IKEA decyduje się na obniżkę cen w Europie. I nie jest to gazetkowa promocja, która minie za dwa tygodnie. Klienci, którzy zamierzają urządzać się w szwedzkim gigancie, zdecydowanie odczują różnicę. Firma zdecydowała się przeznaczyć na ten cel ponad miliard euro. Powodów takiej decyzji jest wiele, ale wśród kluczowych można wymienić oszczędność klientów czy rzadsze przeprowadzki. To z kolei doprowadziło do spadku przychodów IKEI przez dwa kolejne lata.
Ludzie rzadziej się przeprowadzają, IKEA traci
Zmiany najbardziej widać w najważniejszym dla IKEI rynku, czyli w Niemczech. Szwedzi obniżyli ceny 1500 produktów. Przykłady? Jeden z flagowców, fotep Poäng spadł ze 179 do 119 euro. W Wielkiej Brytanii regał Kallax potaniał z kolei z 60 do 49 funtów.
IKEA tłumaczy, że może sobie na takie ruchy pozwolić. Wszystko dzięki niższym kosztom energii, większej automatyzacji i zmianom w procesie projektowania części produktów. Innymi słowy, szukają oszczędności po swojej stronie, żeby część z nich oddać klientom poprzez niższe ceny.
To ważne, bo przez ostatnie lata wizerunek IKEI trochę się zmienił. Marka, która przez dekady była synonimem względnie taniego urządzania mieszkania, sama musiała mierzyć się z rosnącymi kosztami. Ceny więc rosły, a klienci zaczęli mocniej kalkulować, czy naprawdę potrzebują kolejnej szafy, stołu albo fotela. A jeśli podjęli decyzję, że tak, to najpierw rozglądali się za tańszymi alternatywami.
Same ceny to jednak niejedyny problem giganta. Inny czynnik to zmieniające się przyzwyczajenia ludzi, którzy coraz rzadziej się przeprowadzają, a co za tym idzie rzadziej się urządzają. Najlepsi klienci to ci, którzy zmieniają lokum i meblują od zera. Taki klient zostawia więcej niż ten, który wpadnie po lampkę, poduszkę czy legendarne szklanki.
IKEA wraca do korzeni i próbuje wrócić do tego, z czym wszyscy kojarzyli ją przez dekady. W oczach mas była sklepem względnie tanim, ale jednak z solidnymi produktami. To jednak ich niejedyny sposób na odwrócenie negatywnego trendu. Od początku roku otworzyli w Europie siedem mniejszych sklepów, dla odmiany bliżej centrów miast. To wyraźne odejście od modelu molochów na peryferiach dużych miast, do których wyjazd oznaczał kilkugodzinną wycieczkę.
Polska też dostanie tańszą IKEĘ?
Nie ma jeszcze informacji, jak duża część europejskiego programu obniżek obejmie również Polskę i które konkretnie produkty potanieją u nas. I czy w ogóle. Wiadomo natomiast, że cały plan jest wart około 1,2 miliarda euro i jest szeroki. Obniżki wprowadzają też sklepy działające chociażby w Turcji, Grecji, na Islandii i krajach bałtyckich.
Dla IKEI to nie jest więc kosmetyczna korekta cennika, tylko próba odbudowania ruchu w sklepach po słabszych latach.
Czytaj więcej w dziale gospodarka na Bithub:
Cieśnina Ormuz zamknięta do listopada? Wiemy dlaczego. NBP podniesie stopy?
Dolar topi złoto i Bitcoina. Barr z Fed sygnalizuje podwyżki stóp w USA