Tygodniowy przegląd giełdowy | Małe nadal było piękne

321

Powtórka schematu z przełomu kwietnia i maja?

Nowy tydzień na warszawskiej giełdzie rozpoczął się od próby zaatakowania przez indeksy szczytów z pierwszej połowy miesiąca. Ta sztuka udała się tylko indeksom akcji najmniejszych spółek NCIndex i sWIG-80. W przypadku indeksów zdominowanych przez akcje większych spółek, doszło do powtórzenia się sytuacji z przełomu kwietnia i maja, kiedy to atak „byków” na poprzednie maksimum odbicia został odparty przez „niedźwiedzie”. Można łatwo napisać prostą składającą się z dwu warunków formułę, która wychwytuje podobieństwo obu epizodów.

Dwa dołki WIG-20 z 12 marca (apogeum koronawirusowej paniki) i 15 maja (koniec korekty pierwszej fazy odbicia) odległe były o 64 dni, co można identyfikować z tradycyjnym na rynkach akcji cyklem 10-tygodniowym. Powtórka tego schematu sugeruje oczekiwanie następnego dołka tej klasy gdzieś w okolicach 18 lipca.

Pomimo, że dwa warunki generujące powyższe sygnały są bardzo proste, to trzeba się cofnąć aż o 11 lat, by znaleźć ich kolejne wystąpienie.

To oczywiście nie jest przypadek, bo ponad 40 proc. wzrost wartości WIG-u 20 od marcowego dołka, było najbardziej dynamicznym tego typu wzrostem właśnie od okresu po dołku Wielkiej Bessy z lat 2007-2009.

NCIndex tańczy jak szalony

Jeśli ktoś był na tyle zręczny, by kupić akcje wchodzące w skład WIG-20 w marcowym dołku, to oczywiście 40 procentowy zysk w ciągu 3 miesięcy może być w pełni satysfakcjonujący, ale to nie akcje największych spółek były gwiazdami tego odbicia. W tym samym czasie NCIndex polskiego rynku New Connect wzrósł o 138 proc. Jeśli weźmiemy 5 głównych indeksów polskiego rynku akcji – WIG (szeroki indeks rynku akcji GPW), WIG-20 (20 największych spółek), mWIG-40 (40 średnich spółek), sWIG-80 (80 małych spółek) i NC Index (indeks rynku New Connect) – i sprawdzimy skalę ich 4-miesięcznych wzrostów z przeszłości, to odkryjemy, że ostatni – i jedyny w historii polskiego rynku akcji – raz, kiedy któryś z tych 5 indeksów rósł w takim tempie jak NCIndex od marca, zdarzył się w latach 1993-1994, podczas pierwszej i do tej pory najsilniejszej hossy na polskim rynku akcji, podczas której WIG – jedyny wtedy oficjalny indeks – wzrósł w ciągu 21 miesięcy ponad 30-krotnie.

Tą obserwację można wykorzystać do przeprowadzenia kontrowersyjnej zabawy polegającej na synchronizacji obu epizodów tak silnego wzrostu cen akcji: tego na NCIndex z ostatnich ponad 3 miesięcy i tego na WIG-u z początku 1993 roku. Oto efekt:

To oczywiście tylko niewinna zabawa, bo o ile rozumiemy ponad 30-krotny wzrost wartości WIG-u po zakończeniu rekordowo głębokiej „potransformacyjnej” recesji w polskiej gospodarce z lat 1989-1992, po której nadszedł rekordowo długi – pod tym względem kroku w tym czasie dotrzymywała nam tylko Australia – 28-letnie okres dodatniego tempa wzrostu PKB:

… o tyle motywy ostatniego wystrzału w górę wartości NCIndex wydają się dosyć niejasne. Oczywiście wśród komponentów tego indeksu ostatnio liderami wzrostów były – jakoś tam powiązane z szeroko rozumianą biotechnologią czy medycyną – spółki, które już są lub mogą okazać się beneficjentami obecnego koronawirusowego kryzysu takie jak np. Biomaxima:

… ale jeśli popatrzymy na 10 spółek o największym udziale w tym indeksie (obecna wartość rynkowa pomiędzy ponad 100 mln z 1,7 mld zł), to znajdziemy tam 6 producentów gier wideo (Creepy Jar, Bloober, Forever Entertainment, The Farm 51 Group, SimFabric i Movie Games), 2 firmy działające w dziedzinie zielonej energii (Photon Energy NV, Columbus Energy) oraz 1 inkubator start-upów technologicznych koncentrujący się na diagnostyce i ochronie zdrowia (Scope Fluidics) i 1 spółkę działającą na rynku nieruchomości (JR Holding). Czyli, głównie gry i zielona energia. Tylko Scope Fluidics można tu jakoś bezpośrednio wiązać z pandemią:

O tym, że rynek wszedł ostatnio w tryb „małe jest piękne” świadczy również zachowanie sWIG-80. Indeks ten próbując nadążyć za NC Index, który osiągnął najwyższy poziom od 2011 roku, wspiął się tym tygodniu na swoje 2-letnie maksimum.

Nasza „zielona wyspa” zostanie podtopiona w II kw.

Przy okazji, na podstawie danych GUS na temat rocznej dynamiki produkcji przemysłowej, produkcji budowlano-montażowej oraz sprzedaży detalicznej w kwietniu i maju:

Wrzucenie tych 3 parametrów z maja do prostego modelu rocznej dynamiki PKB daje jego spadek o 0,3 proc. w stosunku do poziomu sprzed roku. W kwietniu skala spadku wynosiła -2,5 proc.

To generalnie gwarantuje, że w II kw. będziemy mieli do czynienia z pierwszym od 28 lat spadkiem rocznej dynamiki PKB w naszym kraju, bo by tego uniknąć roczna zmiana PKP w maju musiałaby być wyższa niż +2,8 proc., co jest raczej mało prawdopodobne.

WIG a wybory prezydenckie w Polsce

W niedzielę odbędzie się w naszym kraju pierwsza tura wyborów prezydenckich. W USA idea giełdowego „cyklu prezydenckiego” jest bardzo ugruntowana. Nic dziwnego: od 90 lat strategia polegająca na kupowaniu S&P 500 na koniec III kw. drugiego roku po wyborach prezydenckich i sprzedawaniu po 5 kwartałach na koniec roku przedwyborczego (takiego jak 2019) zawsze dała zysk. Chociaż ostatnio ta zależność wyraźne słabnie, ale w przeszłości obstawianie co 4 lata, że urzędująca administracja będzie w okresie poprzedzającym wybory działać na rzecz swojej reelekcji stwarzając przy okazji dobre warunki dla rynku akcji sprawdziło się już 22 razy z rzędu.

Obecne wybory prezydenckie są 7-mymi od momentu powstania III RP. To chyba niestety zbyt krótki okres, by próbować doszukiwać się – wzorem amerykańskim – jakichś związanych z rynkiem akcji prawidłowości dotyczących wyborów. Do tej pory tylko Aleksandrowi Kwaśniewskiego udało się w 2000 roku wywalczyć reelekcję, próby Lecha Wałęsy w 1995, oraz Bronisława Komorowskiego w 2015 kończyły się porażką, Lech Kaczyński zginął w katastrofie smoleńskiej tuż przed wyborami. Chyba jedyne, co jakoś wyróżnia 2000 rok, czyli datę jedynego przypadku zwycięstwa urzędującego prezydenta to fakt, że wtedy (7 miesięcy przed wyborami) WIG ustanowił swój historyczny rekord, ale oczywiście trudno na podstawie jednego przypadku wyciągać jakieś poważniejsze wnioski.

Ostrzeżenie z rynku opcji

W kończącym się tygodniu pojawił się w USA niecodzienny sygnał. Otóż 21-sesyjna średnia z CBOE-wskiego wskaźnika akcyjnego Put/Call Ratio (stosunek obrotów na opcjach put na akcje do obrotów na opcjach call na akcje) spadła do najniższego poziomu od przełomu kwietnia i maja 2010, czyli tuż przed ówczesnym pamiętnym „flash crash”, kiedy to 6 maja wartość głównych indeksów amerykańskich giełd spadła w przeciągu kilkudziesięciu minut o 10 proc.

Z kontrariańskiego punktu widzenia taka sytuacja – największa od 10 lat przewaga obrotów na opcjach zyskujących, gdy rynek rośnie – to potencjalnie ważne ostrzeżenie przez spadkiem cen akcji, takim właśnie jak „Flash Crash” z 6 maja 2010, ale należy pamiętać, że w latach 90-tych obecne poziomy tego wskaźnika wcale nie poprzedzały spadków, więc oczywiście nie ma gwarancji, że tak nie będzie i obecnie.

Na razie to ostrzeżenie jednak działa, bo w piątek S&P 500 stracił 2,4 proc., co być może nie pozostaje bez związku z ponownym przyspieszaniem liczby nowych zachorowań na COVID-19 w USA w ostatnich dniach:

Problem polega na tym, że równocześnie wskaźnik sentymentu amerykańskiego stowarzyszenia inwestorów indywidualnych generuje odwrotny sygnał. Saldo „byków” i „niedźwiedzi” na poziomie -24,8 pkt. proc. w tym tygodniu sugeruje, że amerykańscy indywidualni inwestorzy nie wierzą we wzrosty, co znowu z kontrariańskiego punktu widzenia nie zapowiada spadków. Gdyby w przeszłości znaleźć jeden moment podobny do obecnego – to znaczy z pesymizmem indywidualnych inwestorów i optymizmem spekulantów z CBOE grających na opcjach na akcje, to byłby nim 24-25 sierpnia 1998, tuż po niespodziewanym bankructwie Rosji i tuż przed silnym chociaż krótkim bo tylko 4-sesyjnym spadkiem cen akcji.

Być może zatem w najbliższych dniach należy przygotować się na jakieś niemiłe niespodzianki.

Wojciech Białek, K(NO)W FUTURE

Od Redakcji

Niniejszy artykuł ani w całości ani w części nie stanowi „rekomendacji” w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi czy Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (Ue) Nr 596/2014 z dnia 16 kwietnia 2014 r. w sprawie nadużyć na rynku (rozporządzenie w sprawie nadużyć na rynku) oraz uchylające dyrektywę 2003/6/WE Parlamentu Europejskiego i Rady i dyrektywy Komisji 2003/124/WE, 2003/125/WE i 2004/72/WE oraz Rozporządzenia Delegowane Komisji (Ue) 2017/565 z dnia 25 kwietnia 2016 r.uzupełniające dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/65/UE w odniesieniu do wymogów organizacyjnych i warunków prowadzenia działalności przez firmy inwestycyjne oraz pojęć zdefiniowanych na potrzeby tej dyrektywy. Zawarte w serwisie treści nie spełniają wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy, m.in. nie zawierają konkretnej wyceny żadnego instrumentu finansowego, nie opierają się na żadnej metodzie wyceny, a także nie określają ryzyka inwestycyjnego.

Komentarze