Ropa zabija własny popyt. Rynek wchodzi w niebezpieczną fazę?

Ropa zabija własny popyt. Rynek wchodzi w niebezpieczną fazę?

Rynek ropy znowu przyspiesza i to w tempie, które zaczyna robić się niewygodne nawet dla tych, którzy na nim zarabiają. Brent jest już powyżej 100 dolarów za baryłkę, amerykańska WTI zbliża się do tej granicy. Powód jest dobrze znany i rzecz jasna chodzi głównie o napięcia wokół Iranu i brak jakiegokolwiek przełomu w rozmowach z USA. Rynek żyje w zawieszeniu, a każdy kolejny dzień bez porozumienia dokłada kolejną warstwę niepewności. Ale to nie same ceny są dziś najciekawsze.

Ropa drożeje tak bardzo, że zaczyna dusić własny popyt?

Goldman Sachs podniósł prognozy na końcówkę roku, zakładając średnio 90 dolarów za Brent i 83 dolary za WTI. Tyle że rzeczywistość już teraz wyprzedza te założenia. Według analityków banku szok na rynku jest na tyle duży, że zaczyna odbijać się na realnej gospodarce. Mówimy nie tylko o samej ropie, ale też o drogich paliwach, brakach produktów i napiętych łańcuchach dostaw.

Efekt? Popyt zaczyna słabnąć. Goldman szacuje, że globalne zapotrzebowanie na ropę może spaść w tym kwartale nawet o 1,7 mln baryłek dziennie. To już nie jest kosmetyka, a sygnał, że rynek zaczyna się bronić przed własnymi cenami.

Czytaj również w dziale gospodarka:

Metale ziem rzadkich nie dla Amerykanów? Politycy chcą zawieszenia inwestycji

Fed znów zatrzęsie rynkiem? Te dane mogą uderzyć w indeksy i kryptowaluty w tym tygodniu

Niemcy w recesji? Nastroje Ifo najsłabsze od 2020 roku. Nadchodzi kryzys?

Im drożej, tym gorzej

To mechanizm, który rynek zna od lat, ale zawsze wygląda tak samo brutalnie. Ceny rosną, bo brakuje surowca. Potem rosną jeszcze bardziej… aż w końcu robią się tak wysokie, że zaczynają niszczyć popyt. Ludzie ograniczają zużycie, a firmy szybko szukają oszczędności. I nagle okazuje się, że problemem nie jest już brak ropy, tylko to, że nikt nie chce jej kupować po takich cenach.

Wykres cen ropy WTI na przestrzeni ostatnich sześciu miesięcy / TradingView

Na razie nic nie wskazuje na szybkie rozwiązanie. Analitycy ING zwracają z kolei uwagę, że rynek traci nawet kilkanaście milionów baryłek dziennie, a alternatyw po prostu nie ma. Owszem, krótkoterminowo można sięgnąć po rezerwy strategiczne albo zapasy komercyjne, ale to tylko gra na czas. Jeśli sytuacja się przeciągnie, ceny będą musiały pójść jeszcze wyżej, żeby wymusić kolejną falę spadku popytu.

Bo wbrew pozorom to nie politycy ani banki centralne mają dziś największy wpływ na sytuację. Tylko sam rynek. Jeśli ropa będzie dalej drożeć, to prędzej czy później sama zatrzyma swój wzrost. Tyle że zrobi to w sposób, który zwykle nikomu się nie podoba. Poprzez spowolnienie, a może nawet coś więcej.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!