Nacjonalizacja stalowni – by ratować nie stalownie, a rząd. Lawina wezwań do dymisji, ale premier chce rządzić wiecznie
Brytyjski premier, Keir Starmer, ogłosił plany promulgowania ustawy umożliwiającej pełną nacjonalizację jedynych działających stalowni, jakie ma dziś Wielka Brytania, British Steel, przez państwo. Troska premiera o rodzime hutnictwo zostałaby może doceniona nieco bardziej, gdyby nie ogłaszał tych planów tuż po dotkliwej klęsce wyborczej swej partii w wyborach lokalnych, zaś do problemów British Steel nie przyczyniła się walnie pseudo-zielona polityka „klimatyczna”, z wyjątkowym zdecydowaniem prowadzona przez właśnie jego rząd.
Nacjonalizacja dotyczyłaby ostatniego zakładu hutniczego z pełnym cyklem produkcji w Scunthorpe – ostatniego, który jeszcze działa w tym kraju – a który w kwietniu 2025 r. został przejęty od chińskiego właściciela Jingye pod operacyjną kontrolę rządu, by zapobiec planowanemu przez Chińczyków wygaszeniu pieców i utracie 2700 miejsc pracy bezpośrednio oraz tysięcy dalszych w łańcuchu dostaw. Negocjacje sprzedaży nie przyniosły rezultatu – żadna umowa nie zapewniała akceptowalnej wartości dla podatników. Koszty wsparcia dla British Steel, które ponosi Wielka Brytania, mają – według raportu krajowego audytora wydatków – do czerwca 2026 r. osiągnąć poziom 615 mln funtów.
Premier chce dekadę (czyli w praktyce wieczność)
Ruch ten następuje w momencie, gdy Partia Pracy poniosła historyczną klęskę w wyborach lokalnych 7-8 maja 2026 r. Reform UK Nigela Farage’a zdobył ponad 1450 mandatów radnych, przejmując kontrolę nad radami w licznych tradycyjnych bastionach labourzystów. Partia Pracy straciła około 1496 mandatów i kontrolę nad dziesiątkami samorządów. Reform UK osiągnął w niektórych okręgach nawet 48% zdobytych mandatów spośród rozstrzygniętych. Wewnątrz partii Starmera pojawiły się jawne wezwania do jego odejścia – była młodsza minister Catherine West domagała się harmonogramu rezygnacji, a inni parlamentarzyści labourzystowscy otwarcie dyskutowali o wyzwaniu przywództwa do dymisji.
Starmer, mimo tych wyników, oświadczył w wywiadzie prasowym, że zamierza pozostać na stanowisku przez dziesięć lat, poprowadzić partię do wyborów w 2029 r., wygrać je i rządzić drugą pełną kadencję. Słowem, plan ten zakrawa na zupełną abstrakcję. W przemówieniu z 10 maja Starmer mówił o „błędach”, ale zapewniał, że udowodni sceptykom swą rację, zapowiadając śmielsze działania, w tym nacjonalizację stalowni i bliższe powiązania z Europą poprzez program mobilności młodzieży czy możliwy powrót do unii celnej. Jednocześnie – zupełne novum w jego podejściu – podkreślił strategiczne znaczenie stali dla gospodarki i bezpieczeństwa narodowego.
Zapewnienia Starmera w niewielkim stopniu korespondują z polityczną rzeczywistością (a także obyczajami politycznymi – Wielka Brytania od dekad nie widziała premiera, który rządziłby łącznie dwanaście lat). W dużej mierze jest to „zasługa” samego premiera, który pozostaje rekordowo niepopularny i bywa nierzadko oskarżany o bycie najgorszym brytyjskim premierem w historii. Nastroje takie wynikają z radykalnej polityki, którą Starmer forsuje (lub przynajmniej jest jej twarzą), a także z szeregu konkretnych zjawisk ekonomicznych i społecznych, które przyniosły blisko dwuletnie (od wyborów w 2024 r.) rządy Laburzystów.
Wielka Brytania, wroga przeciętnym Brytyjczykom
Ostro rosną obciążenia podatkowe (m.in. wyższe składki ubezpieczenia społecznego dla pracodawców, podatki od zakupu nieruchomości, VAT na czesne szkół prywatnych) oraz agresywność reżimu ich ściągania, a także presja na rynek najmu przez nowe regulacje, podczas gdy wejście w posiadanie własnych domów staje się coraz bardziej nieosiągalne finansowo. Wysoka imigracja z krajów Trzeciego Świata, ta legalna i nielegalna, jest podtrzymywana i tolerowana wbrew woli większości mieszkańców, przy niemal nieistniejącej integracji imigrantów i masowej przestępczości, a także rosnących kosztach zasiłków, które przekraczają wpływy z podatku dochodowego.
Co więcej, forsowana z fanatyczną zajadłością polityka „klimatyczna” i parcie na osiągnięcie celów Net Zero przyczyniły się do absurdalnie wysokich kosztów energii – destrukcyjnych tak dla budżetów domowych, jak i dla brytyjskiego przemysłu. Co, skądinąd, w znacznym stopniu uderzyło także w British Steel (walnie przyczyniając się, obok globalnej nadpodaży stali, do problemów tych stalowni). Problemom gospodarczym towarzyszą społeczne – jak nieudolność władz w walce z przestępczością, przy jednoczesnej priorytetyzacji ścigania przypadków wyrażania „nietolerancyjnych” czy „niewrażliwych” opinii, podczas gdy tysiące przestępstw zagrażających bezpieczeństwu pozostaje ignorowane.
Policja dokonuje średnio 30 aresztowań dziennie za treści online uznane za krytykę władz lub „nienawiść”. Telekomunikacyjny regulator Ofcom próbuje blokować dostęp do treści online w sposób porównywalny do cenzury w Chinach. Władze selektywnie podchodzą do dyskryminacji, otwarcie faworyzując czarnych i imigrantów w zatrudnieniu, edukacji czy w sprawach administracyjnych – skutkiem czego jest sytuacja, w której rodowici Brytyjczycy są we własnym kraju częstokroć traktowani jak obywatele drugiej kategorii.
W tym kontekście nacjonalizacja ostatnich stalowni, które posiada Wielka Brytania, może te stalownie uratuje – choć biorąc pod uwagę talenty rządu Laburzystów w zarządzaniu brytyjską gospodarką, można tu mieć pewne wątpliwości. Niestety, jest wysoce prawdopodobne, że celem tego kroku nie jest uratowanie stalowni, a rządu Keira Starmera. Co, paradoksalnie, może okazać się zadaniem jeszcze trudniejszym, niż uratowanie brytyjskiego przemysły.
