RAPORT SPECJALNY Reutersa: finanse Binance to czarna skrzynka, której zawartości nie zna nawet CFO

3 704

Wczoraj (19.12) Reuters opublikował obszerny raport na temat finansów giełdy Binance, która wciąż nie uporała się z przeprowadzaniem dumnie zapowiadanego Proof-of-Reserve. Finanse Binance to bez wątpienia jeden z ważniejszych tematów ostatnich dni i jedna z kluczowych kwestii dla kondycji i kierunku, który obierze w przyszłości rynek. Choć Changpeng Zhao (CZ) zapewniał na Twitterze, że giełda jest w pełni wypłacalna, wszyscy czekają na twarde dowody – nikt nie bierze już Twitterowych zapewnień w kwestii wypłacalności na poważnie.

Choć Binance wciąż pozostaje największą giełdą krypto na świecie (pod względem dziennego wolumenu obrotu), tak w ostatnich dniach użytkownicy stracili nieco zaufanie do platformy – świadczy o tym odpływ kapitału w wysokości ok. 6 mld dolarów w ciągu 72 godzin. Changpeng Zhao (CZ) zapewnia, że Binance jest całkowicie wypłacalny, co wkrótce udowodni całemu światu.

Analitycy Reutersa dotarli do dokumentów korporacyjnych Binance – tylko w tym roku giełda Binance.com przetworzyła transakcje o wartości ponad 22 bilionów dolarów. Co bardzo ciekawe, Binance odmawia podania lokalizacji siedziby Binance.com, czyli rdzenia działalności całej firmy. Co więcej, nie ujawnia podstawowych informacji finansowych, takich jak przychody, zysk i rezerwy gotówkowe. Binance nie informuje także o tym, jaką rolę w całkowitym bilansie odgrywa ich natywny token – Binance Coin (BNB).

Zgodnie z dokumentami giełdy przestudiowanymi przez Reuters, Binance pożycza także klientom pieniądze w zamian za ich krypto-aktywa i pozwala im handlować depozytem zabezpieczającym pożyczone środki – niestety nie opisuje szczegółowo, jak duże są to zakłady, jak bardzo naraża to giełdę na ryzyko oraz jaki jest pełny zakres rezerw na sfinansowanie wypłat.

Należy w tym miejscu nadmienić, że niebędący spółką publiczną (w przeciwieństwie do np. Coinbase), nie ma obowiązku publikowania sprawozdań finansowych.

Zobacz też: Czy była CEO Alameda Research, Caroline Ellison, pogrąży zeznaniami SBF’a?

„Izolacja głównej operacji finansowej Binance od amerykańskiej kontroli regulacyjnej”

Reuters (i nie tylko) informuje od października, że Binance bardzo sprytnie unika nadzoru. Zgodnie z komunikatami firmy i wywiadami Reutersa z byłymi pracownikami, CZ zatwierdził plan, którego celem jest uniknięcie amerykańskiej kontroli regulacyjnej poprzez utworzenie nowej giełdy na rynku USA.

Gigantyczna rola Binance dla rynku krypto – giełda odpowiada dziś za ponad połowę całego wolumenu obrotu – sprawił, że amerykańscy regulatorzy wzięli sobie na cel „dziecko” CZ’ta i są bardzo zainteresowani realnymi rezerwami finansowymi giełdy. Reuters twierdzi, że Binance jest aktualnie sprawdzany przez Departament Sprawiedliwości USA pod kątem prania brudnych pieniędzy i naruszenia sankcji – to z kolei brzmi, jakby był solą w oku Amerykanów, którzy czepią się wszystkiego czego tylko się da – byle udupić Binance.

Analitycy Reuters zaglądali do dokumentów korporacyjnych giełdy w 14 jurysdykcjach, w których Binance „posiada licencje regulacyjne i rejestracyjne oraz autoryzacje i zatwierdzenia”, czyli w kilku krajach UE, Dubaju i Kanadzie.

Co kryje się w dokumentach korporacyjnych Binance?

Zawartość dokumentów pokazuje, że oddziały Binance przekazały jedynie szczątkowe informacje o działalności giełdy. Z publicznych sprawozdań nie wynika np. ile pieniędzy przepływa między jednostkami a główną giełdą Binance.com, przy czym kilka z badanych jednostek wykazuje bardzo niewielką aktywność i nosi znamiona firm-słupów.

Byli regulatorzy oraz byli pracownicy Binance, do których dotarli reporterzy Reutersa twierdzą, że lokalne firmy-giełdy pełnią rolę dekoracji i mają odwracać uwagę od głównej, nieuregulowanej giełdy. Były szef Biura ds.” Egzekwowania Internetu” (Office of Internet Enforcement) amerykańskiego SEC’u, John Reed Stark, powiedział, że Binance tworzy wszechobecną narrację regulacji i tworzy pozory legalności i przejrzystości. Jego zdaniem operacje Binance są jeszcze bardziej zagmatwane niż operacje FTX i giełda nie posiada „absolutnie żadnej przejrzystości ani potwierdzenia co do prawdziwej kondycji finansowej.”

Do analizy Reutersa dotyczącej 14 oddziałów, które miałyby być „przykrywką” dla głównej działalności Binance, odniósł się także Patrick Hillman, Dyrektor ds. Strategii Binance, określając ją mianem „kategorycznie fałszywej” i dodał, że „ilość informacji korporacyjnych i finansowych, które muszą zostać ujawnione organom regulacyjnym na tych rynkach jest ogromna i często wymaga sześciomiesięcznego procesu ujawniania.”

To w końcu są te rezerwy czy nie ma tych rezerw?

Jak dotychczas jedynymi dowodami na rezerwy Binance są szczątkowe posty CZ’ta na Twitterze. Z drugiej strony, Binance informował i jak dotychczas nikt tej informacji nie zdementował, że wysyłał prośby o audyt to każdej z firm tzw. Wielkiej Czwórki (EY, Delloite, PWC i KPMG) – niestety żaden z podmiotów nie zgodził się na przeprowadzenie audytu, ponieważ nikt najzwyczajniej w świecie nie wie, jak audytować tak ogromną krypto-firmę (przynajmniej tak twierdzą w Binance). Dowodem tego „braku know-how” audytorów ma być też fakt, że ze sprawdzenia Proof-of-Reserves giełd Binance, KuCoin i Crypto.com wycofała się niedawno francuska firma Mazars.

Wg oficjalnych danych udostępnianych przez Binance, giełda posiada ponad 120 mld użytkowników, a jej wolumen obrotu dla roku 2021 wyniósł 34 biliony dolarów. CZ przyznaje, że „90-kilka procent przychodów Binance jest uzależnione od handlu kryptowalutami.” Według Reutersa niemal niemożliwe jest dokonanie wiarygodnych szacunków przychodów Bianance, pomimo publicznej dostępności danych dotyczących wolumenu obrotu.

Jak podaje Reuters na podstawie danych CryptoCompare: Binance pobiera 0,1% prowizji od transakcji Spot (Maker i Taker). Przy wolumenie transakcji Spot wynoszącym 4,6 bln dolarów w roku bieżącym (do października), Binance mogło zarobić do 4,6 mld dolarów.

Pobierając 0,04% opłaty od wolumenu instrumentów pochodnych o wartości 16 bln dolarów, Binance był stanie zarobić 6,4 mld dolarów. John Tadaro z Needham & Company, starszy analityk od firm kryptograficznych i blockchain, potwierdza, że obliczenia Reutersa znajdują się w „odpowiednim zakresie”.

Wspomniany wcześniej Hillman, Dyrektor ds. Strategii Binance, zapytany o szacunki Reutersa odmówił komentarza. Przyznał za to, że „zdecydowana większość naszych przychodów pochodzi z opłat transakcyjnych i giełda była w stanie gromadzić duże rezerwy korporacyjne poprzez utrzymywanie wydatków na niskim poziomie.”

Kultura zachowania tajemnicy

Z październikowego raportu Reutersa wynika. Ochrona informacji finansowych Binance przez CEO giełdy, CZ’ta, obywatela Kanady urodzonego i wychowanego w Chinach (ogromne pole do popisu dla spekulacji, czy CZ współpracuje lub sam jest oficerem chińskiego Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa – czyli potężnej i najliczniejszej służby wywiadowczej na świecie), odzwierciedla ścisłą kulturę zachowania tajemnicy, narzucaną od początku rozwoju Binance. Swoją drogą sporo dowodów osobistych i paszportów nawysyłał ten nasz CZ do chińskiej bezpieki.

Według dwóch byłych współpracowników Changpeng Zhao – nawet były dyrektor finansowy (CFO) Binance, Wei Zhou, nie miał dostępu do pełnych kont firmy podczas swojej trzyletniej kadencji. Niestety sam Zhou nie skomentował tych doniesień.

„Pełna transparentność i przejrzystość” Binance. Czy lokalne oddziały to firmy-wydmuszki?

Zhao i jego współpracownicy wielokrotnie odmawiali publicznego określenia podmiotu, którzy kontroluje główną giełdę. Zgodnie z informacjami, do których dotarł Reuters, w prywatnym wniosku sądowym złożonym w 2020 roku w sprawie arbitrażowej na Kajmanach, Dyrektor ds. Zgodności, Samuel Lim, powiedział, że Binance.com jest własnością i jest zarządzana przez spółkę z Kajmanów – Binance Holdings Limited. Z analizy Reutersa wynika także, że choć CZ chwalił się w tym roku zdobyciem licencji m. in. we Włoszech, Francji, Hiszpanii czy Dubaju, żadna z tych jednostek nie zapewnia wyraźnego wglądu w główną giełdę Binance.com.

Reporterzy Reutersa wysłali zapytania do wszystkich 14 jurysdykcji sprawujących nadzór nad lokalnymi oddziałami Binance. Spośród 8, które odpowiedziały, 6 oświadczyło, że ich rola „nie polega na nadzorowaniu głównej giełdy” i dodało, że oddziały Binance muszą spełniać lokalne wymagania dotyczące zgłaszania podejrzanych transakcji.

Z lokalnych jednostek Binance i podmiotów stowarzyszonych zapytanych o relacje z główną giełdą, odpowiedziała tylko jedna. Dyrektor zarządzający w południowoafrykańskiej firmie FiveWest, Pierre van Helden, powiedział, że jego firma mieszcząca się w Kapsztadzie otrzymuje od Binance „minimalną roczną opłatę licencyjną”, która ma ułatwiać handel kryptowalutami użytkownikom z RPA. „Jak Binance działa globalnie, jest dla nas niejasne” dodał van Helden.

Okazuje się, że tylko dwie lokalne jednostki Binance oferują więcej szczegółów na temat swojej działalności – litewska firma Bifinity UAB i hiszpańska Binance Spain SL. Pierwsza z nich zarzeka się, że spółki Binance’a są „głównymi partnerami biznesowymi dla Binance.com”. W raporcie rocznym Bfinity odnotowało 137 mln euro zysku netto i posiada aktywa o wartości 816 mln euro. Według rocznego raportu firmy, zatrudnia ona 147 pracowników, nie ma strony internetowej i nie udostępnia żadnych publicznych danych kontaktowych. Co więcej firma odmawia komentarza, a pod zarejestrowanym adresem w centrum Wilna, Bfinity nie figuruje na liście najemców. Ciekawe.

Tu jest jeszcze ciekawiej – druga jednostka Binance, która oferuje ciut więcej poza podstawowymi, lakonicznymi danymi finansowymi – Hiszpańska Binance Spain SL – została zarejestrowana w hiszpańskim banku centralnym, a w ubiegłym roku odnotowała przychody w wysokości 1,5 mln euro oraz dochód na poziomie 9 tys. euro. Firma oczywiście odmawia jakiegokolwiek komentarza. Jakby tego było mało, pod oficjalnym adresem firmy nikogo nie ma, a recepcjonistka pracująca w biurowcu poinformowała reporterów Reutersa, że „mały zespół Binance Spain wyniósł się miesiąc temu, nie zostawiając żadnych danych kontaktowych.”

Co dalej z tymi cholernymi rezerwami?

Poza nieudanym Proof-of-Reserves Binance, jedyne co wiemy o kondycji finansowej giełdy, to opublikowana w zeszłym miesiącu przez CZ „migawka”, ukazująca sześć głównych krypto-aktywów Binance i zapowiedź o udostepnieniu pełnego zestawu rezerw w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Firma analityczna Nansen obliczyła, że zasoby Binance warte w momencie opublikowania migawki 70 mld dolarów (10 listopada), są dziś warte jedynie 54,7 mld dolarów. Co więcej, poza dwoma stablecoinami, USDT i BUSD, stanowiącymi prawie połowę opublikowanych rezerw Binance, ok. 9% znajdowało się w natywnym tokenie giełdy, BNB.

Co do wspomnianego audytu, który niby został przeprowadzony, niby nie został przeprowadzony, francuska firma Mazars najpierw stwierdziła, że Binance posiada ponad 100% zabezpieczenie dla wszystkich Bitcoinów należących do użytkowników (CryptoQuant potwierdziło), po czym usunęła stronę internetową, na której znajdował się raport.

Koniec

No cóż, jeśli ktoś dotrwał do końca albo przescrollował i to czyta, to trzeba przyznać, że trochę to wszystko śmierdzi i wydaje się pewne, że po zapoznaniu się z rewelacjami Reutersa co raz więcej użytkowników zacznie wycofywać środki z Binance.

Na koniec – zostawię Wam całkiem ciekawy i W OGÓLE nie śmierdzący szwindlem filmik z CZ w roli głównej. Jak dla mnie prawdziwa >>PEREŁKA<<

Zobacz koniecznie: VanEck i jego przewidywania dla rynku krypto na 2023

Komentarze