Panika na akcjach KGHM, miedź i srebro tanieją. Czy to koniec wzrostów polskiego giganta?

Panika na akcjach KGHM, miedź i srebro tanieją. Czy to koniec wzrostów polskiego giganta?

Gwałtowna przecena rynku miedzi sprawiła dziś, że akcje KGHM cofnęły się o 8%. Nie ma jednak powodów do paniki: od początku roku polski gigant rynku metali wzrósł o 22% a względem września 2025 roku akcje podrożały o 160%. Mamy więc realizcję zysków. Pytanie brzmu, czy kolejne 12 miesięcy może być równie obiecujące jak ostatni rok? Według danych Sprott Asset Management, dopóki polityka celna dot. miedzi w USA USA pozostaje nierozstrzygnięta, zmniejsza się skłonność firm do wywozu metalu poza USA.

To nadal ogranicza podaż surowca na innych rynkach. Miedź jest kluczowa dla budownictwa, transportu, elektroniki, infrastruktury energetycznej czy przemysłu. Według analiz S&P Global rozwój AI i sektora obronnego może zwiększyć globalny popyt na miedź o 50% do 2040 roku. Globalna produkcja metalu ma przestać nadążać za wzrostem popytu, a w kolejnej dekadzie różnica ta będzie tylko się pogłębiać.

Tak więc może akcje KGHM dziś taniały, ale długoterminowe prognozy dla firmy jako jednego z największych producentów miedzi na świecie wydają się optymistyczne. Nie tylko miedź – ponad 4% tanieje dziś srebro, reagując na wyższe od antycypowanych danych PPI z USA. To bezpośrednio uderza w KGHM, jako największego, prywatnego producenta tego metalu na świecie. Negatywny splot wiadomości pogrążył dziś notowane na GPW walory firmy, prowadząc je do 347 PLN za akcję – to o. 11,5% poniżej historycznego maksimum przy 392 PLN.

Raport PPI opisaliśmy w artykule Z ostatniej chwili: Bitcoin i indeksy nurkują po danych z USA. Inflacja straszy Wall Street?

Co z cłami na miedź w USA?

Departament Handlu przekazał Trumpowi aktualizację dotyczącą rynku miedzi przed wyznaczonym terminem 30 czerwca, ale ostateczna decyzja nadal nie zapadła. Pawdopodobnie administracja obawia się, że nowe taryfy celne mogłyby podnieść koszty produkcji w USA i uderzyć w firmy wykorzystujące metal. A ten zastosowań ma sporo: od tradycyjnego przemysłu po wysokie technologie i centra danych dla AI. Temat stał się „politycznie wrażliwy” przed listopadowymi wyborami do Kongresu. Donald Trump i Republikanie chcą pokazać, że ich polityka obniża koszty życia i działalności gospodarczej.

Ale nie wydaje się, by miedź była obecnie odpowiednim kandydatem do takiej „próby”. Ceny metalu wzrosły do rekordowych poziomów, ponieważ uczestnicy rynku zakładają, że USA mogą objąć cłami rafinowaną miedź, w tym koncentraty. W następstwie tego stanu przekonania różne podmioty zaczęły wcześniej gromadzić zapasy metalu w USA, by uniknąć dotkliwych następstw polityki handlowej. Efekt jest taki, że w Stanach Zjednoczonych zbudowano jedne z największych zapasów miedzi na świecie.

Zatem co wiemy o aktualnym stanowisku Amerykanów? Administracja wciąż deklaruje, że nadal analizuje wszystkie możliwości, które mogłyby przenieść produkcję miedzi (oraz szerzej, innych krytycznych dla rozwoju gospodarczego materiałów) z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Mimo to wprowadzenie taryf celnych w USA wcale nie jest przesądzone, choć rynek w dużej mierze wyceniał taki scenariusz jako niemal pewny.

Według strategii Trumpa, taryfy celne mogłyby poprawić opłacalność amerykańskich kopalń, hut i rafinerii, ponieważ podniosłyby cenę importowanego metalu. USA importują około 50% rocznego zapotrzebowania na miedź. Mają obecnie tylko dwie działające huty, należące odpowiednio do Freeport-McMoRan i Rio Tinto. Pytanie czy zrównoważą to wyższe koszty dla producentów sprzętu elektrycznego, samochodów, materiałów budowlanych i innych produktów przemysłowych. Tymczasem według danych US Geological Survey, Stany dysponują złożami odpowiadającymi niemal 30 latom obecnego zapotrzebowania. Administracja Trumpa w ostatnim roku próbowała przyspieszyć rozwój krajowych projektów wydobywczych.

Trump polecił sekretarzowi handlu Howardowi Lutnickowi przygotować rekomendację dotyczącą ewentualnego 15% cła od 1 stycznia 2027 roku, które mogłoby wzrosnąć do 30% w 2028 roku. Nie wiadomo na razie, jaką rekomendację Lutnick przedstawił Trumpowi. Wiemy jednak, że import rafinowanej miedzi do USA wzrósł 16-krotnie od 2015 roku, podczas gdy krajowa produkcja spadła w tym czasie o około jedną piątą.