Audyt w Fort Knox budzi obawy. Cały system walutowy oparty na kłamstwie?

Jak wiadomo, pośród licznych federalnych instytucji biurokratycznych, które na cel bierze sobie ekipa Donalda Trumpa, znalazły się Rezerwa Federalna oraz Departament Skarbu. Pośród polityków nasilają się wezwania do dogłębnego audytu obydwu. A przy okazji – zapuszczenia także badawczego spojrzenia w podziemne skarbce w Fort Knox. Takiego, które odpowie na zadawane od dekady pytanie.

Pytanie owo brzmi oczywiście „czy w Fort Knox faktycznie jest złoto, które według rządu federalnego się tam znajduje?”. Pytanie to nie dawało spokoju wielu obserwatorom i krytykom. I to nie tylko dlatego, że Fort Knox owiany jest mgłą niedostępności i pewnej tajemniczości (przede wszystkim z uwagi na całkowity brak jawności tego, co tam się dzieje).

Wspominany Fort Knox – czy też dokładniej, znajdujące się w tamtejszej bazie wojskowej skarbce Depozytorium Bulionu Stanów Zjednoczonych (U.S. Bullion Depository) – to instytucja podległa wspomnianemu Departamentowi Skarbu. Działa jednak w dużej mierze nietransparentnie. Dość powiedzieć, że ostatni „audyt” zawartości skarbca przeprowadzono we wrześniu 1974 r.

Już wtedy podnosiły się bowiem głosy zarzucające, że cała rezerwa złota Stanów Zjednoczonych, formalnie największa na świecie (8133,46 ton metrycznych pod koniec 2024 r.) to w istocie wydmuszka. Zaś faktycznie złota tam nie ma. Mówienie zresztą o ówczesnym „audycie” samo w sobie może być pewnym nadużyciem (by nie powiedzieć nieporozumieniem).

Otworzono bowiem wówczas zaledwie 1 z 15 skarbców. Zaś „audyt” miał charakter wizyty polityków i oficjeli. Nie towarzyszyło mu natomiast sprawdzenie faktycznej ilości sztabek, ich numerów seryjnych czy też czystości kruszcu – słowem, wszystkiego, co powinien uwzględniać w programie faktyczny audyt. Od tamtego czasu (pół wieku temu!) Fort Knox pozostaje zamknięty na głucho.

Zapuścić żurawia w podziemia Fort Knox

Pomysł, by to zmienić, towarzyszy obecnej fali audytu przetaczającej się przez przywykłe do bezwładności i braku kontroli federalne agencje i instytucje rządowe. Pojawiał się zresztą i wcześniej (choćby rok temu), jednak bez szans na realizację. Teraz jednak zasugerował to Elon Musk, zaś podchwycił senator Rand Paul, długotrwały krytyk rządu federalnego. Daje to pewną nadzieję na jego faktyczną realizację.

A powodów do obaw niestety nie brakuje. Nie tylko z uwagi na fakt, że amerykańskiej rezerwy złota oficjalnie nie widziano na oczy od dziesiątek lat. Zdarzały się też przypadki, gdy niektóre kraje chciały repatriować swoje składowane w Fort Knox zasoby kruszcu, musiały na to z tajemniczych przyczyn czekać całymi miesiącami. Zupełnie jakby rezerwy te były wyłącznie na papierze, złoto zaś ktoś sobie pożyczył

W Sieci nie brakuje spekulacji, gdzie zasoby kruszcu mogły faktycznie się podziać. Podejrzenia często padają na Rezerwę Federalną – instytucję, warto pamiętać, prywatną (!), pomimo ustawowo przyznanych jej kompetencji banku centralnego. Zasoby kruszcu miałyby, w myśl zarzutów krytyków, mogły do skarbców pod nowojorskim oddziałem rezerwy.

Tyle, że również tam również nie ma przecież całych, oficjalnie posiadanych 8133,46 ton kruszcu. Czy też, alternatywnie, nawet jeśli jest, to przypuszczalnie jego sytuacja prawna może być skomplikowana. Do kogo bowiem w istocie należy złoto, które – przykładowo – trafiłoby do Fed jako zabezpieczenie rządowych obligacji, a które Fed następnie wyleasingowałby na rynku?

I czy w ogóle taka forma „rezerw” (tj. własność czysto teoretyczna i papierowa) to w ogóle jeszcze rezerwa? Na te, i wiele innych pytań, zapewne z chęcią odpowiedziałoby DOGE.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
2 komentarzy
  1. Cyferon napisał

    Złoto jest wydobywane z ziemi w Afryce bądź
    gdzieś indziej. Potem je przetapiamy, wykopujemy kolejną jamę, ponownie je ukrywamy i płacimy ludziom
    za jego pilnowanie. Nie ma w tym nic użytecznego. Każdy, kto taką sytuację oglądałby z Marsa, podrapałby się po głowie.

  2. Lukasz napisał

    Ilość błędów w tekście jest przerażająca. Czy autor zna język polski? Czy znajomość poprawnej polszczyzny w ogóle jest wymagana jeszcze do pracy „dziennikarskiej”?

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.