Ministerstwo wprowadza racjonowanie paliwa. Kryzys mimo przepełnionych zbiorników przez blokadę eksportu

Ministerstwo wprowadza racjonowanie paliwa. Kryzys mimo przepełnionych zbiorników przez blokadę eksportu

W odpowiedzi na narastający kryzys paliwowy, irańskie ministerstwo ropy naftowej ogłosiło w ostatnich dniach wprowadzenie ścisłego racjonowania paliwa dla rynku cywilnego. Decyzja ta zapadła w momencie, gdy irańskie zbiorniki na ropę naftową są rekordowo pełne, a wręcz przepełnione – według najnowszych szacunków, całkowita pojemność składowania którą dysponuje Iran wynosi około 86–95 milionów baryłek, z czego znaczną część stanowią operacyjne rezerwy i środki imrpowizowane, które w praktyce nie są w pełni wykorzystywane.

Problem nie leży jednak w braku surowca, lecz w zdolnościach jego przerobu. Irańskie rafinerie, których łączna moc przerobowa przed wojną wynosiła 2,6 miliona baryłek dziennie, ucierpiały w wyniku niedawnych nalotów na infrastrukturę naftową, w tym na kluczowe zakłady przetwórcze w regionie South Pars. Obecnie przetwarzają one zaledwie około 2,1 miliona baryłek dziennie, co przy utrzymującym się wydobyciu na poziomie 3,06 miliona baryłek dziennie (plus 1,3 miliona baryłek kondensatu i NGL) prowadzi do gromadzenia się nadwyżek surowca, którego nie da się ani wyeksportować, ani przetworzyć na produkty finalne.

Skutkiem jest paradoksalna sytuacja: Iran tonie w ropie, ale brakuje mu paliwa dla własnych obywateli. Tym bardziej, że ci ostatni z perspektywy irańskich władz stoją na ostatnim miejscu w hierarchii ważności – przed nimi są nie tylko potrzeby sił zbrojnych i wewnętrznych organów represji, lecz także potrzeby rynku eksportowego. A przynajmniej te, które uda się obsłużyć w obecnych warunkach (np. poprzez transporty kolejowe).

Zatkany obieg paliwa

Przyczyną całej sytuacji jest naturalnie trwająca cały czas blokada cieśniny Ormuz, przez którą przed wojną przepływało około 20% światowego handlu ropą. Zgodnie z danymi Międzynarodowej Agencji Energetycznej, eksport ropy przez cieśninę spadł do zaledwie 10% poziomu sprzed wojny, a ruch tankowców został praktycznie zatrzymany. Z początku zablokował ją sam Iran, w charakterze środka retorsyjnego wobec arabskich państw Zatoki Perskiej. Po zawarciu kwietniowego rozejmu kraj ten próbował nawet zaanektować akwen tej cieśniny i pobierać opłaty na swoją rzecz za jej przepłynięcie.

Plany te wywróciła kontr-blokada Ormuzu założona przez flotę amerykańską. Iran, nie mogąc eksportować ropy, stanął przed nagłym dylematem: albo wstrzyma wydobycie – co grozi trwałym uszkodzeniem złóż i infrastruktury. Nagłe zatrzymanie wydobycia może bowiem prowadzić do spadku ciśnienia w złożach, infiltracji wody do warstw roponośnych oraz konieczności kosztownych napraw urządzeń wydobywczych po ich wyłączeniu. Procesy te są trudne do odwrócenia, a w niektórych przypadkach mogą trwale zanieczyścić część złoża, czyniąc ją bezużyteczną.

Alternatywa to kontynuowanie wydobycia, co wiąże się z ryzykiem przepełnienia zbiorników i paraliżem gospodarczym. A potencjalnie także katastrofą ekologiczną, gdyby Irańczycy rozpoczęli np. zrzut nadmiarowej ropy do morza.

Iran zakorkowany – i znów bulgocze

Ostatnie próby dyplomatycznego rozwiązania kryzysu spełzły na niczym. Iran złożył propozycję otwarcia cieśniny Ormuz w zamian za zniesienie amerykańskiej blokady morskiej i zakończenie wojny, odkładając jednak kwestie nuklearne na później. Stany Zjednoczone odrzuciły jednak tę ofertę, wychodząc z założenia, że Teheran po prostu gra na zwłokę, zaś propozycję złożył wyłącznie przymuszony okolicznościami. Donald Trump sygnalizował gotowość do utrzymania blokady przez kolejne miesiące, a nawet przygotowując plany „krótkiej, ale potężnej” fali uderzeń na Iran, aby przełamać impas.

Amerykański prezydent po raz kolejny zagroził także irańskiemu kierownictwu zaostrzeniem działań w przypadku kontynuacji programu nuklearnego. Tym samym Teheran pozostaje pod ogromną presją: gospodarczą – z powodu braku przychodów z eksportu i rosnących kosztów składowania – oraz polityczną, zważywszy na narastające napięcia społeczne i inflację sięgającą 105% w przypadku żywności, a także 140% wzrost cen chleba i zbóż w przeciągu roku. Wedle potocznych ocen na ulicach Teheranu, rial stracił większość, jeśli nie niemal całość swej wartości.

Irańscy oficjele obawiają się kolejnego wybuchu społecznego. Poprzedni, w styczniu, co prawda władze zdołały stłumić, doprowadzając przy tym do rekordowo brutalnej i krwawej masakry. Teraz jednak sytuacja może ulec zmianie – jeśli, przykładowo, irańska opozycja otrzymałaby dostawy broni od USA (o co od dawna zabiega), albo jeśli lojalność reżimowych organów represji (zwłaszcza formacji Pasdaranu i milicji Basidż) zaczęłaby się chwiać pod wpływem czynników ekonomicznych. A to niewykluczone, jeśli nawet rodziny funkcjonariuszy tych organów miałyby problem z codziennym utrzymaniem się.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!