Rakotwórczy puder wart 10 miliardów? Sąd twierdzi, że nie

Amerykański sędzia upadłościowy (bankruptcy judge) zablokował starania koncernu Johnson & Johnsnon, aby hurtowo zakończyć kwestię dziesiątek tysięcy (!) pozwów przeciwko firmie. Proponowała ona wypłatę 10 miliardów dolarów, które miałyby zaspokoić roszczenia wszystkich powodów. Sędzia jednak – po raz trzeci z rzędu – odrzucił wniosek.

Lawina pozwów przeciw Johnson & Johnson dotyczy zarzutów o sprzedaż produktów zawierających toksyczny talk. W tym zwłaszcza pudru dla niemowląt, w oczywisty sposób szczególnie narażonych na wszelkie toksyny. Tysiące poszkodowanych klientów (a zwłaszcza klientek) twierdziły, że toksyny te były rakotwórcze, przyczyniając się do powstawania nowotworów jajnika.

Koncern odpierał i nadal odpiera zarzuty, twierdząc, że jego produkty są nieszkodliwe, zaś oskarżenia – bezpodstawne. Kilkakrotnie próbował jednak już załatwić ich kwestię. Czyni to przy tym tyleż nieskuteczny (jak się już trzykrotnie okazało), co kreatywny. Usiłował bowiem zastąpić konieczność procesowania tysięcy pozwów cywilnych jednym postępowaniem – przed sądem upadłościowym.

Kreatywność dźwignią prawa

Zgodnie z zamysłem korporacji, chciała ona ogłosić bankructwo swojej spółki zależnej, będącej bezpośrednim podmiotem odpowiedzialnym za sprzedaż kontrowersyjnych produktów. Następnie zas, w ramach procesu upadłościowego, wykorzystać proces sądowego rozdysponowania majątku bankruta w celu „spłacenia wierzycieli” (tj. pozywających) – i zamknąć sprawę.

Tym samym – definitywnie uwalniając centralę koncernu od jakiejkolwiek dalszej odpowiedzialności za rakotwórczy talk. Co oczywiste, adwokaci niektórych pozywających gwałtownie zaprotestowali. Twierdzili oni, że wniosek o bankructwo spółki zależnej jest próbą zwykłego uniknięcia konsekwencji poprzez zrzucenie odpowiedzialności na spółkę zależną, specjalnie wyznaczoną do roli kozła ofiarnego.

Zarzucali też, że Johnson & Johnson usiłuje za pomocą skomplikowanych zabiegów prawnych oraz poprzez przeciąganie postępowania uniknąć procedury potencjalnie najbardziej dlań bolesnej – właściwego procesu cywilnego przed ławą przysięgłych. Której członkowie mogą być mniej podatni na formalistyczne argumenty prawników firmy niż sędziowie rozpatrujący kwestie proceduralne.

Johnson & Johnson jednak na prawnym widelcu

Także jednak te ostatnie nie okazały się dla firmy zaporą przed pozwami. Sędzia sądu upadłościowego w Houston, w Teksasie, odrzucił bowiem, trzeci z rzędu, wniosek koncernu. Jak stwierdził, nie jest to łatwa decyzja, ale właściwa. Kwestia odpowiedzialności za toksyczne produkty winna być bowiem rozpatrzona przez sąd cywilny, a nie upadłościowy.

Co więcej, koncern Johnson & Johnson nie znajduje się w finansowych tarapatach i nie grozi mu bankructwo. Tym samym wykorzystywanie procedury upadłościowej, by zamknąć drogę do dochodzenia roszczeń, jest jej nadużyciem. Słowem, firma musi stawić czoła pozwom. To zresztą jej przedstawiciele już zapowiedzieli – twierdząc, że nie zamierzają proponować ugody i podważą „bezzasadne” zarzuty.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.