Czyste spekulacje Wojciecha Białka #1 | Spowiedź kryptogrzesznika

1 716

Mój pierwszy z serii cotygodniowych komentarzy na BitHub poświęconych koniunkturze panującej na krajowym i globalnym rynku finansowym postanowiłem – celem złagodzenia szoku wywołanego pojawieniem się tu tematyki nie związanej bezpośrednio z technologią „blockchain” i kryptowalutami – poświęcić na spowiedź z moich wszystkich grzechów jako analityka wobec tego zjawiska.

Teoretycznie mógłbym próbować udawać specjalistę od analizy zachowania kryptowalut. Moje przedostatnie próby podejścia do tematyki z grudnia ub. r. opublikowane na moim blogu i twitterze były bowiem całkiem udane:

Wynikało z nich, że kurs BTC/USD po półrocznym spadku zbliża się do swojej „tradycyjnej” bożonarodzeniowej zmiany średnioterminowego trendu, a następnym ruchem będzie zwyżka przynajmniej tego rzędu, co ta z czerwca-lipca 2018. Jak wiadomo scenariusz ten sprawdził się w miarę przyzwoicie (widziałem gorsze analizy) – od tamtej pory kurs BTC/USD wzrósł o ok. 50 proc.

Niestety nie byłaby to prawda.

Jak wiadomo grzeszyć można myślą, mową uczynkiem i zaniedbaniem. W moim przypadku głównych grzechem w stosunku do zjawiska kryptowalut było zaniedbanie – po prostu nigdy jeszcze nie zdecydowałem się na zakup żadnej kryptowaluty. Oczywiście uczynienie tego wyznania przychodzi mi z trudem. Takie rewolucyjne zjawisko jak pojawienie się kryptowalut i okazji do zarobku z nimi związanej zdarza się generalnie raz na pokolenie i przegapienie tego przez osobę, która większą część dorosłego życia spędziła pracując jako analityk rynkowy w różnych mniejszych czy większych firmach finansowych z pewnością nie przynosi chluby.

Teoretycznie byłem w miarę dobrze przygotowany na nadejście nowej blockchainowej ery. Programować w Basicu nauczyłem się już w podstawówce, a w liceum publikowałem w wydawanych w Polsce miesięcznikach „Bajtek” i „Komputer” pisane przez siebie w języku asemblera procesora komputera ZX Spectrum programy (w tym proste gry typu Tron).

Czytelnicy mogli sobie te zakodowane heksadecymalnie programy pracowicie wpisać ręcznie do swoich komputerów a następnie nagrać je na kasetę magnetofonową (popularna obecnie wśród młodych ludzi opinia, że w tamtych czasach – mowa o latach 80-tych – programy żłobiło się rylcem w wypalanej później w ogniu glinie jest oczywiście błędny; ja przynajmniej się taką techniką nie spotkałem). Idąc w 1988 roku na studia informatyczne na wydziale matematyczno-fizycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego (sądząc po dosyć mikrej liczbie chętnych na jedno miejsce mało kto wyobrażał wyobrażał sobie perspektywy tej branży) marzyłem o pisaniu w przyszłości profesjonalnych gier, ale oczywiście szybko porzuciłem te plany uznając je za dziecinną fantazję. Biorąc pod uwagę rozwój branży „gamingowej” w ciągu minionego pokolenia, to chyba nie była zbyt mądra decyzja.

Przy okazji, jeśli komuś spędza sen z powiek pytanie o to, co było w okresie minionej dekady lepszą inwestycją Bitcoin czy akcje CD Project, to spieszę z odpowiedzią: BTC, ale przynajmniej od 2013 roku zdarzały się raz po raz okresy, że lepszą lokatą okazywała się akcje firmy, która stworzyła serię gier o Wiedźminie.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że CD Projekt był firmą, której akcje zdrożały w minionej dekadzie najbardziej wśród wszystkich notowanych na europejskich giełdach, wiec porównanie z Bitcoinem w przypadku wszystkich innych europejskich firm byłoby jeszcze bardziej niekorzystne. Po wrześniu, na który przesunięty został debiut Cyberpunka 2077 okaże się, jakie będą dalsze losy tego wyścigu.

Z rozpędu jeszcze obroniłem pracę magisterską (biblioteka w języku C pozwalająca implementować algorytmy genetyczne; jako przykład zastosowania dałem ewolucję populacji strategii grających ze sobą w „iterowany dylemat więźnia” otrzymując wniosek odmienny od tego uzyskanego przez Roberta Aumanna w 1959 roku – w moich symulacjach historia okazywała się zawsze cykliczna z następującymi po sobie naprzemiennie długotrwałymi okresami powszechnej współpracy – „miłuj bliźniego swego jak siebie samego” – i okresami walki wszystkich ze wszystkimi – „homo homini lupus”; ale może po prostu używałem zbyt słabego generatora liczb losowych?), ale później zostałem uwiedziony przez syreni śpiew powstałej w 1991 roku Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych, której główny indeks wzrósł w okresie czerwiec 1992-marzec 1994 ponad ponad 30-krotnie. W porównaniu do skali wzrostu kursu Bitcoina to nic wielkiego, ale dla studenta iluzja, że zarobione podczas wakacyjnych wypadów zagranicę pieniądze można łatwo pomnażać posługując się jedynie swym – oczywiście genialnym – umysłem, było wielkim objawieniem.

Tak więc, gdy dotarły do mnie wieści o pojawieniu się pierwszej kryptowaluty, byłem świadomy na tyle, że wpadłem na pomysł, by zamiast kupować dzieciom na Boże Narodzenie kolejny zestaw Lego tym razem zaskoczyć je niemiło informacją o tym, że w tym roku dostały po 100 Bitcoinów, czyli takiej rzeczy, którą się nie można bawić i która generalnie do niczego nie służy, ale Tatuś uważa, że jest i tak być może bardzo fajna. Niestety po godzinie guglowania doszedłem do wniosku, że za dużo z tym zawracania głowy i w ten sposób moje dzieci nie zostały milionerami, co pewnie sobie niestety zapamiętały oceniając mnie jako ojca.

Później jeszcze podejrzewając potencjalnie fundamentalnie rewolucyjne znaczenie społeczno-polityczne pojawienia się technologii umożliwiającej tworzenie rozproszonych rejestrów stwierdziłem, że by wyrobić sobie wyobrażenie na temat nadchodzącej powoli przyszłości nadrobię zaległości w literaturze cyberpunkowej, która – gdy dziecięciem będąc czytałem pasjami „science-fiction” – nie była raczej promowana przez rządzących komunistów chyba niespecjalnie będących fanem tego rodzaju wizji przyszłości. Nakupiłem mnóstwo książek, ale mój czytelniczy zapał skończył się na „Neuromancerze” Gibsona.

W sumie nie żałuję tego epizodu, bo później podczas dyskusji o Brexicie przydała mi się inna zakupiona wtedy pozycja czyli „Diamentowy wiek” Neala Stephensona (formalnie to już postcyberpunk inspirowany bardziej wizjami możliwości nanotechnologii) , gdzie pojawia się – inspirująca zwolenników „Brexitu” – koncepcja „Anglosfery” i generalnie wizja redukcji politycznej roli geograficznie zdeterminowanych tradycyjnych państw na rzecz działających globalnie wolnych stowarzyszeń tworzonych na bazie swobodnie wybieranej preferowanej kultury.

Późnej o całej sprawie generalnie zapomniałem – pewnie próbując wyprzeć świadomość popełnionego błędu – ale na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że po części wynikało to z dosyć marginalnego jednak charakteru rynku kryptowalut.

Wartość rynkowa Bitcoina to raptem 180 mld dolarów, czyli niewiele więcej niż kapitalizacja jednej głupiej Tesli nie mówiąc o prawdziwych gigantach.

Jedyny mój epizod realnego kontaktu z kryptowalutami nadszedł, gdy mój 16-letni syn youtuber (17 mln wyświetleń w 2019 roku, 10-ta setka w Polsce) w ramach jakichś rozliczeń ze współpracownikami dostał płatność w kryptowalucie (Ethereum?) i potrzebował mojego paszportu, by się dobrać do tych pieniędzy.

Co znaczące kryptowaluty weszły do mojego repertuaru analitycznego tuż po ustanowieniu swoich dotychczasowych historycznych szczytów cen. Po ówczesnym tąpnięciu ceny Bitcoina z poziomu prawie 20 tysięcy dolarów w grudniu 2017 sformułowałem wtedy na swoim blogu tak zwaną „kanarkową” hipotezę kryptowalut. Pozwolę sobie zacytować fragment ówczesnego komentarza zatytułowanego „Zdechł kanarek” będącego reakcją na silny spadek wartości amerykańskich indeksów na początku lutego 2018:

Ciekawe jest, że podobne do poniedziałkowego tąpnięcia na S&P 500 z kwietnia 2000 i października 1997 były reakcją S&P 500 na krachy na peryferiach rynku. Wiosną 2000 przyczyną był krach na spółkach „internetowych”. W 1997 roku krach na rynkach w Azji Południowo-Wschodniej. Czy teraz też mamy do czynienia z załamaniem cen na jakimś marginalnym rynku? Ano tak: (…)

Ktoś zaprotestuje, że łączna wartość Bitcoina i innych kryptowalut jest mniejsza niż kapitalizacja spółki Apple, więc jest to zbyt mały rynek by mógł spowodować wczorajsze tąpnięcie na Wall Street. Odpowiem pytaniem? A czy kanarek – mały żółty ptaszek – może wywołać katastrofę w kopalni? Odpowiedź brzmi: nie. To dlaczego górnicy widząc martwego kanarka na dnie klatki rzucają kilofy i uciekają w panice? Bo wiedzą, że śmierć kanarka wynika ze spadku ilości tlenu na przodku.

Ten spadek wynika ze wzrostu stężenia metanu, które z czasem – gdy pojawi się jakaś przypadkowa iskra – doprowadzi do eksplozji i śmierci górników. To następne pytanie: co jest odpowiednikiem tlenu na rynkach finansowych. Odpowiedź: pieniądze. Tak jak śmierć niewielkiego wrażliwego ptaszka jest objawem spadku ilości tlenu w kopalni, tak krach na Bitcoinie – niewielkim rynku pozbawionym większej wewnętrznej wartości – jest tylko objawem stopniowego spadku ilości dostępnego na rynkach pieniądza. Jego ofiarą najpierw padają rynki o najniższej w danym momencie wartości fundamentalnej (spółki internetowe od marca 2000, akcje w Azji Południowo-Wschodniej w 1997 roku, kryptowaluty od grudnia ub. r.). Z czasem słabość będzie się przenosić na inne części rynku, a w którymś momencie nadejdzie katastrofa.”

Moja „kanarkowa” hipoteza kryptowalut okazała się później przydatna.

Np. w listopadzie 2019 kolejna runda słabość Bitcoina ostrzegała przed późniejszym spadkiem cen akcji na Wall Street, który dał na S&P 500 najsłabszy grudzień od 1931 roku czyli czasu Wielkiej Depresji (-9,2 proc.). O samym BTC/USD, który kosztował wtedy 4871,5 USD pisałem wtedy w blogowym komentarzu zatytułowanym „BTC’s dead, baby, BTC’s dead” tak:

Tak czy siak przynajmniej na krótką metę nasz domniemany kanarek w kopalni wydaje się być nadal całkiem nieżywy.

Obecna bessa na bitcoinie jest już trzecią w jego historii. Podczas pierwszej – z 2011 roku – kurs BTC/USD spadł o 89 proc. Podczas drugiej – z 2014 roku –  kurs spadł o 85 proc. Gdyby obecna bessa była podobna do dwu poprzednich to powinna się skończyć w przedziale 2081-3015 USD. Można to porównać do przedziału 2843-3017 uzyskanego powyżej.

Ostatecznie kurs spadł jednak jedynie do 3236,7 USD i od tamtej pory wzrósł trzykrotnie.

W tej mojej spowiedzi na temat grzechów popełnionych w stosunku do kryptowalut można wspomnieć jeszcze komentarz sprzed 1,5 roku („Bitcoin jako solida?”), w którym porównując zachowanie realnej wartości współczesnych papierowych walut do ewolucji zawartości srebra w monetach używanych w Rzymskim Imperium:

… zasugerowałem, że:

„(…) powstanie Bitcoina i innych kryptowalut to pierwsze zapowiedzi rosnącego zmęczenia społeczeństw trwającą wielką inflacją dotychczas obowiązującej formy pieniądza i pojawiającej się potrzeby znalezienia pieniądza, który gwarantowałby zachowanie wartości w czasie.

BTC spełniał tę rolę do tej pory o wiele za dobrze:”

Ostatni raz pisałem coś na temat Bitcoina 6 dni temu zamieszczając poniższy obrazek:

… komentując go w następujący sposób:

„W tym ujęciu USD/BTC wydaje się być obecnie złapany przez siły popytu i podaży w dosyć wąskim przedziale i w związku z tym raczej nie powinien wykonywać dużych ruchów, dopóki któraś z tych przeciwnych sił nie zwycięży.”

I to chyba tyle. Więcej grzechów nie pamiętam, za niektóre bardzo żałuję.

Za tydzień, mam nadzieję, już regularny – pozbawiony ckliwych wstawek – komentarz na temat ciekawych wydarzeń na rynkach finansowych.

Wojciech Białek, k(no)w future

Komentarze