Urzędniczy błąd wywoła braki na rynku kluczowego metalu? Eksporterzy ostrzegają

Urzędniczy błąd wywoła braki na rynku kluczowego metalu? Eksporterzy ostrzegają

Biurokratyczny chaos w systemie celnym Demokratycznej Republiki Konga zagroził właśnie dostawom kobaltu na skalę globalną. ARECOMS, kongijski regulator strategicznych minerałów, wyznaczył bowiem termin… 5 lipca jako ostateczny moment na wykorzystanie pierwszych półrocznych limitów eksportowych przyznanych na kobalt. Nietrudno przewidzieć rezultat: od 60 do 75 procent podmiotów górniczych nie dotrzyma tego terminu, zaś platforma celna zablokowała możliwość rejestracji deklaracji wywozowych już od 1 lipca. Przyczyna tego paraliżu brzmi jak żart z urzędniczego koszmaru – brak formalnego zawiadomienia ze strony ARECOMS upoważniającego urząd celny do kontynuowania przetwarzania kwot eksportowych.

Skutki tej z pozoru błahej usterki administracyjnej mogą okazać się bardzo kosztowne (i liczone w miliardach dolarów). Szacunki branżowe wskazują na ryzyko przerwania dostaw sięgających 20 tysięcy ton metalu, co przy obecnych notowaniach przekłada się na stratę rzędu 1,1 miliarda dolarów. W skrajnych przypadkach – jak donoszą źródła zbliżone do CMOC, największego światowego producenta – przedsiębiorstwa mogą utracić niemal całość drugiego kwartalnego limitu eksportowego na kobalt. Ceny tego metalu, które od lutego 2025 roku wystrzeliły w górę o 160 procent, osiągając poziom 57 320 dolarów za tonę, zdają się ignorować te perypetie biurokratyczne, choć to właśnie one mogą wkrótce zdecydować o dostępności surowca.

Za zamieszanie odpowiada system kwotowy, wprowadzony przez władze w Kinszasie (d. Leopoldsville) w miejsce zniesionego już embarga eksportowego, oficjalnie obowiązującego od lutego do października 2025 roku. Ówczesny zakaz, oficjalnie motywowany chęcią ograniczenia nadpodaży, w praktyce stanowił precyzyjnie wymierzony cios w chińskie konglomeraty górnicze i ich zapędy monopolistyczne. Te, reprezentowane przez takie podmioty jak CMOC Group, otworzyły w ostatnim czasie dwie nowe, wielkoskalowe kopalnie, potrajając wolumeny wydobycia w stosunku do konkurentów – na przykład szwajcarskiego Glencore, które – choć pozostaje drugim co do wielkości producentem na świecie – znacząco ustępuje chińskim operatorom.

Kobalt jako broń geopolityczna

ARECOMS narzucił roczne limity eksportowe na poziomie 96,6 tys. ton na lata 2026-2027, przy czym na ostatnie miesiące 2025 roku przewidziano możliwość wywozu zaledwie 18 125 ton. Te restrykcje mają o tyle wielkie znaczenie, że kobalt trafiający na rynki światowe w 70 procentach pochodzi z DR Konga. Paradoks polega na tym, że Chiny, które kontrolują większość kongijskiego wydobycia – i głośno krytykują ograniczenia narzucone przez Kinszasę – jednocześnie same narzucają ostre restrykcje eksportowe na przetworzone metale przemysłowe, utrudniając zaopatrzenie konkurentów, przy jednoczesnym zachowaniu monopolistycznej pozycji w rafinacji i obróbce rud.

Tymczasem kongijski rząd – który negocjuje współpracę górniczą z Amerykanami przy okazji pośrednictwa Waszyngtonu w rozmowach pokojowych z Rwandą – wyraźnie dąży do zróżnicowania odbiorców swoich surowców, nie chcąc pozostawać na łasce jednego, dominującego partnera. Zwłaszcza takiego jak Chiny. Tym większym blamażem byłoby, gdyby ta strategia – a przy okazji także dostawy kobaltu na rynki globalne – doznały gwałtownego zakłócenia nie w wyniku świadomej decyzji, lecz biurokratycznego bezwładu i niekompetencji. Obecnie w magazynach eksportowych w Kongu zalega kobalt o wartości około 1,5 miliarda dolarów. Przedstawiciele firm górniczych apelują do rządu w Kinszasie o wydłużenie terminu o co najmniej miesiąc.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!