Tradycyjne wskaźniki giełdowe kłamią? AI wywraca Wall Street do góry nogami
Zgodnie z tradycyjną nauką giełdową spadek głównego indeksu giełdowego o 20% od niedawnego szczytu automatycznie oznacza wejście w fazę bessy. Szybkie wzrosty oraz gwałtowne wyprzedaże wywoływane przez rewolucję sztucznej inteligencji zaczynają jednak podważać użyteczność tego określenia.
Analitycy finansowi coraz głośniej dopytują, jak należy nazywać sytuację, w której dany wskaźnik niemal każdego dnia zalicza olbrzymie skoki i spadki, a jednocześnie w skali całego roku generuje astronomiczne zyski.
Rozchwiane wskaźniki i bezużyteczna nomenklatura
Główny strateg rynkowy w firmie B. Riley Wealth zauważa, że stosowanie dawnych pojęć w odniesieniu do tak zmiennych aktywów jest niczym innym przejawem lenistwa nazewniczego. Przykładów tego rodzaju zjawiska w ostatnim czasie mieliśmy zresztą wiele – dotknęły one takie indeksy techniczne, jak Philadelphia SE Semiconductor Index czy południowokoreański KOSPI. Przypomnijmy, że latem oba wskaźniki formalnie weszły w obszar bessy, spadając o ponad 20% od swoich lokalnych szczytów. Jednocześnie nawet w dołkach wyprzedaży ich notowania pozostawały na plusie – w ujęciu rocznym odpowiednio o 46% i 25%. Wszystko to miało miejsce za sprawą wcześniejszych trzycyfrowych rajdów wzrostowych. Trudno więc nazywać niedźwiedziem rynek, który w dalszym ciągu przynosi inwestorom tak wysokie stopy zwrotu.
Stratedzy firmy Interactive Brokers zwracają uwagę, że tradycyjne definicje mają sens w odniesieniu do szerokiego rynku. Nie mają one jednak praktycznego zastosowania przy indeksach doświadczających wręcz parabolicznych wzrostów. I w tym właśnie problem, bo błędna interpretacja korekty może mieć opłakane skutki dla portfela,
Dlaczego inwestorzy potrzebują nowych mierników?
Jeszcze do niedwna klasyczna bessa na amerykańskim rynku akcji trwa średnio około dziesięciu miesięcy. Tymczasem w erze sztucznej inteligencji dynamika zmian jest znacznie szybsza, To zaś zmusza ekspertów do poszukiwania nowych wskaźników. Nic więc dziwnego, że część analityków proponuje uzależnienie definicji bessy od rocznej zmienności danego aktywa. W przypadku branży chipów oznaczałoby to, że o rynku niedźwiedzia moglibyśmy mówić dopiero po spadku rzędu 44 procent.
Debata nad zmianą terminologii nie jest zresztą niczym nowym, bo już kilkanaście lat temu wiele podmiotów namawiało o ignorowania miękkich pojęć rynkowych na rzecz twardych danych. Wprowadzenie bardziej precyzyjnych definicji byłoby jednak trudne, ponieważ nowe mierniki straciłyby swoją dotychczasową prostotę. Wielu traderów z Wall Street jest zdania, że w obecnych warunkach rynkowych ocena sytuacji opiera się w dużej mierze na wyczuciu i doświadczeniu, a nie na sztywnych danych procentowych. A zatem dopóki fundamenty finansowe spółek technologicznych pozostają silne, gwałtowne ruchy cenowe należy traktować jako naturalną cenę za udział w rewolucji AI, a nie jako zwiastun trwałej bessy.
Przeczytaj o sporych kłopotach, jakie dotknęły na giełdzie jednego z największych rynkowych graczy:
Saylor w tarapatach. Strategy przeznacza gigantyczną kwotę na ratowanie własnych akcji
oraz o niepokojącym incydencie w brytyjskiej lidze piłkarskiej:
Skandal w Premier League. Śledczy zamrozili miliony z kryptowalut na koncie…