SpaceX: mega-umowa z Google. IPO budzi konflikt – pewien bank chce uderzyć w indywidualnych nabywców akcji

SpaceX: mega-umowa z Google. IPO budzi konflikt – pewien bank chce uderzyć w indywidualnych nabywców akcji

SpaceX zawarł z Google umowę na długoterminowy wynajem mocy obliczeniowej do trenowania i obsługi sztucznej inteligencji. Umowa dotyczy dostępu do około 110 000 układów GPU produkcji Nvidii, a także pamięci, CPU i innych komponentów w centrach danych xAI, które SpaceX przejął w ramach fuzji z xAI z początku tego roku. Umowa obowiązywać ma przez przez 34 miesiące, od października 2026 do czerwca 2029 roku, zaś gigant z Mountain View zapłaci za moc obliczeniową 920 milionów dolarów miesięcznie.

To już druga taka transakcja w ciągu kilku tygodni – wcześniej SpaceX podpisał podobną umowę z firmą Anthropic, która „zaklepała” sobie całą moc obliczeniową centrum danych Colossus 1 w Memphis, czyli 220 000 układów GPU i 300 MW mocy, płacąc za to firmie Elona Muska 1,25 miliarda dolarów miesięcznie. To wszystko zakrawa na wyraźny paradoks – SpaceX, właściciel xAI, a zatem i Groka, udostępnia moc obliczeniową producentom rozwiązań bezpośrednio wobec Groka konkurencyjnych. Czyżby zatem Musk zdecydował się poświęcić Groka?

Groka sfinansują… konkurenci?

Być może – wcale nie. Sektor sztucznej inteligencji pęka od miliardowych inwestycji, nie ma chyba obecnie branży bardziej popularnej pośród inwestorów. Zarazem jednak wszystkie te inwestycje w infrastrukturę do rozwoju AI nie wygenerowały dotąd przychodów, a jedynie kolejne i rosnące koszty operacyjne. Pojawiają się coraz większe obawy o bańkę spekulacyjną na tym rynku, zaś gigantyczne, anonsowane z pompą, wielomiliardowe kontrakty pomiędzy gigantami złośliwi określają jako „circle jerk” – przepływ pieniędzy w mniej lub bardziej zamkniętym, zapętlonym obiegu.

W ten sposób SpaceX z powodzeniem monetyzuje zasoby obliczeniowe zarówno własnej xAI, jak i rywali tejże firmy. Niebezzasadny byłby tu zatem wniosek, że Elon Musk i SpaceX, wynajmując moc obliczeniową, może efektywnie przejąć rzekę kapitału płynącą do branży – co z kolei może pomóc sfinansować jego własne ambicje, w tym i Groka. Oficjalna narracja firmy wskazuje co prawda, że ambicje xAI koncentrują się na budowie centrów danych w kosmosie, gdzie dostęp do nieograniczonej energii słonecznej ma zniwelować ziemskie ograniczenia energetyczne.

W praktyce jednak jest to cel odległy, nawet jeśli nie niemożliwy. Za to zainkasowanie pieniędzy, które z zapałem godnym lemingów inwestorzy pchają w kierunku AI – i owszem jest bardzo możliwe, wykonalne i nawet całkiem łatwe, przynajmniej jeśli porównać to z podbojem Marsa czy budową kosmicznych centrów danych.

Wycena rodem z kosmosu

Równolegle trwa tragikomedia wokół debiutu giełdowego tej firmy, który Wall Street traktuje jako wydarzenie dekady. SpaceX wycenił swoje akcje na 135 dolarów każda, co przy całkowitej liczbie dostępnych udziałów daje firmie wycenę rzędu 1,77 biliona dolarów (biliona w polskim rozumieniu, w j. angielskim byłby to trillion). Emisja o wartości 75 miliardów dolarów jest już dwukrotnie przesubskrybowana – popyt sięga 150 miliardów dolarów, przy podaży 555,6 miliona akcji – i zdolna pobić rekord ustanowiony przez IPO Saudi Aramco z 2018 r.

Nietypowość tego IPO polega na szerokim dostępie inwestorów indywidualnych. Zamiast tradycyjnego faworyzowania funduszy instytucjonalnych i ograniczania udziału drobnych graczy do symbolicznych resztek, SpaceX chce umożliwić osobom prywatnym możliwość zakupu 25–30% akcji, poprzez platformy Charles Schwab, Fidelity, Robinhood, SoFi Technologies czy E*Trade. Taka demokratyzacja dostępu rzadko kiedy ma miejsce przy emisjach IPO tej skali, w ramach których typowo banki inwestycyjne dzielą łupy między siebie, szerokiej publiczności zostawiając, co tu dużo mówić, ochłapy (rzędu 5–10%).

Heroicznie broniąc monopolu jaśnie *instytucji*

Właśnie tutaj pojawił się, cały na biało, bank Morgan Stanley, pełniący rolę jednego z głównych podmiotów pośredniczących w obsłudze indywidualnych inwestorów. Najwyraźniej nieusatysfakcjonowany zaistniałą demokratyzacją, podjął on próbę arbitralnego ograniczenia możliwości zakupu prywatnym inwestorom. Bank ten zaczął domagać się od brokerów informacji na temat klientów – i przekazania tych informacji zewnętrznej firmie kontrolnej. Tak, aby zablokować możliwość składania równoległych zamówień przez te same osoby poprzez różne platformy.

Propozycja, a w istocie próba samowolnego dyktatu (nikt bowiem banku do tego nie upoważnił) , spotkała się jednak z falą oporu ze strony innych brokerów i pośredników. Ci uznali taką praktykę za naruszenie prywatności i nieuzasadnioną żadnymi legalnymi powodami ingerencję w wolność majątkową oraz inwestycyjną. Sami zaś prywatni inwestorzy, pomimo czynionych im wstrętów i prób nakładania nieformalnych restrykcji przez pośredników, mają i tak znajdować obejścia w systemie, rejestrując się poprzez różne podmioty z użyciem innych danych i wykorzystując luki w procedurach alokacyjnych.

Typowe dla nietypowości SpaceX

SpaceX zarezerwował dodatkowo do 5 procent akcji dla pracowników i ich znajomych w ramach tzw. directed share program – jest to kolejna pula dla osób prywatnych, jednak także zarządzana przez ten sam bank Morgan Stanley. Podjęte przez ów bank próby przypominały zatem nieco wizję zderzenia, w ramach którego instytucje finansowe próbowały utrzymać kontrolę nad podziałem łupów, jednak tłumy indywidualnych nabywców, uzbrojonych w aplikacje mobilne, wizję zysku i pomysłowość trudną do okiełznania przez bankowych bonzów, przebyły się przez mur stawiany przez tradycyjnych pośredników.

Trzeba przyznać, że SpaceX pasuje do tej wizji jak rzadko która duża firma.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!