Inwestorzy oszaleli na punkcie akcji tych firm. Wzrosły o setki procent – jaki to sektor?
Rynek półprzewodników znajduje się dziś w centrum globalnej hossy i jednocześnie w centrum największych obaw Wall Street. Indeks spółek chipowych rośnie w tempie niewidzianym od czasów bańki internetowej. Część firm związanych z układami pamięci i AI podrożała w ciągu roku o setki, a niektóre o tysiące procent. Tym razem wzrosty nie są oparte wyłącznie na narracji. Za boomem stoją potężne zyski, eksplodujący popyt na infrastrukturę AI i ogromne ograniczenia podaży. To właśnie dlatego obecny rajd jest tak trudny do jednoznacznej oceny: wygląda jak bańka spekulacyjna, ale fundamenty sektora mogą być równie dobrze początkiem wieloletniego supercyklu.
Najważniejsze fakty
- Philadelphia Semiconductor Index wzrósł o 160% w ciągu ostatnich 12 miesięcy – to druga najsilniejsza fala wzrostowa w historii sektora po bańce internetowej.
- Prognozy zysków dla spółek półprzewodnikowych wzrosły o 69% w tym roku po wcześniejszym wzroście o 55% rok wcześniej.
- Inwestorzy rekordowo zabezpieczają się przed możliwą korektą – liczba opcji put na ETF SMH osiągnęła najwyższy poziom w historii funduszu.
- Jednocześnie rośnie koncentracja – fundusze hedgingowej posiadają rekordową w historię ekspozycję na sektor półprzewodników.
Rosnąca inflacja może niepokoić inwestorów, choć wyceny i zachowanie rynku jeszcze tego nie odzwierciedlają. Pisaliśmy o tym w artykule Inflacja w USA wzrosła do rekordowego poziomu od 2023 roku. To dlatego Bitcoin spada?
To już nie wygląda jak zwykły cykl technologiczny
Jeszcze na początku roku można było zakładać, że sektor półprzewodników znajduje się po prostu w późnej fazie klasycznego cyklu koniunkturalnego. Dziś coraz wyraźniej widać, że skala zmian jest znacznie większa. Boom związany z AI i budową centrów danych stworzył globalny wyścig o moc obliczeniową. Najmocniej widać to w segmencie pamięci i zaawansowanych chipów dla sztucznej inteligencji, gdzie ograniczona podaż zaczyna przypominać warunki znane bardziej z rynku surowców niż klasycznej branży technologicznej.
Philadelphia Semiconductor Index wzrósł o 160% rok do roku, a wiele pojedynczych spółek podrożało dwa-, cztery-, a nawet ośmiokrotnie. Liderami wzrostów pozostają producenci pamięci, gdzie ograniczenia podaży są dziś największe. Dynamika obecnej hossy jest historyczna i pod względem skali wzrostów sektor ustępuje jedynie okresowi bańki internetowej z przełomu lat 90.
I właśnie dlatego Wall Street coraz częściej zadaje pytanie, czy rynek znajduje się w środku spekulacyjnej manii, czy dopiero na początku wieloletniego supercyklu napędzanego AI.
Tym razem za wzrostami stoją realne pieniądze
Najważniejsza różnica względem klasycznych baniek technologicznych polega na tym, że obecne wzrosty są w dużej mierze wspierane przez realną poprawę fundamentów. Według danych Bernstein prognozy zysków dla spółek z Philadelphia Semiconductor Index wzrosły o 69% w tym roku, po wcześniejszym wzroście o 55% rok wcześniej. To właśnie dlatego wyceny wielu gigantów sektora wcale nie eksplodowały tak mocno, jak sugerowałyby same wykresy kursów akcji.
W przypadku takich firm jak Micron czy Broadcom wskaźniki forward P/E wręcz spadają mimo dynamicznych wzrostów cen akcji. Rynek płaci więcej, ponieważ firmy rzeczywiście zaczynają zarabiać znacznie więcej. Popyt na infrastrukturę AI pozostaje na razie bardzo realny. Ceny wynajmu chipów Nvidia B200 wzrosły od początku roku o ponad 20%.
Anthropic poinformował z kolei, że przychody spółki wzrosły w drugim kwartale o 127% względem poprzedniego kwartału do 10,9 mld dolarów. To pokazuje, że boom AI nie jest dziś wyłącznie historią opartą na narracji i oczekiwaniach. Problem polega jednak na tym, że rynek nadal nie wie, jak długo taki wzrost może się utrzymać. Wiadomo jedynie, że obecnie przez globalny łańcuch dostaw przepływają zamówienia obejmujące miesiące, a być może lata przyszłego popytu.
Wall Street coraz bardziej boi się własnej hossy
Paradoks obecnej sytuacji polega na tym, że im mocniej rosną spółki półprzewodnikowe, tym agresywniej inwestorzy próbują zabezpieczać się przed możliwym załamaniem. Liczba otwartych opcji put na ETF VanEck Semiconductor ETF (SMH) wzrosła do rekordowych 1,7 mln kontraktów tj. najwyższego poziomu od powstania funduszu w 2011 roku. Dla porównania liczba otwartych opcji call wynosi zaledwie około 500 tys.
Jednocześnie implied volatility dla sektora gwałtownie rośnie. Zmienność implikowana na ETF-ie SMH zbliżyła się do 55%, a dla pojedynczych spółek osiąga wręcz ekstremalne poziomy. Dla Microna implied volatility przekraczała ostatnio 100%. To bardzo nietypowy obraz rynku znajdującego się w fazie euforycznej hossy. Zamiast ślepo gonić wzrosty, coraz więcej inwestorów kupuje hedging przeciwko potencjalnemu załamaniu.
Część traderów przyznaje wprost, że wyceny sektora zaczynają wyglądać absurdalnie, ale jednocześnie boją się grać agresywnie przeciwko trendowi napędzanemu AI. I właśnie to sprawia, że obecna hossa może być bardziej trwała, niż wielu sceptyków zakłada. Rynek nie znajduje się dziś w stanie pełnej euforii charakterystycznej dla końcowych etapów klasycznej bańki. Hossa trwa dalej, ale pewne negatywne sygnały już obserwujemy. Jeden z nich opisaliśmy w artykule Czerwony sygnał dla Wall Street: zderzenie dwóch prędkości. Indeksy w amoku?
Największym ryzykiem nie są wyceny, ale geopolityka
Cały globalny boom AI opiera się na wyjątkowo skoncentrowanym i kruchym łańcuchu dostaw. Wojna z Iranem brutalnie przypomniała inwestorom, jak bardzo sektor półprzewodników zależy od stabilnych dostaw energii, surowców i transportu. Problemy z dostępnością helu, siarki czy energii zaczynają wpływać na koszty produkcji. Dodatkowo większość najbardziej zaawansowanej produkcji chipów pozostaje skoncentrowana w Tajwanie i Korei Południowej. To regiony wyjątkowo narażone na napięcia geopolityczne związane z Chinami.
Sam rynek półprzewodników jest też niezwykle silnie skoncentrowany biznesowo. Wiele segmentów globalnego łańcucha dostaw działa de facto jako oligopol lub duopol. Nawet pojedyncze problemy jednej firmy mogą wpływać na całą branżę. Kilka dni temu Samsung był o krok od poważnego strajku pracowników, który mógł zakłócić dostawy pamięci na globalną skalę.
Teoretycznie część produkcji mogłaby zostać przeniesiona do USA. Korzystać mogłyby na tym między innymi Intel, Texas Instruments, Micron czy Samsung rozwijający amerykańskie moce produkcyjne. Problem polega jednak na tym, że są to procesy liczone w latach, a nie kwartałach.
Dlatego światowy rynek finansowy znalazł się dziś w wyjątkowo nietypowej sytuacji. Wzrosty sektora półprzewodników są realnie wspierane przez zyski, popyt i transformację technologiczną. Jednocześnie cała globalna hossa staje się coraz bardziej uzależniona od jednego sektora i jednego wyjątkowo kruchego łańcucha dostaw. To już nie jest zwykła moda na technologię. To jeden z najważniejszych i najbardziej ryzykownych zakładów współczesnego kapitalizmu.