Chcecie dostępu do minerałów? Kupujcie śmieciową walutę. Rząd chce przejąć przychody wydobywców

Chcecie dostępu do minerałów? Kupujcie śmieciową walutę. Rząd chce przejąć przychody wydobywców

Bank Centralny Demokratycznej Republiki Konga chce, by w kraju płacono frankami, a nie dolarami – także podwykonawcom górniczym. I w tym celu zamierza przymusić działające w tym kraju podmioty wydobywcze, by – prócz wszystkich innych, nierzadko znaczących obciążeń fiskalnych – te dodatkowo wymieniały 30 proc. swych przychodów z wydobycia w kraju na franki kongijskie. Brzmi to dość niewinnie, jak wymóg zgoła techniczny, jednak biorąc pod uwagę jakość waluty emitowanej przez Kongo. w istocie może to stanowić próbę przejęcia zasobów tych firm przez polityków z Kinszasy.

Skala problemu, jaki te pomysły mogą wywołać, jest spora. DR Konga to z jednej strony jeden z najzasobniejszych w surowce mineralne krajów na Ziemi, największe na świecie źródło kobaltu (ok. trzech czwartych wydobycia globalnego) i tantalu (ponad połowa światowej produkcji), a także drugi na świecie producent miedzi, której cena bije historyczne rekordy (ok. 14,5 tys. dolarów za tonę). Miedź odpowiada przy tym za blisko 80 proc. wartości eksportu kraju, kobalt zaś za ok. 11 proc. Łącznie tylko w w 2024 r. górnictwo wygenerowało 40 proc. PKB w 2024 r., i blisko połowę budżetu w 2023 r.

Z drugiej strony, całe to bogactwo naturalne dalece nie koresponduje ze stopniem rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego kraju. Kongo to kraj tyleż ogromny, co rozrywany przez nieustanne waśnie etniczne, rebelie i wojny wewnętrzne, niestabilny i nieudolnie rządzony, toczony przez ogromną korupcję. Ogromne zyski z wydobycia – między 2023 a 2025 r. wydobywcy wyeksportowali minerały warte 93 mld dol. – a zwłaszcza sute podatki, prowizje i inne ciężary, które nakładają kongijskie władze, najczęściej znikają w kieszeniach tych ostatnich oraz tworzących je polityków, w mizernym stopniu przekładając się na rozwój kraju.

Kup pan cegłę franka kongijskiego

Nie znaczy to jednak bynajmniej, ze fiskalne apetyty tych ostatnich są przez to mniejsze. Wprost przeciwnie. Kongo narzuca prawny przymus „repatriacji” co najmniej 60 procent (!) zysków osiąganych przez firmy wydobywcze do tego kraju (we wspomnianym okresie między 2023 a 2025 r. były to 54 mld dol. – choć w kongijskiej gospodarce bynajmniej nie widać wpływu obecności tych pieniędzy). Teraz władze wpadły na kolejny pomysł, w jaki sposób jeszcze bardziej „docisnąć” podmioty, od których kapitału technologicznego i organizacyjnego zależy podstawa krajowego PKB – właśnie przez przymus zakupu lokalnej waluty.

Tymczasem frank kongijski, oficjalny pieniądz fiat emitowany przez DR Konga, ma zasłużenie podłą reputację. W okresie hiperinflacji w latach 90′ jej poziom wyniósł 24 tysiące procent – i nie ma żadnych gwarancji, że po jej wycofaniu i ponownym wprowadzeniu w 1997 r. to się nie powtórzy. Tę ostatnią opinię podziela zresztą, jak się wydaje, większość osób zamieszkujących Kongo. I choć pod koniec 2025 r. doszło do raptownego i nietypowego umocnienia się franka (o 27 proc.), to jeszcze dwa lata temu inflacja wynosiła ponad 23 proc., w tym roku ma zaś osiągnąć 8,9 proc.

Kongo chce zastąpić dolary – ale nie bardzo ma czym…

Umocnienie się” jest zresztą pojęciem względnym – obecnie 100 franków kongijskich jest warte całe 0,043 dolara. W efekcie obecny obieg finansowy w tym kraju jest całkowicie zdominowany przez dolara – ok. 90 proc. depozytów i ponad 97 proc. kredytów jest denominowanych w walucie amerykańskiej – zaś posługiwania się rodzimym pieniądzem bez pokrycia unikają nawet obywatele Konga. W tych warunkach przymuszanie podmiotów wydobywczych, aby wymieniały 30 proc. przychodów na praktycznie bezwartościową poza granicami tego kraju walutę, niewiele różni się od konfiskaty owych 30 proc. zysków.

To zresztą władzom i tak nie wystarcza, i chcą też one przycisnąć własnych obywateli. Rząd chce bowiem wprowadzenia przymusu płatności za edukację, opiekę medyczną, media i czynsze wyłącznie we frankach. Od kwietnia 2027 roku płatności dolarowe mają być możliwe wyłącznie w formie bezgotówkowej, kartą lub przelewem – tak, by władze je kontrolowały. Oczywiście pod warunkiem, że w praktyce uda się ów zakaz gotówki wyegzekwować, co w państwie z długą historią niestabilnych i autorytarnych rządów, wysokiej inflacji. emisji pieniądza bez pokrycia oraz powszechnej korupcji, jest dość wątpliwe.