Trzecia strategiczna cieśnina do zamknięcia? Turcja „ogranicza” dostęp do Morza Czarnego

W sobotę Turcja de facto zamknęła cieśniny Bosfor i Dardanele dla części ruchu handlowego w kierunku Morza Czarnego. Tym samym – odcinając dostęp do tegoż morza dla wspominanego ruchu. W sensie formalnym nie wprowadzono, co prawda, sztywnych restrykcji ani nie informowano o zamknięciu cieśnin. Tamtejsza Dyrekcja Generalna Bezpieczeństwa Wybrzeża wstrzymała jednak wydawanie pozwoleń na tranzyt dla płynących na północ jednostek lub też przewleka rozpatrywanie wniosków o takie pozwolenia.

Oficjalnie nie podano także przyczyn tego postępowania. Nieoficjalnie powodem była „troska o bezpieczeństwo”, wywołana rzekomo przez obserwowaną niedawno eskalację ataków dronowych, tak tych rosyjskich, jak i ukraińskich, na statki cywilne znajdujące się na akwenie Morza Czarnego. Tyle, że ta troska wydaje się mieć nieco wybiórczy charakter. Odmowy i opóźnienia dotyczyć bowiem mają jednostek zmierzających do portów rosyjskich (Noworosyjsk, Taman, Rostów nad Donem) i ukraińskich (gł. Odessa, Piwdennyj i Czornomorsk).

Nie objęły one natomiast ani ruchu morskiego zmierzającego do Bułgarii i Rumunii, ani też – co w sumie oczywiste – statków płynących do portów na wybrzeżu pontyjskim (północna Turcja). Jak zatem nietrudno się domyśleć, nie chodzi w rzeczy samej o bezpieczeństwo, co o zagrożenie dla tureckich interesów. Od początku roku Morze Czarne stało się areną regularnych starć: Ukraina atakuje rosyjskie rafinerie, terminale naftowe i zmierzające do nich statki (zwł. tankowce). Rosja odpowiada uderzeniami na ukraińskie porty oraz infrastrukturę do eksportu zboża – a także naturalnie jednostki morskie.

Geopolityczna perswazja

W tym wzajemnym „dronobiciu” i wynikającym zeń chaosie, w ramach którego w ostatnich miesiącach doszło już do stu kilkudziesięciu ataków na statki w wykonaniu latających lub pływających bezzałogowców, siłą rzeczy cierpią także jednostki neutralne. W tym te tureckie: zaledwie w ciągu ostatnich kilku dni doszło do pięciu rosyjskich i ukraińskich uderzeń na takie statki. W dwóch przypadkach były to statki tureckie (Nadezhda i Yasar). W obydwu przypadkach ranni zostali tureccy marynarze, wywołując oczywiste protesty Ankary. A także, jak się właśnie okazuje, nie tylko protesty.

Jest logiczne, że Ankara może chcieć w ten sposób wyrazić swój sprzeciw zarówno Rosji, jak i Ukrainie. Nie oznacza to nagłego pogorszenia stosunków – Turcja z obydwoma tymi krajami zachowuje je poprawne – mogło jednak wiązać się z koniecznością politycznego zachowania twarzy przez tureckie władze, zwłaszcza wobec własnego społeczeństwa. Efektem tego jest jednak sytuacja, w której kolejna krytycznie istotna cieśnina strategiczna na świecie – obok Ormuzu i Bab Al-Mandab – staje się częściowo lub całkowicie zablokowana. Z tych samych przyczyn – wykorzystania jej jako narzędzia geopolitycznej presji.

Narzędziem, które daje Turkom możliwość manipulowania ruchem w cieśninach Bosfor i Dardanele, pozostaje konwencja z Montreux z 1936 roku, która przyznała temu krajowi wyłączne prawo do zarządzania tranzytem statków zarówno w czasie pokoju, jak i w warunkach wojennych. Korzystając z tych uprawnień, Turcja już w 2022 roku zablokowała możliwość przejście okrętów wojennych obydwu państw zaangażowanych w konflikt. Teraz pod pretekstem „zagrożenia bezpieczeństwa”, powoli dołącza do tego grona także ruch cywilny.