Akcje dla ludzi, władza dla Muska. SpaceX szykuje IPO, jakiego jeszcze nie było
Prospekt emisyjny zwykle nie jest lekturą, przy której ktokolwiek odrywa się od kawy czy czyta to z przyjemnością. W przypadku SpaceX – przynajmniej zdaniem ekspertów CNN – jest inaczej. Dokument przed planowanym IPO pokazuje spółkę, która może iść po jeden z największych debiutów giełdowych w historii. Jednocześnie jednak stawia przyszłych akcjonariuszy w dość niewygodnej roli: będą mogli kupić bilet na pokład, ale za sterami nadal zostanie Elon Musk.
Musk stawia sprawę jasno. SpaceX może być publiczne, ale niekoniecznie „dla akcjonariuszy”
I to nie symbolicznie. Według dokumentów opisanych przez CNN i TechCrunch Musk ma pozostać prezesem, dyrektorem technologicznym i przewodniczącym rady SpaceX. Do tego zachowa kontrolę nad większością głosów po IPO. Nadal będzie więc mógł decydować o najważniejszych sprawach spółki, w tym o składzie rady czy potencjalnych przejęciach.
To podstawowe pytanie dla inwestorów: czy kupują udziały w firmie, czy raczej ekspozycję na imperium Muska, którym sam Musk nadal będzie rządził niemal bez realnej kontroli z zewnątrz?
TechCrunch zwraca uwagę, że SpaceX ma korzystać ze struktury akcji, która daje Muskowi supergłosy. Publiczni inwestorzy dostaną akcje klasy A, ale kluczowe decyzje pozostaną pod kontrolą akcji klasy B, skupionych wokół Muska.
Do tego dochodzi przeniesienie ciężaru prawnego do Teksasu. Według analizy przytaczanej przez TechCrunch, możliwość pozywania władz spółki przez drobnych akcjonariuszy zostanie mocno ograniczona. W praktyce oznacza to, że inwestorzy mogą mieć mniej narzędzi nacisku niż w klasycznej spółce giełdowej.
Brzmi ostro, ale to pasuje do całej konstrukcji. SpaceX nie sprzedaje inwestorom spokojnej, nudnej firmy. Sprzedaje opowieść o rakietach, satelitach, sztucznej inteligencji, Marsie i człowieku, który chce to wszystko poskładać niemal w pojedynkę.
Miliardy strat i marzenie o Marsie
Prospekt pokazuje też liczby, które nie wyglądają jak bajka o bezproblemowym biznesie. Według CNN SpaceX straciło w ubiegłym roku prawie 5 miliardów dolarów przy przychodach na poziomie 18,7 miliarda. W pierwszych trzech miesiącach tego roku straty miały wzrosnąć o kolejne 4,3 mld dol. Duży udział ma tu xAI, które po połączeniu ze SpaceX pali góry pieniędzy na budowę centrów danych. Jest też dużo o Marsie, bardzo dużo, jak i o jego kolonizacji.
To brzmi jak coś pomiędzy prospektem giełdowym a manifestem science fiction. I SpaceX właściwie sama to przyznaje. W sekcji dotyczącej wyzwań firma pisze o projektach opartych na technologiach „nieudowodnionych” albo takich, które jeszcze nie istnieją. Wśród nich są m.in. orbitalne centra danych AI, gospodarka księżycowa, transport ludzi i ładunków na Księżyc oraz Marsa czy systemy augmentacji człowieka.

Największe IPO świata czy największy zakład na Muska?
To właśnie czyni ten debiut tak ciekawym. SpaceX ma realny biznes, realne kontrakty, realną przewagę technologiczną i markę, której trudno szukać odpowiednika. Ale obok tego ma też gigantyczne straty, niecodzienną strukturę władzy i projekty, które brzmią jak plan na kilka epok, nie na kilka kwartałów.
Dla jednych inwestorów to będzie największa okazja od lat. Dla innych raczej ostrzeżenie zapisane drobnym drukiem: kupujesz akcje firmy, której los w ogromnym stopniu zależy od jednego człowieka. W tej historii władza nadal ma jedno nazwisko.
Czytaj również w dziale giełdy na Bithub:
Samsung uniknął katastrofy. Akcje wystrzeliły, ale za spokój zapłaci fortunę
BlackRock prognozuje sytuację na giełdzie. Ogromny trend wynagrodzi wszystko?
Rafał Zaorski otwiera kolejną pozycję. „Do końca tygodnia albo tyle ile dadzą”