Akcje Ferrari runęły po premierze elektryka. Nici z rewolucji?

Akcje Ferrari runęły po premierze elektryka. Nici z rewolucji?

Ferrari pokazało swoje pierwsze w pełni elektryczne auto. Zamiast owacji dostało od rynku bardzo zimny, lodowaty wręcz prysznic. Luce miało być sygnałem, że legendarna marka z Maranello potrafi wejść w nową epokę bez utraty prestiżu. Wall Street odebrało to jednak znacznie mniej romantycznie. Po premierze kurs akcji Ferrari zaczął spadać. Inwestorzy najwyraźniej nie byli zachwyceni wizją auta, które z jednej strony ma logo z wierzgającym koniem, ponad 1000 KM mocy, a z drugiej jest pięciodrzwiowym, pięcioosobowym elektrykiem za 550 tys. euro.

Ferrari bez ryku silnika? Giełda daje jasną odpowiedź

Na mediolańskim parkiecie spadek sięgnął ponad 8%., co pokazało, że inwestorzy nie przyjęli nowego projektu z entuzjazmem. Chyba najostrzej uderzył Luca Cordero di Montezemolo, czyli człowiek, który przez lata był jedną z najważniejszych postaci w historii współczesnego Ferrari. Jego reakcja na Luce brzmi jak cios prosto w maskę.

„Gdybym powiedział, co naprawdę myślę, zaszkodziłbym Ferrari. Ryzykujemy zniszczenie mitu, bardzo mi z tego powodu przykro. Mam nadzieję, że przynajmniej usuną z tego samochodu wierzgającego konia” – stwierdził Montezemolo.

Trudno o lepsze streszczenie emocji, które wywołało elektryczne Ferrari. Bo problemem nie jest wyłącznie cena. Problemem jest pytanie, czy auto bez ryku silnika, bez tej całej mechaniki, nadal może być Ferrari w sensie emocjonalnym, a nie tylko formalnym.

Koniec mitu

Luce wygląda słabo na papierze. Wręcz przeciwnie. Auto zaprojektowane przy udziale Jony’ego Ive’a i studia LoveFrom ma być technologicznie dopracowane, futurystyczne i bardzo szybkie. Ferrari podkreśla, że to nie ma być po prostu „elektryczne Ferrari”, ale zupełnie nowy typ Ferrari.

Tylko że właśnie tu zaczyna się kłopot. Przez dekady marka budowała mit na emocjach, dźwięku silnika, zapachu benzyny, wyścigowym DNA i poczuciu, że kierowca kupuje coś więcej niż środek transportu. Elektryczne auto, nawet bardzo szybkie, wchodzi w ten mit jak gość w kolorowym garniturze na koncert heavy metalu. Niby elegancko, ale coś się nie zgadza.

Inwestorzy pytają więc brutalnie: kto właściwie ma kupić tak drogi, cichy, elektryczny samochód od marki, którą wielu klientów kocha właśnie za hałas i teatralność?

Zły moment na elektryczne eksperymenty

Ferrari ryzykuje też dlatego, że cały rynek EV jest dziś mniej rozgrzany niż kilka lat temu. Porsche i Lamborghini ograniczają elektryczne ambicje. W USA wielcy producenci coraz częściej przyznają, że drogie elektryki sprzedają się gorzej, niż zakładano. Ford pisał już miliardowe straty na swoim segmencie EV, a jego szef Jim Farley mówił, że drogie elektryki po prostu nie sprzedawały się tak, jak oczekiwano.

Na tym tle Ferrari idzie pod prąd. Pokazuje ultradrogi elektryczny symbol luksusu. Może to być odważny ruch, który miał otworzyć markę na młodszych milionerów z branży technologicznej. Jak na razie jednak wyłącznie odpycha „starych” fanów marki.

Czytaj więcej w dziale giełdy na Bithub:

xAI do pracowników: uważajcie na przedstawicieli pewnej firmy, rozmawiajcie z nimi jak najmniej

Nasdaq odpala bombę. Nadchodzi prawdziwa rewolucja w handlu Bitcoinem!

Nvidia za 15 bilionów dolarów? Rynek AI odpalił prognozę, która brzmi jak finansowe szaleństwo

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!