Eksplozje w Europie. Port w Rotterdamie, kluczowa fabryka amunicji w ogniu
Dwie ogromne detonacje – obydwie godzące w krytycznie istotne, strategiczne obiekty – odnotowano we czwartek w Europie. Eksplozja dotknęła największego europejskiego portu, w Rotterdamie, a także jednych z ważniejszych zakładów zbrojeniowych we Włoszech.
Jeśli chodzi o port w Rotterdamie, to do tragedii doszło dziś około godziny 11:30 czasu lokalnego. Eksplozja nastąpiła w strefie przemysłowej Europoort, w terminalu paliwowym Gunvor Energy. Wybuch nastąpił podczas rutynowych prac konserwacyjnych prowadzonym przy jednym ze zbiorników do przechowywania produktów naftowych. Wywołał śmierć jednej osoby i ranny u sześciu innych.
Terminal, o którym mowa, przejęty przez Gunvor w 2016 roku od Kuwait Petroleum International, cechuje się pojemnością 1,5 miliona metrów sześciennych i odgrywa ważną rolę w łańcuchu dystrybucji paliw w Europie. Zakłócenie jego operacji w grozi trudnościami w zaopatrzeniu europejskich rafinerii, zwłaszcza w kontekście problemów z dostawami z regionu Zatoki Perskiej oraz restrukturyzacją sieci dostaw po rezygnacji ze źródeł rosyjskich.
Sam port w Rotterdamie, położony przy jednej z głębszych tras morskich w Europie, z bezpośrednim dostępem do otwartych akwenów i sieci śródlądowych, stanowi krytyczny węzeł tranzytowy dla importu surowców energetycznych, w tym ropy naftowej, skroplonego gazu ziemnego i produktów petrochemicznych, a także towarów masowych sprowadzanych na cały kontynent. Obsługując ponad 13 milionów TEU rocznie, stanowi największy obecnie port na Starym Kontynencie.
Choć holenderskie służby wykluczyły sabotaż, to skala incydentu budzi niepokój o stabilność infrastruktury krytycznej. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że nie była to jedyna eksplozja we czwartek.
Proch, co detonował za wcześnie
Tego samego dnia bowiem we Włoszech wielka detonacja wstrząsnęła zakładami Simmel Difesa (obecnie własność koncernu KNDS Ammo Italy) w Colleferro, około 60 km od Rzymu. Na terenie 100-hektarowego kompleksu, obejmującego zakłady w Colleferro i Anagni, z początku wybuchł pożar w dziale prasowania prochu, po którym, co logiczne, w niedługim czasie nastąpiła ogromna eksplozja. Wybuch miał być słyszalny w promieniu wielu kilometrów, podobnie z daleka widoczna była kolumna dymu nad obiektem.
Na szczęście – choć biorąc pod uwagę charakter fabryki, także o dziwo – nie odnotowano ofiar śmiertelnych ani nawet poważnych obrażeń pośród pracowników. Podobna eksplozja w tej samej fabryce w 2007 r. spowodowała śmierć jednej osoby i obrażenia u 13 innych. Zakład w Colleferro, wchodzący w skład francusko-niemieckiego konsorcjum KNDS, powstałego z fuzji firm Nexter i Krauss-Maffei Wegmann,, specjalizuje się w produkcji amunicji średniego i dużego kalibru – od 25 do 155 milimetrów – a także stałych materiałów pędnych dla rakiet i pojazdów kosmicznych.
W szczególności, jako jeden z nielicznych europejskich producentów, jest on zdolny do wytwarzania zaawansowanych ładunków miotających i kompletnych pocisków kal. 155 mm czy nabojów do armat morskich kal. 76 mm. Przerwanie produkcji w tym zakładzie może mieć poważne konsekwencje dla europejskiego łańcucha dostaw amunicji, zwłaszcza że alternatywne źródła muszą być certyfikowane dla konkretnych systemów uzbrojenia, co trwa miesiącami. Tym większe konsekwencje mogą odczuć ukraińskie siły zbrojne, dla których zakład jest jednym z ważniejszych źródeł amunicji artyleryjskiej.
Włoskie źródła także nie informują o przyczynach – w szczególności brak sygnałów, że mógłby być to sabotaż – co jednak nie umniejsza potencjalnych konsekwencji. Przerwanie produkcji w Colleferro następuje bowiem w momencie, gdy europejski przemysł zbrojeniowy ledwo zipie zdolny zaspokoić zapotrzebowanie wojenne, a zamówienia na środki artyleryjskie z Ukrainy nie maleją. Czyni on także tym bardziej niepewnymi unijne zapowiedzi dotyczące zwiększenia produkcji amunicji artyleryjskiej.