Z ostatniej chwili: Nasdaq pobił rekord z 2020 roku, nagle spadł. Pachnie korektą na Wall Street?
Wall Street kończy kwiecień na plusie, a indeksy giełdowe w USA cofnęły się mimo początkowo optymistycznej reakcji na publikacje danych makro i falę wyników amerykańskich spółek. Dane makroekonomiczne i sygnały z Fed sugerują, że rynek może wkrótce zderzyć się z twardszą rzeczywistością. Indeksy S&P 500, DJIA i Nasdaq 100 po otwarciu rynku pięły się w górę – by ostatecznie zanurkować. S&P 500 zmierza do blisko 9% w kwietniu, a Nasdaq 100 do ponad 14% – indeks niemal na pewno czeka najlepszy miesiąc od 2020 roku.
Najważniejsze fakty
- Główne indeksy oddają początkowe wzrosty: S&P 500 +0,1%, Nasdaq Composite -0.1%.
- Meta Platforms i Microsoft tracą po wynikach, ale zyskują akcje Alphabet (prawie 10% w górę) oraz Caterpillar
- Ropa spada, dając bykom nieco więcej miejsca, mimo napięć geopolitycznych.
- Inflacja bazowa PCE wyniosła 3,2% r/r (0,3% m/m), a inflacja ogółem 3,5% r/r (0,7% m/m).
- PKB USA wzrósł o 2% w I kwartale (poniżej oczekiwań 2,2%), przy rekordowo niskich nowych wnioskach o zasiłek (189 tys.).
Reakcja na wczorajszą decyzję Fed była mniej optymistyczna. Opisaliśmy ją w artykule Z ostatniej chwili: Fed zdecydował o stopach procentowych. Bitcoin i Wall Street nurkują
Wall Street rośnie, ale nieco mniej przekonująco
Czwartkowa sesja daje inwestorom powody do zadowolenia, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Indeksy są ledwo na plusie, wyniki spółek w wielu przypadkach przekraczają oczekiwania, a spadek cen ropy przyniósł chwilową ulgę. Tyle że struktura tego wzrostu nie wygląda już tak zdrowo jak jeszcze niedawno. Z jednej strony mamy solidne raporty od Caterpillar i Amazon, które podciągają indeksy. Z drugiej strony coraz więcej dużych spółek technologicznych zaczyna zawodzić.
Meta Platforms wyraźnie traci przez słabszy wzrost użytkowników i wysokie wydatki inwestycyjne, a Microsoft studzi nastroje informacją o rosnących kosztach, które mają sięgnąć aż 190 miliardów dolarów. To zaczyna wyglądać jak pierwsze pęknięcia w narracji o „bezlimitowym” wzroście napędzanym AI. Najważniejsze sygnały płyną jednak z gospodarki, nie z samych spółek.
Inflacja bazowa PCE rośnie do 3,2% rok do roku, co jest najwyższym poziomem od końcówki 2023 roku. W ujęciu miesięcznym to 0,3%, ale przy inflacji ogółem na poziomie 3,5% r/r i 0,7% m/m trudno mówić o wygaszaniu presji cenowej. Źródło problemu jest dość oczywiste. Ceny energii rosną dynamicznie, a komponent dóbr notuje wzrost aż o 1,4%, w tym ponad 11% w obszarze energii. To bezpośrednio uderza w konsumenta.
Fed i rynek: coraz więcej napięć
W tym kontekście decyzja Federal Reserve o utrzymaniu stóp procentowych nie zaskakuje, ale podział głosów już tak. Wynik 8–4 pokazuje, że wewnątrz Fed narasta niepewność co do dalszego kierunku polityki. Przy inflacji powyżej celu i stabilnym rynku pracy trudno oczekiwać szybkich obniżek.
Liczba nowych wniosków o zasiłek spada do 189 tys., najniższego poziomu od 1969 roku, co tylko wzmacnia argumenty za ostrożnością. To tworzy środowisko, w którym rynek zaczyna powoli tracić wiarę w szybkie luzowanie polityki monetarnej.
Mocny miesiąc, trudniejszy kolejny etap
Na poziomie miesięcznym wszystko wygląda imponująco. S&P 500 rośnie o około 9%, Nasdaq Composite o niemal 14%, a Dow Jones Industrial Average o 6%. Ale końcówka kwietnia zmienia narrację. Rynek przestaje ignorować makro, zaczyna selekcjonować spółki i coraz wyraźniej dostrzega, że gospodarka działa w trybie „dwóch prędkości”. Segment związany z AI i inwestycjami technologicznymi nadal wygląda mocno, ale przeciętny konsument zaczyna odczuwać skutki inflacji i drogiej energii.
Inflacja uporczywa, ale PKB solidne – choć niższe, od oczekiwań
Najnowsze dane makroekonomiczne z USA potwierdzają obraz gospodarki, która pozostaje odporna, ale coraz bardziej nierówna i podatna na inflacyjne szoki kosztowe. Core PCE tj. preferowany przez Fed wskaźnik inflacji bazowej przyspieszył w marcu do 3,2% r/r, zgodnie z oczekiwaniami. Oznacza to utrzymującą się presję cenową mimo wcześniejszych oczekiwań stopniowego wygaszania inflacji.
W ujęciu miesięcznym indeks wzrósł o 0,3%, podczas gdy inflacja ogółem sięgnęła 3,5% r/r i 0,7% m/m. Struktura danych pokazuje, że presja inflacyjna ponownie koncentruje się w kategoriach towarowych, gdzie wzrost sięgnął 1,4%, napędzany przez skok cen energii o ponad 11%. Ceny usług pozostają bardziej stabilne, rosnąc o 0,3%, jednak nie równoważy to szoków po stronie kosztów energii.
Jednocześnie inflacja powróciła do najwyższych poziomów od końcówki 2023 roku, co podkreśla, że proces dezinflacji w amerykańskiej gospodarce wyraźnie wyhamował. W praktyce oznacza to, że presja cenowa przestaje być zjawiskiem przejściowym i ponownie zaczyna wpływać na realną siłę nabywczą konsumentów.
Co za tym PKB?
Na tym tle PKB USA wzrósł w pierwszym kwartale o 2% w ujęciu zanualizowanym, wyraźnie poniżej prognoz na poziomie 2,2%. Odbicie względem 0,5% w IV kwartale 2025 roku sugeruje poprawę dynamiki, jednak struktura wzrostu budzi mieszane sygnały. Konsumpcja prywatna, odpowiadająca za około dwie trzecie gospodarki spowolniła do 1,6%, przy jednoczesnym spadku wydatków na dobra.
Wzrost był natomiast podtrzymywany przez inwestycje oraz wydatki rządowe. Szczególnie silnie wyróżniają się nakłady na sprzęt, które wzrosły o 10,4%: najmocniej od blisko trzech lat napędzane m.in. inwestycjami w infrastrukturę AI i centra danych. Jednocześnie realne inwestycje prywatne wzrosły o 2,5%, co wskazuje na utrzymującą się aktywność po stronie sektora korporacyjnego, mimo słabszego otoczenia konsumenckiego.
Obraz makro uzupełniają dane z rynku pracy, gdzie liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła do 189 tys. najniższego poziomu od 1969 roku. Rynek pracy pozostaje więc w trybie niskiej rotacji („low hire, low fire”), co z jednej strony wspiera dochody, ale jednocześnie utrudnia szybkie łagodzenie polityki pieniężnej.
W efekcie gospodarka USA coraz wyraźniej funkcjonuje w trybie „split-screen”: sektor technologiczny i inwestycyjny związany z AI pozostaje motorem wzrostu, podczas gdy gospodarstwa domowe mierzą się z utrzymującą się inflacją i presją kosztów energii. Ten rozdźwięk staje się kluczowym wyzwaniem zarówno dla Fed, jak i dla oceny trwałości obecnego cyklu wzrostowego. Czy to przeszkadza Wall Street? Dziś jeszcze nie, ale finalnie może odbić się korektą.
Czy hossa się rozszerzy na rynki światwe? Tak twierdzi Morgan Stanley, którego opinię przytoczyliśmy w artykule Morgan Stanley sugeruje ewakuację z Wall Street: „Dostrzegamy potencjał poza USA”. O co chodzi?