż?

Choć śledztwo jest w toku i żadne oficjalne ustalenia dotyczące przyczyn pożaru nie zostały jeszcze ogłoszone, incydent wywołał natychmiastową falę spekulacji w mediach społecznościowych. Komentujący wskazują na możliwość celowego działania wymierzonego w strategiczną inwestycję państwową, wpisując zdarzenie w szerszy kontekst hybrydowych działań wymierzonych w polską infrastrukturę krytyczną. Na obecnym etapie są to wyłącznie hipotezy — żadna ze służb nie potwierdziła jeszcze ani motywów ani istnienia potencjalnych sprawców.

Incydent stawia jednak pytania o poziom ochrony inwestycji, która z racji swojego znaczenia dla bezpieczeństwa energetycznego kraju powinna być objęta szczególnym nadzorem. Jak podkreślają władze samorządowe i rząd, wybudowanie i funkcjonowanie elektrowni jądrowej na Pomorzu ma wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne Pomorza i całego kraju oraz stanowi jeden z filarów transformacji energetycznej Polski. Nie byłoby więc szczególnie zaskakujące, gdyby pomysł ten nie spodobał się niektórym grupom, na przykład rosyjskim sabotażystom lub radykalnym ugrupowaniom antynuklearnym.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!