Iran ogłosił, że odkrył nowe, bogate złoża gazu. Zdaniem teherańskiego Ministerstwa Energetyki, zasoby te odpowiadają 15 -letniej produkcji jednego segmentu South Pars – największych na świecie pól gazowych, dzielonych z Katarem. Odkrycie nie mogło chyba nastąpić w lepszym dla Teheranu momencie: gospodarka tego kraju słania się bowiem pod ciężarem sankcji i skutków wojny z USA i Izraelem, zaś irańska kontrola nad cieśniną Ormuz wydaje się coraz bardziej chwiać. Tyle, że pomyślność tych wieści zależy od tego, czy Iran zdoła te złoża skomercjalizować. To jednak wymagałoby lat wysiłku, dostępu do kapitału (utrudnianego przez sankcje) a zwłaszcza zniesienia amerykańskiej blokady morskiej.
Zasobność nowo odkrytych złóż, zlokalizowanych w prowincji Fars, szacowana jest na 7,5 biliona stóp sześciennych (212,4 mld m³). Z tej liczby, przy założeniu współczynnika odzysku rzędu 72–73 proc., ekonomiczny sens miałaby eksploatacja ok. pozostaje 5,7 biliona stóp sześciennych. Złoże zawiera również kondensat gazowy, o wartości szacowanej na kolejne dziesiątki miliardów dolarów. Odkrycia dokonano właśnie teraz, w sierpniu 2026 r. – niewykluczone, że w toku prac mających na celu naprawę szkód po amerykańskich i izraelskich atakach na infrastrukturę wydobywczą i energetyczną, w wyniku których Iran utracił zdolności wydobywcze rzędu około 230 mln m³ gazu dziennie.
Pomimo tego Iran odnotował całkiem solidne przychody z eksportu naftowego. W okresie pomiędzy marcem i lipcem tego roku kraj ten miał ten zarobić na sprzedaży ropy i gazu 7,5 mld dolarów. To mniej więcej o 50 proc. więcej niż w analogicznym okresie roku 2025. Na wynik ten wpływ miały jednak przede wszystkim rekordowe ceny tych surowców, nie zaś większy ich wolumen. Z kolei od połowy lipca – czyli od przywrócenia amerykańskiej blokady morskiej dotyczącej irańskich portów i statków (amerykańskie okręty miały w tym czasie uniemożliwić dotarcie do celu co najmniej 70 jednostkom) – eksport węglowodorów znów raptownie spadł, a zapasy pływające poza strefą blokady zmniejszyły się z 105 do 80 milionów baryłek.
Iran traci najgroźniejszą broń…?
Tymczasem ruch morski przez Cieśninę Ormuz gwałtownie wzrósł – z zaledwie 40 statków dwa tygodnie temu do prawie 200 w ostatnim tygodniu. Stanowi to wzrost o niemal 400%. i wedle licznych komentatorów może oznaczać, że Iran traci swą najskuteczniejszą broń geopolityczną – zdolność jeśli nie do kontrolowania, to w każdym razie zablokowania ruchu statków przez tę strategiczną cieśninę. Większość statków – ponad 80 proc. ładunków płynnych – korzysta z południowego korytarza prowadzącego przez wody terytorialne Omanu, autoryzowanego przez Międzynarodową Organizację Morską, lecz odrzucanego przez Teheran jako naruszenie jego suwerenności, wobec wysuwanych przez Iran roszczeń do całości akwenu cieśniny.
Wiele, jeśli nie wszystkie z grona statków, które zdecydują się na przepłynięcie cieśniny, czynią to w trybie tzw. ghost transits. Oznacza to, że jednostki te „znikają” z pola widzenia – wyłączając transpondery AIS, wprowadzając reżim ciszy radiowej, a najczęściej także płynąc nocą i bez sygnalizowania pozycji – by „pojawić” się po drugiej stronie Ormuzu. Znaczna część korzysta także z eskorty amerykańskich okrętów, choć z różnych doniesień wynika co innego na temat skali ochrony, jaką tankowcom jest w stanie zapewnić amerykańska flota. Jeśli chodzi o tę ostatnią, to bodaj największe znaczenie miały jej operacje antyminowe w ostatnich tygodniach – nawet jeśli doniesienia z Waszyngtonu o całkowitym oczyszczeniu akwenu z min są przedwczesne.
Stacja benzynowa – arbiter ostateczny
Ze swej strony władze irańskie zaprzeczyły tym doniesieniom. Informacji o ożywieniu ruchu w cieśnienie Ormuz mają także nie potwierdzać dane z namiaru jednostek. Tyle, że te ostatnie są w tej sytuacji mało wiarygodne, skoro większość statków wyłącza systemy śledzenia. Iran zaś, z przyczyn politycznych, nie może przyznać, że blokada traci skuteczność, sam bowiem pozbawiłby się w ten sposób strategicznego argumentu. Z irańską wersją oficjalną nie koresponduje też fakt, że irańskie władze wydają coraz ostrzejsze pogróżki pod adresem statków omijających blokadę cieśniny (m.in. grożąc ich armatorom m.in. konfiskatą jednostek) – to bowiem oznacza, że jest komu grozić, a zatem w istocie jednostek morskich skutecznie pokonujących Ormuz zrobiło się więcej.
Z drugiej jednak strony, trudno także popadać w optymizm – a także ślepo ufać wersji oficjalnej drugiej strony. Gdy bowiem Iran twierdzi, że blokada cieśniny jest nadal zupełnie szczelna, Stany Zjednoczone deklarują, że szlak morski przez cieśninę został całkowicie otwarty. I jedna, i druga wersja zakrawa tutaj na niewątpliwą przesadę. Obecny poziom ruchu statków kształtuje się na około 20 proc. stanu sprzed wojny, gdy przez przesmyk przepływało około jednej piątej światowej ropy morskiej. To, jak bardzo udało się w rzeczywistości o0dblokować tę krytyczną trasę morską, będzie można niedługo stwierdzić, korzystając z niezawodnego kryterium – cen na stacjach benzynowych.