Tankowce znów płoną, trzeci atak w ciągu doby. USA przywracają sankcje na Iran
Po tym, jak w ciągu raptem doby Iran przypuścił trzy ataki na statki płynące przez cieśninę Ormuz, Stany Zjednoczone unieważniły wydane zaledwie trzy trzy tygodnie temu zwolnienia z sankcji. Zwolnienia te, dotyczące irańskiego eksportu naftowego, wydano jako element cały czas negocjowanego porozumienia pokojowego. To jednak raczej się oddala, nie przybliża – obydwa kraje uważają się bowiem za militarnych zwycięzców wiosennego konfliktu i sygnalizują, że nie zamierzają zaakceptować rozwiązania innego niż ustępstwo drugiej strony.
W nocy z poniedziałku na wtorek formacje Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (Sepah-e Pasdaran) wystrzeliły pocisk balistyczny w kierunku zbiornikowca LNG Ar Rekayyat, płynącego pod banderą Kataru i mającego pełne ładownie (w przypadku LNG oznacza to wysoką podatność na ewentualną eksplozję całej jednostki). Trajektoria lotu pocisku i lokalizacja uderzenia wskazywać miały na jego wycelowanie w sekcję maszynowni. Uderzenie wywołało natychmiastowy wybuch i pożar, który objął pomieszczenia napędowe. Jednostka dryfowała przez kilka godzin w odległości około 40 mil morskich od wybrzeża Omanu, zanim załoga opanowała sytuację.
Atak nastąpił w momencie, gdy statek wychodził z cieśniny Ormuz, kierując się z terminalu Ras Laffan w stronę europejskich odbiorców. Irańska marynarka wojenna nadawała równocześnie komunikaty radiowe z ostrzeżeniami: „Ostatnie ostrzeżenie. Jesteście w niebezpieczeństwie” – co w praktyce oznaczało otwartą deklarację ataków wobec cywilnego ruchu morskiego w Zatoce Perskiej. A konkretnie – tej jego części, która opiera się podejmowanym przez Iran próbom narzucenia jednostronnej kontroli oraz opłat wszystkim płynącym jednostkom. W ramach tych starań, Teheran usiłuje zmusić statki, by korzystały tylko z tras biegnących tuż przy jego własnym wybrzeżu.
Iran i USA znów idą na zwarcie
Był to zarazem już trzeci taki atak w ciągu ostatniej doby. Poprzedniego dnia Irańczycy trafili saudyjski tankowiec ropy naftowej oraz niezidentyfikowaną jednostkę handlową, obie uszkadzając w podobny sposób – precyzyjnymi uderzeniami w sekcje napędowe lub zbiorniki ładunkowe. Wszystkie trzy incydenty miały miejsce w 20. dniu obowiązywania porozumienia o zawieszeniu broni na linii USA-Iran, którego warunki negocjowano w Dosze przy udziale katarskich mediatorów. Trudno zarazem nie zauważyć, że porozumienie to okazuje się mniej więcej tyle samo warte, co wcześniejsze porozumienie wynegocjowane w Islamabadzie, za pośrednictwem władz Pakistanu.
Reakcja Waszyngtonu nadeszła bardzo szybko. We wtorek wieczorem amerykański Departament Skarbu ogłosił natychmiastowe unieważnienie 60-dniowego moratorium, które tymczasowo uchylało nałożone na Iran sankcje, a które miało obowiązywać w ramach 14-punktowego memorandum podpisanego w ramach rozmów pokojowych. Decyzja ta ponownie czyni sprzedaż irańskiej ropy na rynkach międzynarodowych bardzo problematyczną (ze względu na mechanizm sankcji wtórnych). Amerykańskie władze poinformowały, że przywrócenie sankcji jest konieczne w związku z działaniami irańskimi, które „całkowicie naruszają” warunki umowy.
W efekcie sytuacja w cieśninie Ormuz – przez którą przed wojną przepływało 20 proc. światowego eksportu ropy i gazu – staje się coraz bardziej nieprzewidywalna. Ataki te nie tylko zagrażają globalnym łańcuchom dostaw, ale także podważają trwające w Dausze negocjacje prowadzone (jakkolwiek przez pośredników, ale jednak) przez USA i Iran, których celem było przywrócenie stabilności w regionie. Rzecz jednak w tym, że „stabilność w regionie” obydwa kraje definiują jako ustanowienie własnej kontroli nad szlakiem morskim przez Ormuz. W tym kontekście optymistyczne plany OPEC+, który zaledwie w tym tygodniu zadeklarował zwiększenie eksportu naftowego, mogą pozostać na papierze.
