Inflacja w USA jest najwyższa od 3 lat. Fed pogrąży Bitcoina, jak w 2022 roku?
Majowy odczyt CPI z USA na poziomie 4,2% r/r, najwyższy od trzech lat. Ale nie powinien być interpretowany wyłącznie jako sygnał ostrzegawczy dla gospodarki – co za tym idzie także Bitcoina. Owszem, presja cenowa wzrosła, jednak jej głównym źródłem pozostaje energia, podczas gdy inflacja bazowa pozostaje relatywnie pod kontrolą.
Co więcej, amerykański konsument nadal wydaje pieniądze, rynek pracy pozostaje mocny, a Wall Street znajduje się w pobliżu historycznych szczytów. Gospodarka pozostaje odporna, a istnieje tylko niewielka szansa na to, by Fed podwyższał stopy mając za prezesa Kevina Warsha, „przyjaciela” Donalda Trumpa. Prezydent USA jest wielkim zwolennikiem luzowania polityki monetarnej.
Najważniejsze fakty
- Inflacja CPI w USA wzrosła w maju do 4,2% r/r, najwyższego poziomu od trzech lat.
- Za większość wzrostu cen odpowiada energia, której ceny są aż o 23,5% wyższe niż rok temu.
- Inflacja bazowa pozostaje poniżej 3%, a część kategorii dóbr nadal tanieje.
- Bitcoin wzrósł po danych do ok. 62 tys. USD a pomimo wyższego CPI indeksy pozostają blisko historycznych szczytów, a konsumpcja nie wykazuje oznak załamania.
Inflacja rośnie, ale nie wszędzie
Nagłówki mówią o najwyższej inflacji od trzech lat i formalnie trudno się z nimi spierać. Majowy raport pokazał wzrost cen o 0,5% miesiąc do miesiąca oraz 4,2% rok do roku. Jeszcze kilka kwartałów temu taki odczyt prawdopodobnie wywołałby znacznie większą nerwowość na rynkach.
Problem polega na tym, że sam nagłówek nie pokazuje całego obrazu.
Znaczna część wzrostu cen wynika z sytuacji na rynku energii. Indeks energii wzrósł o 3,9% w ciągu miesiąca, a w skali roku jest już wyżej o 23,5%. Według danych Bureau of Labor Statistics odpowiadał za ponad 60% całego miesięcznego wzrostu CPI. W praktyce oznacza to, że bez drożejącej ropy, paliw i energii elektrycznej dyskusja wokół inflacji wyglądałaby dziś zupełnie inaczej.
Jeszcze ciekawiej prezentuje się inflacja bazowa. Core CPI wzrósł o 0,2% miesiąc do miesiąca i 2,9% rok do roku, czyli znacznie wolniej niż główny wskaźnik. Co więcej, ceny dóbr bazowych wg. BLS spadły o 0,1%, co sugeruje, że presja inflacyjna nie rozlewa się szeroko po całej gospodarce.
Głównym ryzykiem dla dalszego wzrostu cen pozostaje ropa. Pisaliśmy o tym w artykule Najgorętsze akcje znów wypadły z łask. Ropa przerwie dobrą passę na Nasdaq?
Amerykański konsument nadal nie odpuszcza
Od wielu miesięcy ekonomiści ostrzegają, że wysokie ceny w końcu złamią amerykańskiego konsumenta. Problem w tym, że dane wciąż nie chcą tego potwierdzić.
Oczywiście Amerykanie płacą więcej za paliwo, energię czy żywność. Nie da się tego ignorować. Jednocześnie jednak nie obserwujemy załamania wydatków konsumpcyjnych, które zwykle poprzedza recesję. Rynek pracy pozostaje relatywnie silny, płace nadal rosną, a gospodarstwa domowe wciąż wydają pieniądze.
To bardzo ważny element układanki, ponieważ konsumpcja odpowiada za blisko 70% amerykańskiej gospodarki. Dopóki ten silnik działa, dopóty trudno mówić o scenariuszu głębokiego spowolnienia.
Wall Street patrzy na coś więcej niż CPI
Najciekawsza jest jednak reakcja rynku. Gdyby inwestorzy uznali, że majowy raport oznacza powrót do kryzysu inflacyjnego z lat 2022-2023, indeksy prawdopodobnie znajdowałyby się znacznie niżej. Tymczasem S&P 500 oraz Nasdaq pozostają w pobliżu historycznych rekordów. Najmocniej na znikających szansach na obniżki stóp ucierpiał jak na razie Bitcoin.
Rynek najwyraźniej zakłada, że obecny wzrost inflacji ma charakter przede wszystkim energetyczny, a nie systemowy. Innymi słowy, problemem nie jest gwałtownie przegrzewająca się gospodarka, lecz wzrost cen surowców związany z napięciami geopolitycznymi i sytuacją wokół Iranu.
To istotna różnica. Historia pokazuje, że rynki akcji znacznie łatwiej radzą sobie z przejściowymi szokami podażowymi niż z trwałą spiralą inflacyjno-płacową.
Fed znalazł się w niewygodnym miejscu
Nie oznacza to jednak, że raport można całkowicie zignorować. Inflacja ponownie oddala się od celu Rezerwy Federalnej, a jednocześnie gospodarka nie wykazuje oznak wyraźnego osłabienia. To stawia bank centralny w trudnym położeniu. Z jednej strony trudno myśleć o szybkich obniżkach stóp procentowych. Z drugiej strony obecne dane nie wyglądają również jak argument za natychmiastowym zacieśnianiem polityki monetarnej.
Rynek terminowy nadal zakłada, że Fed pozostanie w trybie wyczekiwania przez większą część roku. To pokazuje, że inwestorzy nie traktują majowego odczytu jako początku nowej fali inflacyjnej, lecz raczej jako efekt wzrostu kosztów energii.
To bardziej problem dla Fed niż dla gospodarki
Wbrew temu, co sugerują niektóre nagłówki, majowy raport CPI nie jest jednoznacznie negatywny. Inflacja rzeczywiście przyspieszyła, ale jej źródło pozostaje stosunkowo wąskie. Jednocześnie inflacja bazowa utrzymuje się poniżej 3%, konsument nadal wspiera wzrost gospodarczy, a Wall Street pozostaje blisko szczytów.
To nie wygląda jak gospodarka przygotowująca się do recesji. Przynajmniej na razie majowy odczyt CPI jest bardziej ostrzeżeniem dla Fed niż sygnałem alarmowym dla inwestorów. Jeśli ceny energii ustabilizują się w kolejnych miesiącach, obecny skok inflacji może okazać się jedynie epizodem, a nie początkiem nowego problemu… Tym bardziej daleko mu do sygnału, wspierającego podwyżki stóp.
Rynek akcji od pewnego czasu odbiera sygnały ostrzegawcze. O jednym znich pisaliśmy w Omen Hindenburga znów zawisł nad Wall Street. Ryzyko spadków na giełdzie rośnie?
