Karty Pokemon lepsze od Bitcoina i złota? Wyniki inwestycji mogą zaskoczyć
Nam, dzieciom wychowanym na przełomie lat 90-tych i dwutysięcznych, karty Pokemon mogą kojarzyć się z dzieciństwem. Z transakcjami na przerwach między lekcjami czy przy osiedlowym trzepaku. My tu jednak nie o tym. Dziś najrzadsze karty z dziwnymi stworkami są warte tyle, co luksusowe apartamenty. I co ciekawe, ich wartość ciągle rośnie. Według danych przytoczonych przez BeInCrypto indeks CardTrack 100 zyskał od września 2021 roku aż 150,7%. W tym samym okresie miał przebić nie tylko Bitcoina, ale również złoto i amerykańską giełdę. Jest jednak pewien haczyk, o którym za moment.
Kawałek kartonu z Pokemonem droższy od luksusowego samochodu
CardTrack 100 śledzi ceny najcenniejszych kart kolekcjonerskich. Według najnowszych danych przytoczonych przez BeInCrypto jego wartość wzrosła ze 100 do około 251 punktów. To właśnie stąd bierze się imponujący wynik 150,7%.
Porozmawiajmy o konkretach. Gdyby pięć lat temu udało się zainwestować 5000 dolarów w zestaw kart odwzorowujący ten indeks, dziś byłby on wart około 12 535 dolarów. Dla porównania identyczna inwestycja w złoto dałaby około 12 390 dolarów, a w Bitcoina około 9800 dolarów. Amerykański indeks S&P 500 wypada jeszcze słabiej, z wynikiem około 8650 dolarów.
Skąd w ogóle tak kosmiczne ceny i wzrosty? Wystarczy przyjrzeć się aukcjom. Karta Charizarda z pierwszej edycji miała niedawno osiągnąć cenę 1,38 miliona dolarów. Z kolei cztery rzadkie karty z serii e-Reader sprzedano łącznie za około 780 tysięcy dolarów.
W tym uniwersum liczy się nie tylko sam stworek na karcie. Ogromne znaczenie mają też rok wydania, liczba kart na rynku, a nawet stan narożników i powierzchni karty. Profesjonalne firmy oceniają je w dziesięciostopniowej skali. Idealny egzemplarz potrafi kosztować wielokrotnie więcej niż identyczna karta z choćby drobnymi śladami użytkowania.
Czy naprawdę warto dziś inwestować w Pokémony?
Dlaczego nie? Przecież liczby jednoznacznie wskazują na to, że tak, skoro pokemonowy indeks rośnie szybciej niż złoto czy Bitcoin. Gdzie jest haczyk? Przytoczone indeksy, które rozbudzają wyobraźnię, nie pokazują, ile zarabia przeciętny właściciel kart Pokemon. Uwzględniają wyłącznie skrajnie drogie egzemplarze, których raczej nie znajdziecie na strychu czy piwnicy rodzinnego domu.
Do tego dochodzi jeszcze kwestia sprzedaży. Bitcoina można upłynnić na giełdzie praktycznie o dowolnej porze i mgnieniu oka. Na kupca rzadkiej karty wartej kilkadziesiąt tysięcy dolarów czasem trzeba czekać miesiącami. Są jeszcze prowizje domów aukcyjnych, koszty profesjonalnej oceny oraz ryzyko uszkodzenia lub kradzieży.
Ryzyka i niedogodności są, to jasne, ale nie zmienia to faktu, że rynek kolekcjonerski tych nietypowych artefaktów urósł do imponujących rozmiarów. Pokemon był najczęściej wyszukiwanym hasłem w kategorii przedmiotów kolekcjonerskich na eBayu w pierwszej połowie 2026 roku. To już o czymś świadczy.
Ale czy to sposób na dorobienie się fortuny? Ktoś, kto dwadzieścia lat temu schował idealnie zachowanego Charizarda w folii do szuflady, mógł więc przypadkiem dokonać znakomitej inwestycji. Kupowanie dziś najdroższych kart z nadzieją na powtórzenie takiego wyniku to już zupełnie inna historia.
Czytaj więcej w dziale giełdy na Bithub:
Rynek traci zaufanie do Ameryki. Rentowności obligacji najwyżej od 20 lat
Volkswagen prosi Brukselę o pomoc. Chińska wojna cenowa puka do Europy
Kurs dolara kanadyjskiego traci po fatalnych danych. Ubyło aż 68 tys. etatów