Europa ma za mało gazu. Trzy kolejne miesiące chaosu w Ormuzie mogą wywołać kryzys
Europa miała już przerobić tę lekcję po 2022 roku. Miała uniezależnić się od rosyjskiego gazu, zapełnić magazyny, rozbudować import LNG i wejść w kolejne zimy z dużo większym spokojem. Problem w tym, że bezpieczeństwo energetyczne kontynentu nadal balansuje na cienkiej linie. Zmienił się tylko główny punkt zapalny. Dziś nie jest nim Gazprom, ale magazyny gazu, LNG i cieśnina Ormuz, która – jak wiemy – ma problemy.
Europa miała być bezpieczna po Gazpromie. Teraz ryzykiem są LNG, Ormuz i puste magazyny
Według przedstawicieli norweskiego Equinora Europa może mieć poważny problem, jeśli zakłócenia w żegludze przez Ormuz potrwają jeszcze od jednego do trzech miesięcy. Chodzi o jeden z najważniejszych szlaków transportu surowców energetycznych na świecie. Jeśli ten kanał zacznie się korkować, drożeć albo wypadać z normalnego rytmu dostaw, uderzenie może dotrzeć także do europejskiego rynku gazu. Największy problem polega na tym, że Europa weszła w sezon odbudowy zapasów z bardzo niskiego poziomu. Po długiej zimie magazyny miały być wypełnione zaledwie w 28%. Obecnie poziom zapasów wynosi około 35%, podczas gdy sezonowa norma to mniej więcej 50%.
To oznacza, że kontynent wciąż musi nadrabiać zaległości. Latem zwykle gaz trafia do magazynów, żeby przygotować Europę na sezon grzewczy. Tyle że teraz uzupełnianie zapasów jest drogie i mniej opłacalne. Rynek działa nietypowo: ceny spot są wysokie, a kontrakty zimowe nie dają takiej zachęty do magazynowania jak zwykle. Do tego dochodzi globalna walka o LNG. Europa konkuruje o dostawy z Azją, a napięcia na Bliskim Wschodzie tylko podbijają nerwowość rynku.
To nie jest jeszcze powtórka z 2022 roku
W czarnym scenariuszu Equinor wskazuje, że dłuższe problemy wokół Ormuzu mogłyby wypchnąć ceny TTF nawet w okolice 90 euro za MWh. To byłby bolesny poziom dla przemysłu, energetyki i oczywiście gospodarstw domowych. Nie oznacza to jednak, że Europa stoi dziś nad taką samą przepaścią jak po rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Ale trudno mówić tutaj o komforcie. Europa pozbyła się jednej wielkiej zależności, po czym weszła w drugą, mniej toksyczną, ale jednak. Zamiast Gazpromu ma teraz LNG. To nie musi być zapowiedź katastrofy, ale jest przypomnieniem, że gazowy kryzys w Europie nigdy naprawdę nie zniknął. On po prostu zmienił adres.
Czytaj więcej w dziale gospodarka na Bithub:
Wielkie mapowanie całego kraju z powietrza. Pierwsza taka akcja od czterech dekad, celem surowce
Trzymasz akcje? Te dane makro mogą wstrząsnąć rynkiem w tym tygodniu
Z ostatniej chwili: Rollercoaster na rynku, Trump studzi nastroje. Umowy z Iranem jednak nie będzie?
