UE kapituluje przed rynkiem: zakaz arktycznej ropy, gazu na śmietnik

UE kapituluje przed rynkiem: zakaz arktycznej ropy, gazu na śmietnik

Unia Europejska chyłkiem wycofuje się ze swoich wcześniejszych deklaracji dotyczących radykalnych restrykcji wymierzonych w pozyskiwanie i sprzedaż ropy naftowej i gazu ziemnego ze źródeł arktycznych. Deklaracje te – jak zwykle motywowane radykalnymi hasłami klimatycznymi – określano jako „ambitne” w wypowiedziach przedstawicieli samej UE oraz ich apologetów, choć zdaniem krytyków bardziej zasługiwały na miano „obłąkanych”. Okazuje się, że elementarne potrzeby gospodarki okazały się ważniejsze niż zielone wizje roztaczane w Brukseli.

W 2021 r. Bruksela ogłosiła, że ropa, węgiel i gaz „pozostaną w ziemi” w regionach arktycznych. Co prawda UE nie ma jurysdykcji nad terenami arktycznymi, dążyła jednak do przyjęcia multilateralnego zobowiązania prawnie zakazującego dalszego zagospodarowywania złóż w Arktyce – a nawet kupowania z nich surowców. Planowane retorsje UE dotyczyć miały ropy i gazu pochodzących „z Arktyki”, czyli w praktyce tych dostarczanych przez Norwegię (względnie przez Rosję, ale od dostaw z tego kierunku kraje Unii dystansują się jeszcze mocniej, z oczywistego powodu). Norwegia jednak od miesięcy sprzeciwiała się temu – a to nordyckie królestwo znalazło się w ostatnim czasie w pozycji umożliwiającej wywarcie istotnego nacisku na Brukselę.

Ta oczywiście długo twierdziła, że ideologiczne cele klimatyczne są ważniejsze i nie może być mowy o odstępstwie od nich. Jeszcze we wrześniu Komisja Europejska przekonywała, że plany unijnego moratorium na nowe odwierty ropy i gazu na wodach arktycznych na pewno nie będą naruszone. Okazuje się, że jednak będą. W projekcie unijnej strategii arktycznej, która ma zostać ogłoszona we wtorek, 20 października, a która przeciekła do obiegu medialnego, pomysły forsowania moratorium w dyplomatyczny sposób znikają. Twarde zakazy importu surowców z nowych koncesji gazowych i naftowych zastąpić mają slogany stwierdzające, że UE „będzie priorytetowo traktować” OZE i węglowodory spoza Arktyki.

Co biorąc pod uwagę, że to nie UE decyduje o polityce energetycznej i importowej, lecz poszczególne państwa członkowskie, czyni te deklaracje miałkimi i pozbawionymi wartości.

UE grozi palcem – bo nic więcej nie może

Naturalnie UE nie rezygnuje z forsowania ideologicznych celów tak głęboko zakorzenionych w myśleniu unijnych elit z czystej dobroci, czy tym bardziej z powodu rzetelnej, utylitarnej analizy potrzeb krajów Europy. Bruksela została do tego w dużej mierze zmuszona przez Norwegów – którzy, jak wspomniano, mają obecnie nader silną pozycję negocjacyjną. Norwegia pokrywa blisko jedną trzecią unijnego importu gazu, ratując zaopatrzenie w paliwa krajów Starego Kontynentu po tym, jak dostawy z regionu Zatoki Perskiej zostały zakłócone w wyniku wojny. Norweski rząd zapowiedział bez ogródek, że kraj ten będzie prowadzić nowe wiercenia niezależnie od stanowiska UE lub politycznej krytyki ze strony kręgów pro-ekologicznych.

Norweskie plany obejmują zagospodarowanie nowych, głębokowodnych złóż ropy i gazu na obszarach wcześniej uznawanych za wrażliwe, z pominięciem unijnych postulatów o przekształceniu kraju w „zieloną baterię Europy”. Produkcja norweskiej ropy i gazu w 2025 roku przekroczyła 230 milionów metrów sześciennych ekwiwalentu ropy dziennie, a prognozy na 2027 zakładają dalszy wzrost o 4–6 procent dzięki nowym odwiertom. W ubiegłorocznej rundzie licencyjnej Oslo przyznało pięć koncesji wydobywczych w Morzu Barentsa, a w 2026 r. otworzyło 38 kolejnych bloków do wniosków. Całą rundę APA 2026 rozszerzono o 70 bloków — 22 na Morzu Północnym i 10 na Norweskim.

Unijne dokumenty strategiczne z lat 2021–2024 zakładały ograniczenie eksploatacji Arktyki jako elementu polityki klimatycznej. Jak się jednak okazało, UE nie ma nie tylko narzędzi, by wymusić realizację tych planów, ale też opłacalnych alternatyw, jeśli chodzi o dostawy paliw. Bruksela ten fakt w końcu dostrzegła – zajęło jej to jedynie 5 lat.