Kryptowaluty miały być zdecentralizowane, wolne i obalić system. A teraz wszyscy czekają, aż system je ureguluje
Sytuacja wokół CLARITY Act pokazuje dosyć ciekawy paradoks. Otóż nie trzeba było wielu lat, by kryptowaluty z bycia zdecentralizowaną i wolną walutą stały się czymś zupełnie przeciwnym, a inwestorzy zaczęli wręcz błagać o ich uregulowanie.
Za początek ery kryptowalut uznaje się 2009 rok, gdy powstała najbardziej znana kryptowaluta – Bitcoin. Tym co sprawiło, że kryptoaktywa zyskały tak wielką popularność, było to, że są zdecentralizowane i wolne od jakiejkolwiek kontroli państwa. Nierzadko pojawiały się głosy, że to właśnie Bitcoin i inne kryptowaluty obalą stary system finansowy i przywrócą człowiekowi wolność. I może w pierwszych latach faktycznie można było w to uwierzyć, ale im dalej w las, tym bardziej widać, że to tylko naiwna wiara wszelkiej maści antysystemowców. I jak zwykle w ich przypadku bywa, kończy się zupełnie odwrotnie.
Inwestorzy czekają na CLARITY Act. A przecież kryptowaluty miały być wolne od regulacji!
Jest rok 2026, od powstania Bitcoina minęło już 17 lat. Czym dzisiaj żyje społeczność kryptowalutowa na całym świecie? A no Clarity Act. A czym jest Clarity Act? Ustawą regulującą rynek kryptowalut w Stanach Zjednoczonych. A przecież kryptowaluty miały być wolne od wszelkich regulacji i ręki „kapitana państwo”. No proszę, a jednak nagle wszyscy czekają z niecierpliwością, aż twórcy tego złego systemu się dogadają i uregulują „wolną od regulacji” walutę. Ma to sens, prawda?
Rozwiązanie tego paradoksu jest banalnie proste. Ludzie, którzy wybrali kryptowaluty ze względu na wcześniej wymienione cechy, stali się po prostu kroplą w morzu wszystkich inwestorów. Dzisiaj w krypto może zainwestować niemal każdy, więc mechanizm jest tutaj bardzo prosty. Idealiści zostali przykryci przez tych, dla których jedyne co się liczy, to zysk. Bądźmy szczerzy, jeśli ktoś wpakował oszczędności w kryptowaluty, to nie będzie przecież sprzeciwiał się regulacjom, których przyjęcie może spowodować kolejny skok cen, a tym samym zyski dla niego.
To trochę jak z robieniem biznesów z Rosją – przecież każdy przez lata wiedział, że Rosja jest zła, ale dopóki rosyjskie pieniądze wpadały na konto, to przymykał na to oko. Business as usual jak to mawiają na zachodzie. I może jest to dosyć mocno przesadzone porównanie, ale idealnie oddaje to, jak od lat działa świat i że pieniądze zasłaniają nam ideały. I może to dobrze, a może to źle, niech każdy oceni po swojemu.
Świat się nigdy nie zmieni. Kryptowaluty też są wykorzystywane do brudnych zagrywek.
Oczywiście nie wskazujemy, że wszyscy inwestorzy liczą tylko na zysk i regulacje są im obojętne. Są też tacy, którzy widzą potrzebę uregulowania prawnego tego rynku i wiedzą, że to nie do końca jest czysta gra. Pranie brudnych pieniędzy, omijanie sankcji, zlecanie morderstw, można by tak wymieniać przykłady złego wykorzystania krypto. I choć na początku mówiło się, że regulacji nie będzie, to świat szybko udowodnił, że tu od wieków nic się nie zmienia i każdą pozornie dobrą rzecz można wykorzystać do czegoś złego.
Gdy powstawały pierwsze dwa samochody, też nikt nie myślał nad tworzeniem przepisów ruchu drogowego. A potem te dwa samochody się ze sobą zderzyły i ktoś pomyślał – „kurde, a może jednak wypadałoby jakoś temu zapobiec na przyszłość?”. I tak samo jest z krypto. Dopóki nie dobrały się do nich wszelkiej maści grupy przestępcze i oszuści, to regulacje nie były potrzebne. Teraz każdy widzi, że oprócz swoich plusów, krypto mają też minusy, za którymi stoją źli ludzie. A koniec końców, żyjemy w społeczeństwie i te bezpieczniki trzeba zamontować, by mniej osób na tym ucierpiało.
Przeczytaj również:
CLARITY Act bez większości w senacie! Wracamy do punktu wyjścia
Haker ukradł 7,8 mln dolarów, ale miał pecha. Ubiegł go bot na Ethereum i zeżarł mu cały łup
Zondacrypto nie pomogła. Zostawił swój podmiot z problemami