Cena ropy Brent atakuje 110 USD. Czy zamknięty saudyjski rurociąg wpłynie na ceny paliwa?
Arabia Saudyjska wstrzymała pracę rurociągu Wschód-Zachód po niedawnym ataku dronów, a Brent poszedł dziś rano w górę do 107,50 USD za baryłkę. Złoto broni się przy 4300 USD, miedź z kolei zjechała pod średnią 50-sesyjną. Już jutro przekonamy się jaka będzie decyzja Fedu ws. stóp procentowych. Na jakie poziomy warto rzucić okiem?
Cena ropy Brent odbija
Arabia Saudyjska zamknęła rurociąg Wschód-Zachód po tym, jak drony wystrzelone z Iraku uszkodziły jego infrastrukturę.
Ta licząca 1200 km nitka o przepustowości 7 mln baryłek dziennie prowadzi surowiec z Prowincji Wschodniej do portu Janbu nad Morzem Czerwonym, z pominięciem cieśniny Ormuz.
W ostatnich miesiącach przechodziło nią 4-5 mln baryłek.
W reakcji na to Brent w poniedziałek skoczył gwałtownie w stronę poziomu 110 USD, potem zaliczył małą korektę, a we wtorek rano kręci się przy 107,50 USD za baryłkę.
Naprawa rurociągu potrwa długie tygodnie.
Im dłużej rurociąg stoi, tym wyższa cena (red. ropy)
– powiedział CNBC Andy Lipow, prezes Lipow Oil Associates.
W moich oczach 110 USD jest teraz głównym oporem cenowym dla Brentu, bo już trzecią sesję z rzędu zawraca kupujących.
Przebicie tego pułapu otwiera drogę wyżej, do 120 USD, a zejście pod 105 USD oznaczałoby, że rynek uznał zamknięcie rurociągu za nieznaczący epizod w walkach.
Zdecydowanie spodziewałbym się raczej realizacji pierwszego wariantu, dopóki saudyjskie dostawy przez Ormuz nie ruszą pełną parą.
Przeczytaj też: Cena ropy naftowej pójdzie w stronę 120 dolarów. Paliwo będzie piekielnie drogie?!
Złoto trzyma wsparcie 4300 USD
Bezpieczny kruszec w poniedziałek zszedł do 4252 USD, a teraz wraca w okolice 4300 USD.
Tak naprawdę złoto ciągnie w dół kilka rzeczy naraz, bo są to zarówno droższy surowiec energetyczny, mocniejszy dolar, jak i rentowności amerykańskich obligacji, które pierwszy raz od dawna przebiły 5%.
W środę dochodzi nam jeszcze do obserwacji decyzja Fedu.
Rynek wycenia podwyżkę stóp o 25 punktów bazowych z prawdopodobieństwem około 86%, co podniosłoby stopy do 3,75-4,00%.
Sierpniowa inflacja CPI w USA wyniosła 3,4%.
Co ciekawe, złoto mimo tego wszystkiego próbuje się bronić.
To mówi sporo o popycie ze strony inwestorów, którzy nie patrzą na stopy, tylko na ryzyko fiskalne i geopolityczne.
Dopóki kurs nie wróci nad 4 440 USD, presja spadkowa zostanie na stole.
Zobacz również: Czarny poniedziałek na Wall Street? Akcje spółek AI i ropa mogą szaleć
Rynek boi się o popyt z centrów danych
Metal w poniedziałek pogłębił spadek pod średnią 50-sesyjną, schodząc do 6,36 USD za funt w Nowym Jorku i 14 000 USD za tonę w Londynie. Tydzień temu ustanowił rekord na 6,8940 USD.
Ciążą mu te same czynniki makro co metalom szlachetnym. Do tego świeże dostawy do magazynów LME rozluźniły spready na najbliższych kontraktach.
Doszedł jeszcze jeden wątek. Apele czołowych twórców sztucznej inteligencji o spowolnienie prac nad najbardziej zaawansowanymi modelami uderzyły w nastroje, bo wolniejsze inwestycje w centra danych to mniejszy popyt na miedź. Traktuję to jako ruch przejściowy, nie zmianę układu sił na tym rynku.