Cały świat rzucił się na ropę z USA! Eksport bije rekordy przez wojnę z Iranem

Cały świat rzucił się na ropę z USA! Eksport bije rekordy przez wojnę z Iranem

Wojna z Iranem zaczyna realnie mieszać na globalnym rynku energii. I to szybciej i intensywniej, niż wielu się spodziewało. W ostatnich dniach Stany Zjednoczone były o włos od sytuacji, która nie zdarzyła się od czasów II wojny światowej. USA były o krok od sytuacji, w której eksportują więcej ropy, niż same importują.

Rynek energii dostał cios

Kluczowy problem to oczywiście Cieśnina Ormuz. To przez nią przechodzi ogromna część światowych dostaw ropy i gazu. Po eskalacji konfliktu z Iranem część transportów została wstrzymana, a rynek praktycznie z dnia na dzień stracił dostęp do dużej części surowca. Niektórzy znaleźli na to swoje rozwiązanie.

Efekt był natychmiastowy. Rafinerie w Europie i Azji zaczęły kupować ropę gdzie tylko się da. Najłatwiej dostępna okazała się ta ze Stanów Zjednoczonych. Eksport z USA skoczył do około 5,2 mln baryłek dziennie, a import jednocześnie spadł. Różnica między jednym a drugim była najmniejsza w historii pomiarów.

Największa część amerykańskiej ropy trafia teraz do Europy. Chodzi o prawie połowa całego eksportu. Reszta płynie głównie do Azji, gdzie udział zakupów wyraźnie wzrósł względem ubiegłego roku. Wśród odbiorców są m.in. Holandia, Niemcy, Francja, Japonia czy Korea Południowa. Pojawiają się też nowe kierunki, które wcześniej praktycznie nie korzystały z amerykańskiej ropy. Różnice cenowe zrobiły się na tyle duże, że nawet transport przez pół świata zaczyna się opłacać.

Ropa drożeje, USA zyskują

W tle mamy jeszcze jedną ważną rzecz, czyli rosnące ceny ropy Brent, która jest globalnym benchmarkiem. Jej premia względem amerykańskiej ropy WTI mocno się rozszerzyła, co dodatkowo napędza eksport z USA.

W pewnym momencie różnica sięgała ponad 20 dolarów na baryłce. To wystarczy, żeby Europa i Azja zaczęły masowo kupować surowiec zza oceanu, mimo wyższych kosztów logistyki. Na rynku fizycznym ceny dostaw do Europy podchodziły już pod okolice 150 dolarów za baryłkę.

Czytaj również w dziale gospodarka:

Rafineria w ogniu, linie lotnicze ograniczają loty, rząd przebąkuje o stanie wyjątkowym, czyli paliwowa środa na Antypodach

Wielka gra o Ormuz. Iran trzyma rękę na kurku a ceny ropy oszalały

Ceny w marcu wystrzeliły. Inflacja powinna zmartwić rząd. Statystyki są nieubłagane

Jest jeden problem: limit

Ten ruch ma jednak swoje ograniczenia. USA zbliżają się do maksymalnych możliwości eksportowych. Obecnie są w stanie wysyłać około 6 milionów baryłek dziennie, a już teraz balansują w okolicach 5,2 miliona. Każda kolejna baryłka jest coraz droższa w transporcie i trudniejsza logistycznie. Brakuje m.in. tankowców, a infrastruktura nie jest z gumy. Krótko mówiąc, Amerykański przemysł wydobywczy nie jest z gumy.

To, co widzimy, to coś więcej niż chwilowe przetasowanie. Jeśli problemy w regionie Bliskiego Wschodu się utrzymają, USA mogą na dłużej stać się kluczowym dostawcą dla Europy i Azji. A to oznacza zmianę w globalnej równowadze energetycznej.

Dla rynków to klasyczny scenariusz niepewności: droższa energia, presja inflacyjna i większa zmienność. I dokładnie dlatego ten temat nie jest tylko o ropie. To temat o tym, gdzie będą płynąć pieniądze w najbliższych miesiącach.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!