IBM zapłaci miliony za nielegalne praktyki, dyskryminację w imię „różnorodności” i „inkluzywności”
IBM zapłaci za wokeizim w miejscu pracy. Jak ogłosił amerykański Departament Sprawiedliwości, koncern zawarł ugodę z federalnymi prokuratorami w sprawie zarzutów naruszenia ustawy o fałszywych roszczeniach (False Claims Act). Chodziło w nich o fakt, że firma ubiegała się o kontrakty federalne, i jako taka deklarowała spełnienie wymogów stawianych przez przepisy zakazujące dyskryminacji – podczas gdy w rzeczywistości szeroko dopuszczała się tej dyskryminacji w imię realizacji haseł DEI.
IBM – czy też, pełną nazwą, International Business Machines Corporation – zgodziła się w ramach ugody zapłacić 17 077 043 dolarów kary, aby rozwiązać kwestię zarzutów o dyskryminację w toku rekrutacji, awansów oraz polityki płacowej – a która to dyskryminacja miała wynikać z wdrażania upolitycznionych programów DEI (diversity, equity, inclusion). W ich ramach firma z rozmysłem faworyzowała kandydatów „różnorodnościowych” (innymi słowy: kolorowych), preferując ich w toku awansów i podwyżek oraz oferując im im uprzywilejowane warunki niezależnie od kompetencji merytorycznych.
„Sprawiedliwość rasowa”
Praktyki te obejmowały również ograniczanie dostępu do programów szkoleniowych, partnerstw, mentoringu, inicjatyw rozwoju przywództwa oraz możliwości edukacyjnych wyłącznie do wybranych grup pracowników na podstawie rasy (czarnej/kolorowej) lub płci (kobiet). Programy te były dostępne wyłącznie dla osób spełniających owe kryteria demograficzne, co w nieuczciwy sposób wykluczało pozostałych kandydatów niezależnie od ich kwalifikacji zawodowych. Firma miała także wyznaczać minimalne kwoty z faworyzowanych grup do zatrudnienia/awansu.
Według Departamentu Sprawiedliwości spółka brała pod uwagę rasę, kolor skóry, pochodzenie narodowe lub płeć przy podejmowaniu decyzji zatrudnieniowych. Praktyki te obejmowały między innymi stosowanie modyfikatora różnorodności (diversity modifier), który łączył premie kadry kierowniczej z realizacją celów demograficznych. Cele te definiowano w kategoriach rasowych i płciowych dla poszczególnych jednostek biznesowych, a postępy w ich osiąganiu wpływały na decyzje kadrowe. Wszystkiego tego jednoznacznie zakazywały jej zapisy kontraktów zawieranych z rządem oraz przepisy ich dotyczące.
Kolejnym elementem opisanym w materiale śledczym była procedura „diverse interview slates” – wymóg tworzenia list kandydatów do rozmów kwalifikacyjnych z uwzględnieniem kryteriów rasowych i płciowych. Praktyka ta modyfikowała standardowe kryteria selekcji, co zdaniem oskarżycieli prowadziło do systematycznego uwzględniania cech chronionych w procesach rekrutacji, transferu oraz awansu. Dodatkowo IBM narzucała swym jednostkom organizacyjnym konieczność spełniania kwot rasowych i brała rasę oraz płeć pod uwagę przy ocenie postępów w ich realizacji.
IBM tnie tęczową kotwicę
Teraz na mocy ugody zarzuty te zostaną umorzone. Jak zawsze w takich przypadkach, ugoda zawiera zastrzeżenie, że sprawa kończy się bez formalnego stwierdzenia złamania prawa, zaś IBM, płacąc karę, nie przyznaje się do winy i nie uznaje odpowiedzialności – ta właśnie klauzula stanowi z punktu widzenia firmy główny powód, dla którego od początku zdecydowała się ona na ugodę i wiążącą się z tym grzywnę. Oznacza to bowiem oszczędność znacznie większych środków w innych procesach – fakt przyznania się do winy zostałby nieuchronnie wykorzystany przed sądem przez innych pozywających.
Sprawa była procedowana w ramach Civil Rights Fraud Initiative, inicjatywy uruchomionej przez Departament Sprawiedliwości w maju 2025 r. Ugoda z IBM jest pierwszym rozstrzygnięciem uzyskanym w ramach tego programu. Firma została potraktowana w złagodzony sposób ze względu na współpracę z federalną prokuraturą, w tym za przeprowadzenie wewnętrznego dochodzenia, wczesne ujawnienie zebranych faktów oraz dobrowolne podjęcie działań naprawczych. Firma zakończyła lub zmodyfikowała programy i praktyki będące przedmiotem zarzutów jeszcze przed finalizacją ugody.
Sprawa IBM stanowi pierwszy precedensowy przypadek rozliczenia praktyk DEI na poziomie federalnym za pośrednictwem mechanizmu False Claims Act. Wpisuje się zarazem w walkę z dyskryminacją białych oraz faworyzowaniem mniejszości i imigrantów – które to zjawiska rozpowszechniły się w USA w ciągu ostatnich lat pod hasłami „sprawiedliwości rasowej” oraz wspomnianych DEI, otwarcie promowanymi pod rządami poprzedniej administracji, jednak jednoznacznie tępionymi przez obecną ekipę w Białym Domu. Nie tylko zresztą przez nią.
To nie koniec pieśni
Równolegle do postępowania Departamentu Sprawiedliwości toczy się bowiem inna sprawa cywilna, Dill v. IBM, wniesiona w sierpniu 2024 r. przez organizację America First Legal w imieniu byłego konsultanta IBM, Randalla Dilla – a której to ugoda koncernu z Departamentem nie zamyka. Pozew ten, złożony w sądzie federalnym w stanie Michigan, zarzuca firmie naruszenie przepisów zawartych w Title VII ustawy o prawach obywatelskich (Civil Rights Act) z 1964 roku, poprzez systematyczną dyskryminację białych mężczyzn w ramach realizacji celów Diversity, Equity i Inclusion opartych na rasie i płci.
Jak zarzucają zapisy pozwu, polityka „różnorodności” wprowadzona w IBM miała finansowo zachęcać menedżerów do faworyzowania modnych grup demograficznych (i karać za nie-czynienie tego), w tym poprzez narzucanie wewnętrznych norm procentowych dotyczących składu rasowego i płciowego kadry oraz powiązanie z nimi premii dla kadry kierowniczej. W przypadku Dilla spółka miała też narzucić nierealistyczny Performance Improvement Plan (PIP) jako pretekst do zwolnienia go – pracownika o wysokich ocenach kompetencji – tylko po to, aby zwiększyć procentowy udział nie-białych.
Pod koniec marca sędzia oddaliła wniosek IBM o oddalenie powództwa, uznając, że Randall Dill i jego adwokaci w wiarygodny sposób sformułowali oskarżenia, które czynią rasistowską dyskryminację wobec osób białych w firmie prawdopodobną – w szczególności poprzez powiązanie wynagrodzeń kadry zarządzającej z realizacją polityki DEI, oraz stosowanie PIP jako jej narzędzia. Firma nie uniknie zatem kolejnego kłopotliwego procesu – chyba że i w tym przypadku zdecyduje się prewencyjnie zapłacić odszkodowanie (i zakładając naturalnie, że Dill by je przyjął, zamiast „dla zasady” przeczołgać firmę przed sądem).