Skutki wojny: boom na pociski przeciwlotnicze i manewrujące – lecz zapasy opróżnione, a produkcja nowych trwa latami

Skutki wojny: boom na pociski przeciwlotnicze i manewrujące – lecz zapasy opróżnione, a produkcja nowych trwa latami

Sześć tygodni intensywnego bombardowania w ramach Operation Epic Fury doprowadziło do znacznego wyczerpania zapasów efektorów systemów przeciwlotniczych u sojuszników Zatoki Perskiej. Falowe ataki tanich irańskich dronów pochłaniały zaawansowane, lecz również super-drogie pociski przeciwlotnicze. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar, tradycyjni klienci przemysłu amerykańskiego w tej dziedzinie, zaczęły aktywnie poszukiwać alternatywnych źródeł zaopatrzenia. Przyczyną jest strukturalny niedobór wolumenu produkcyjnego w USA, pogłębiony przez dostawy na rzecz Ukrainy od 2022 r. oraz bieżące zużycie w operacjach przeciwko siłom irańskim.

W pierwszej kolejności wzrosło zapotrzebowanie na systemy zdolne do neutralizacji masowych zagrożeń dronowych i pocisków manewrujących – od kogokolwiek, kto miałby je na sprzedaż od ręki. Zjednoczone Emiraty Arabskie wdrożyły południowokoreański system M-SAM (mid-range surface-to-air missile), wykorzystujący mobilne wyrzutnie z ośmioma pociskami o masie 400 kg każdy. Czas przeładowania wynosi ok. jednej godziny, zasięg 50 km, pułap 20 km, prędkość Mach 5.

W porównaniu z pociskami PAC-3 do Patriota, pomimo niższych osiągów, systemy te i pociski do nich oferują krótszy cykl reakcji i niższe koszty operacyjne, co jest kluczowe przy atakach rojowych. Nawet w przypadku tak bogatych klientów, jak „naftowe” monarchie arabskie z regionu Zatoki Perskiej. Arabia Saudyjska i Katar skwapliwie podpisały zatem porozumienia z Koreą Południową w celu przyspieszenia zamówień, równolegle prowadząc rozmowy z Japonią dotyczące pozyskania dodatkowych pocisków do systemów MIM-104, czyli właśnie Patriotów, które Cesarstwo Wschodzącego Słońca produkuje we własnym zakresie.

„Packa” na wrogie roje na niebie potrzebna od zaraz

Równocześnie znacząco wzrosło zainteresowanie innowacyjnymi rozwiązaniami dedykowanymi do zwalczania rojów bezzałogowców. Przykładowo. brytyjskie przedsiębiorstwo Cambridge Aerospace oferuje niskokosztowe pociski terminami dostaw 30–90 dni (co w przemyśle zbrojeniowym stanowi nieomal ewenement). Z kolei firmy ukraińskie, m.in. Wild Hornets, wykorzystując doświadczenis 4 lat wojny z Rosją, osiągnęły miesięczną produkcję ponad 10 000 dronów myśliwskich oraz sprzętu wojny elektronicznej (EW/ECM), umożliwiając skalowalne przeciwdziałanie bez angażowania drogich rakiet.

Państwa Zatoki zgłaszają też zapytania o zestawy typu Phalanx lub Goalkeeper (wykorzystujące ultra-szybkostrzelne działka rotacyjne), dotąd wykorzystywane na okrętach wojennych jako systemy CIWS, umożliwiające ekonomiczne niszczenie dużych fal dronów. Zainteresowanie budzą także systemy takie jak polski SKYctrl – modułowy C-UAS integrujący radary FIELDctrl, systemy zakłócania i EW, a ostatnio również kinetyczne drony przechwytujące do bezpośredniego zderzenia z celem – oraz inne rozwiązania łączące wykrywanie, śledzenie i neutralizację w warunkach masowego zagrożenia.

Powolne wykuwanie wojennego toporka

Eksplozja popytu – połączona z obciążoną jak rzadko kiedy podażą – widoczna jest nie tylko na rynku systemów przeciwlotniczych. Problemem jest także narastający backlog w produkcji zaawansowanego uzbrojenia lotniczego i rakietowego, wynikający bezpośrednio z zużycia zapasów w konflikcie irańskim. W ciągu około 30 dni operacji Stany Zjednoczone wystrzeliły ok. 850 pocisków manewrujących BGM-109 Tomahawk. Przy przedwojennych zapasach szacowanych na 3100 sztuk oznacza to ubytek rzędu 25% – i to tylko na Bliskim Wschodzie.

Koszt jednego pocisku Tomahawk wynosi ok. 2 mln dolarów, co oznacza, że wartość zużytych środków (i to tylko tego typu) sięga 1,7 mld dolarów. Bieżąca zdolność produkcyjna zakładów koncernu Raytheon, ich wytwórcy, to zaledwie 90 sztuk rocznie (jeden pocisk co cztery dni). Planowane zwiększenie do 1000 sztuk rocznie wymaga czasu na rozbudowę łańcucha dostaw; odbudowa zużytych 850 sztuk przy pełnej alokacji mocy zajmie blisko rok. To zresztą i tak lepszy wynik niż, przykładowo, we Francji – gdzie w ogóle wstrzymaną produkcję pocisków manewrujących MBDA SCALP trzeba teraz wznawiać.

I choć Biały Dom podejmuje wzmożone wysiłki na rzecz odtworzenia zbrojeniowych zdolności produkcyjnych, to na efekty tych działań też trzeba będzie czekać miesiącami, o ile nie latami.

Nowoczesne pociski – pilnie poszukiwane. Jakiekolwiek…

Problematyka wykracza poza Tomahawki. Amerykańskie dostawy w ramach kontraktu o wartości 23 mld dolarów na systemy obrony powietrznej dla ZEA, Kuwejtu i Jordanii (w tym pociski Patriot PAC-3 i radary AN/MPQ-53) są rozłożone na wiele lat. Szwajcarskie zamówienie na pięć baterii Patriot z 2022 r. zostało przesunięte na rzecz Ukrainy, w ramach priorytetyzacji bieżących konfliktów kosztem kontraktów eksportowych. W efekcie państwa Zatoki Perskiej, zamiast czekać na amerykańskie uzupełnienia, dywersyfikują źródła.

Słowem, globalny rynek uzbrojenia lotniczego budzi się z bolesnej iluzji, jaką była era „wiecznego pokoju” po zakończeniu Zimnej Wojny – a zwłaszcza rujnujących skutków tzw. dywidendy pokoju. Ta ostatnia oznaczała, w dużym skrócie, masowe cięcia sił zbrojnych oraz przemysłowego potencjału zbrojeniowego na rzecz wydatków socjalnych, niekończących się transferów pieniężnych do faworyzowanych grup oraz innych form tzw. kiełbasy wyborczej w krajach zachodnich. W efekcie zapasy kluczowych systemów przeciwlotniczych i pocisków manewrujących osiągnęły najniższy poziom od dekad, a czas odtwarzania produkcji liczy się w latach, nie miesiącach.

W warunkach jednoczesnego wzrostu zagrożenia dronowego i eskalacji konfliktów konwencjonalnych państwa trzecie muszą albo akceptować wieloletnie opóźnienia, albo przechodzić na alternatywnych dostawców o wyższej elastyczności. Obecny model zaopatrzenia, zoptymalizowany pod krótkie interwencje „humanitarne”, jest wręcz rozpaczliwie niedostosowany do konfliktu pełnoskalowego – zwłaszcza z przeciwnikiem typu near-peer i warunkach wojny na wyczerpanie.. W konsekwencji boom na systemy przeciwlotnicze i pociski manewrujące współistnieje z chronicznym deficytem.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz