Przyszłość pisana kodem – co czeka gospodarkę?

Dzisiejszy artykuł będzie dotyczył sytuacji gospodarczej od pozytywnej strony.  Brzmi nietypowo? Sądzę, że bardzo. Czy ktokolwiek mógłby się porywać na pozytywną narrację w tej chaotycznej rzeczywistości ? Owszem, ja bardzo chętnie to zrobię. Zapraszam na kolejną odsłonę #Alternatywki_Ekonomicznej pod tytułem „Przyszłość zapisana kodem – co czeka gospodarkę?”.

Zacznijmy od podstaw

Produkt krajowy brutto to miernik wartości wytworzonych na terenie kraju dóbr i usług. Jest kilka sposobów obliczania go, jednak ja skupię się na jednym konkretnym. PKB dla ramy pojęciowej tego tekstu będzie to suma wartości dodanej, występującej we wszystkich gałęziach produkcji narodowej.  Teraz kolejne pojęcie niezmiernie ważne dla zrozumienia przesłania artykułu  – wartość dodana. Prosty przykład, weźmy drewno za 200 zł, dodajmy pracę ludzką za 300 zł i sprzedajmy mebel za 1000 zł. Wartość dodana to 500 zł. Teraz zsumujmy te wartości ze wszystkich sektorów gospodarki i oto przepis na PKB.

Przejdźmy dalej

Czym jest sufit finansowy? Wygląda on dwojako. Jeśli mówimy o usługach, to pojawia się on np. wtedy,  gdy pracujemy za konkretną stawkę godzinową. Przyjmijmy 40 zł za godzinę, 8 godzin dziennie. Oznacza to, że pracownik z przykładu  zarobi 320 zł dziennie. Co jeśli chce zarobić więcej? Pracuje np. 10 godzin i ma 400 zł. Niestety, szybko się kończą możliwości zwiększania zarobku, ponieważ dana osoba nie jest w stanie pracować dłużej i mamy „sufit”.

Dla produktów ma on bardziej strukturalne podłoże. Jeśli zasadzimy marchew, to możemy ją sprzedać lub zrobić z niej sok i sprzedać. Drugi opcja oznacza dodanie pewnej wartości w procesie produkcyjnym. I tu mamy kolejny sufit finansowy. Zasadniczo nic więcej nie możemy z ową marchewką zrobić, więc nie możemy pomnażać zer na koncie z tej konkretnej marchwi.

Limitowane dochody

Teraz wyciągnijmy przed nawias pewne cechy. Wymieniony produkt i usługę cechuje przede wszystkim strukturalna ograniczoność. Za każdym razem musisz wymieniać coś za coś. W przypadku usług wymieniasz limitowany czas na pieniądze. W produktach wymieniasz ograniczoną ilość produktu na konkretną ilość pieniędzy. Dodawanie wartości jest wykonalne, ale też jest z góry ograniczone. Jeśli zrobi się sok, aby zwiększyć wartość zebranych marchwi , to praktycznie kończą się dalsze opcje zwiększania wartości soku (tego konkretnego, z tej jednej omawianej marchwi). Jaki upgrade można tu jeszcze wprowadzić? Zawsze będzie jakaś meta tych działań.

Life hack gospodarki

Czy w każdym przypadku pomnażanie wartości dodanej ma charakter limitowany? Czy zawsze trzeba ponosić przy tym koszty? Oczywiście, że nie. Państwa najwyżej rozwinięte, znajdujące się w peletonie gospodarek światowych dobrze o tym wiedzą. Przyjrzyjmy się np. programowaniu. Programista koduje określone sekwencje znaków. Na dany moment nie ponosi on kosztów z tym związanych (nie wliczam laptopa czy pieniędzy wydanych wcześniej na naukę tej umiejętności). Powstaje gotowy produkt w postaci oprogramowania. Jest on nabywany przez co raz to kolejnych użytkowników. Nie trzeba nad nim dalej pracować (pomijając aktualizacje). Niematerialny wytwór istnieje w  wirtualnej rzeczywistości i „zarabia na programistę”, a nie na odwrót. Jeśli chce się dalej pomnażać przychód to tworzy się kolejne programy i strumienie się dywersyfikują.

Inny przykład

Zastanówmy się nad nieruchomościami.  Inwestor nabywa mieszkanie i ponosi jego koszt jeden raz. Następnie może je wynająć, zrobić flipa i sprzedać drożej lub wystawić na wyszukiwarce hoteli. Ma różne opcje, a produkt, który dostarcza w postaci gotowego mieszkania, nie wymaga nieustannych ingerencji (pomijając okresowe remonty itd.). Kluczem jest to, że omawiana osoba nie musi poświęcać 8 godzin dziennie na doglądanie tego mieszkania. Wcześniej inwestor zarabiał na środek trwały, dziś „mieszkanie zarabia na niego”.

Czas na model

Powyższe przykłady symbolizują odpowiedź na wyzwania współczesnego świata. Jest to gospodarka oparta na wiedzy oraz przedsiębiorczości. By dynamizować rozwój należy również dodać do powyższych innowacje. Na zobrazowanie tego proponuje prosty model:

ekonomia po pandemii = a0 + a1*A + a2*B + a3*C + ε

gdzie:

A – pomnażanie wartości dodanej w sposób nieograniczony poprzez wiedzę i specjalizację

B – pomnażanie wartości dodanej w sposób nieograniczony poprzez przedsiębiorczość

C – innowacyjność gospodarki

ε – pozostałe sektory pomnażające wartość dodane w sposób ograniczony.

Polska a innowacje

SII (Summary Innovation Index) jest wskaźnikiem innowacyjności gospodarki na tle innych krajów Unii Europejskiej. W 2019 roku Polska została sklasyfikowana na 25 miejscu z wynikiem 61,1 pkt. Dla porównania pierwsza w zestawieniu jest Szwecja z wynikiem 147,74. Polska struktura w  zatrudnienia w 2016 roku to 10,6 % w rolnictwie, przemysł 31,2 % oraz usługi 57,9 %. Produkujemy głownie części do maszyn, aut, meble i tworzywa sztuczne, a następnie handlujemy z naszymi sąsiadami. Takie podejście na rozwój na poziomie 3-5 % na przestrzeni ostatnich 5 lat. Z ciekawostek wspomnę, że jesteśmy rekordzistami Europy pod względem rozwoju od 89’. Nasz wynik to aż 826,96% licząc od tamtej daty.

Zmiana paradygmatu

Do lutego żyliśmy sobie w swoim folklorze gospodarczym. Wszystko było poniekąd constant, te same problemy, podobne tempo rozwoju co kwartał, najwyższy poziom zatrudnienia w usługach i korporacjonizm pełną parą. Wtem przyszedł wirus, który wykładniczo zaczął się namnażać i doprowadził do lockdownu społeczeństwa. Gospodarka stanęła, strat nie da się oszacować, wiadomo tylko, że będą wielkie. Obudziliśmy się w nowej rzeczywistości, która niesie za sobą nowe wyzwania.

„Wyzwania” to pewien eufemizm, którego się dopuściłem. Właściwszym słowem są nowe „przymusy” dostosowania się. Według wszelkich predykcji płynących z różnych źródeł gospodarka ulegnie gwałtownej cyfryzacji. Wielu ludzi nie wróci do pracy biurowej. Powstaną systemu platformy coworkingowe dla pracowników, a na halach produkcyjnych zagoszczą roboty. I my jako kraj z naszym najniższym wskaźnikiem SII będziemy zobligowani do wykonania kroku w kierunku tych zjawisk. Gospodarka zostanie w większym stopniu oparta na wiedzy i specjalizacji.

W tym momencie cała ekonomia stoi przed przymusem odnalezienia wspomnianych źródeł pomnażania wartości dodanej, głownie w sektorze technologicznym.  Wynika to z faktu, że nie wiemy kiedy zostanie dopuszczona szczepionka. Biznesy nie mają innego wyjścia niż wykonać kroki w stronę rozwoju.

Historia mechanicznego krosna

Do  1786 w manufakturach tkano ręcznie. Gdy pojawiły się pogłoski o wynalezieniu krosna mechanicznego, ludzie bali się o stratę pracy. Skoro ma ich zastąpić maszyna, to zostaną bezrobotni – taka była ich logika. Krosna wprowadzono, a ludzie pracy nie stracili. Po prostu się wyspecjalizowali. Tego wymagała sytuacja. Dalej produkowali, po prostu tworzyli więcej produktu. Pracowali lżej, a rozmiary produkcji się zwielokrotniały.

Nie bójmy się nowej rzeczywistości

Dostosowanie się do nowego schematu uwarunkowane jest rozwojem swoich umiejętności. Teraz, gdy cały świat ma pod górkę, wszyscy stajemy się w pewnym stopniu konwegrentni względem siebie, bo każde państwo zmaga się z tym samym problemem. Gospodarka krajowa może zyskać zupełnie nową jakość. Inne źródła wartości generowania wartości dodanej – tej nieograniczonej. Trzeba się dostosować do nowych warunków nabywać nowe umiejętności i wychodzić poza strefę komfortu.

Należy też pamiętać, ze pewne zawody zawsze zostaną, ponieważ wymagają obecności człowieka. Kierowcy, budowlańcy, rzemieślnicy – wszystkie prace fizyczne, które niestety, ale posiadają sufit czasowy. Po prostu – nawiązując do wstępu. Pozytywem jest to, że musimy się rozwinąć i wprowadzić nauczyć się obsługi i wykorzystania „mechanicznych krosien” naszych czasów.

Będzie to wymagało nakładów i inwestycji, ale historia wielokrotnie pokazała, że właśnie w ten sposób wychodzi się obronną ręką z kryzysu. W 36’, gdy Polska zmagała się ze skutkami Wielkiego Kryzysu, zainwestowano potężne środki w budowę Centralnego Okręgu Przemysłowego, co okazało się wielkim sukcesem pod względem potencjału gospodarczego. Była to odpowiedź na rzeczywistość tamtych czasów. Na topie był przemysł ciężki, więc do tego się dostosowano.

Podsumowując

Dziś odpowiednikiem tamtejszego przemysłu ciężkiego jest robotyzacja, SI czy też systemu samouczące się. Czy sprostamy wzywaniom nowego paradygmatu? Trzeba wierzyć, że tak i samemu dbać o rozwój swoich kompetencji, by móc wnieść wkład w budowanie nowego dobrobytu.

Zapraszam do lektury artykułu o suszy w Polsce, pozdrawiam i życzę wytrwałości w kwarantannie.

EkonomiaGospodarkakryzys gospodarczypkbprodukt krajowy bruttoprogramowanieprzedsiębiorczośćprzyszłośćwartość dodana
Komentarze (0)
Dodaj komentarz