Peter Brandt gra na wzrosty i odradza shortowanie. „To wygląda na początek blow off topu”
Peter Brandt, amerykański trader towarowy z ponad pięćdziesięcioletnim stażem, poinformował we wtorek wieczorem, że ma otwarte pozycje długie na S&P 500 oraz na indeksach akcji w Azji i Europie. Wpis ukazał się kilka godzin po sesji, na której amerykański indeks zamknął się na rekordowym poziomie 7737 punktów, a Dow Jones Industrial Average po raz pierwszy w historii przebił 54 tysiące.
Najważniejsze fakty
- Brandt zadeklarował w wpisie na platformie X, że jest „fully long” na amerykańskich i światowych indeksach akcji.
- Jego zdaniem rynek znajduje się na początku albo w środku fazy blow off, czyli końcowego, pionowego wystrzelenia notowań.
- Na wykresie zaznaczył cel 7920,82 pkt oraz drugi, podwojony zasięg ruchu w okolicach 8290 pkt.
- S&P 500 zyskał 4 sierpnia 1,79 procent i zamknął się na rekordzie, Nasdaq Composite poszedł w górę o 2,59 procent.
- Bitcoin w tym samym czasie kosztuje około 64 tysięcy dolarów, czyli mniej więcej 50 tysięcy mniej niż rok wcześniej.
Rynek rośnie na ofertach, a nie na zleceniach kupna
Brandt oparł swoją tezę na bardzo prostej obserwacji technicznej. Zwykle rosnąca sesja wygląda tak, że kupujący podnoszą swoje zlecenia kupna i czekają, aż ktoś zdecyduje się sprzedać po wyższej cenie. Ruch idzie w górę, po czym co chwilę przystaje i cofa się o kilka punktów.
Tym razem, jak opisał trader, było inaczej. Oferty sprzedaży znikały natychmiast po pojawieniu się w arkuszu, a notowania pięły się bez przystanków. Kupujący nie targowali się, tylko brali wszystko, co ktoś wystawił. Godzinę po pierwszym wpisie Brandt wrócił do tematu jednym słowem: „WOW. Rynek rosnący na ofertach jest rzadki, ale piękny”, dodał.
Amerykanin zaznaczył, że widział taki obraz notowań wielokrotnie: w złocie w zeszłym roku, w Bitcoinie na przestrzeni lat i na akcjach w 2025 roku. Stąd wniosek o blow offie, czyli fazie, w której trend przyspiesza pionowo, zanim się skończy. Gdzie wypadnie szczyt, tego nie wie i wprost się do tego przyznał. Zastrzegł jednak, że sam nie zamierza stawać po drugiej stronie rynku, a innym radzi to samo.
Dwa cele na wykresie
Do obu wpisów Brandt dołączył ten sam wykres dzienny S&P 500 z TradingView, na którym indeks w trakcie sesji szedł po 7754 punkty, czyli o ponad dwa procent wyżej. Zaznaczył na nim wybicie z konsolidacji ciągnącej się od czerwca, dwie linie oporu w rejonie 7504 i 7578 punktów oraz strzałkę mierzonego zasięgu ruchu. Pierwszy cel wypada na 7920,82 pkt. Drugi, opisany jako podwojony, sięga okolic 8290 pkt.
Osobno oznaczył czerwcową świecę spadkową jako „negation”, czyli sygnał, który został unieważniony przez późniejsze zachowanie notowań. To ważny szczegół dla każdego, kto w lipcu obstawiał zejście indeksu niżej. Rynek najpierw przekonał niedźwiedzie, że mają rację, a potem zabrał im to przekonanie razem z pieniędzmi.
W drugim wpisie Brandt pozwolił sobie na złośliwość pod adresem branży analitycznej. Napisał, że cała struktura cenowa od maja to rzadka formacja „pudel z uniesionym ogonem”, a sam ogon układa się w „szpicla z czterema białymi królikami”. Trader od lat kpi w ten sposób z mnożenia wymyślnych nazw dla przypadkowych układów świec. Bawi go, że część odbiorców bierze te wpisy na poważnie.
Rekordy na Wall Street, zastój w kryptowalutach
Wtorkowa sesja miała mocne podstawy fundamentalne. Wall Street zagrała pod perspektywę odblokowania cieśniny Ormuz i pod wyniki spółek. Ropa WTI potaniała o ponad sześć procent, do około 75 dolarów za baryłkę, rentowność dziesięcioletnich obligacji USA zeszła do 4,61 procent, a indeks półprzewodników zyskał ponad 6,5 procent. Rekord ustanowił także Russell 2000, co oznacza, że tym razem rosły nie tylko największe spółki technologiczne. Dane o rekordzie S&P 500 publikuje S&P Dow Jones Indices, operator indeksu.
Nie wszyscy podzielają optymizm Brandta. Analitycy Bank of America przypominają, że okres od sierpnia do października bywa historycznie najsłabszym kwartałem dla amerykańskich akcji, a szerokość rynku wciąż pozostawia sporo do życzenia.
Dla czytelników rynku kryptowalut najciekawszy jest rozjazd między tymi dwoma światami. Bitcoin kosztuje dziś około 64 tysięcy dolarów przy kapitalizacji rzędu 1,33 biliona dolarów. Rok temu było to mniej więcej 50 tysięcy dolarów więcej za sztukę. Podczas gdy indeksy akcji wychodzą na nowe szczyty, największa kryptowaluta od tygodni tkwi w wąskim przedziale, a odczyty nastrojów wskazują na skrajny lęk.
Sam Brandt na kryptowaluty patrzył w tym roku wyjątkowo chłodno. W lutym wskazywał 63,8 tysiąca dolarów jako kolejny cel spadków i mówił o zorganizowanej wyprzedaży, a nie przypadkowych likwidacjach pozycji. Teraz kupuje akcje. Trudno o czytelniejszy komentarz do tego, gdzie w sierpniu 2026 roku płynie kapitał.
Redakcja BitHub.pl poleca również:
- Ropa tanieje, giełdy odżywają. Rynek znów uwierzył w porozumienie z Iranem?
- Z ostatniej chwili: Rynek pracy USA zwalnia. JOLTS i zamówienia z fabryk dają Fed czas
- Bitcoin wraca w okolice 64 tys. dolarów. Na giełdach ruch jak rzadko