JPMorgan ostrzega przed kryzysem żywnościowym. Żywność zdrożeje?
Świat nie stoi dziś przed wizją pustych półek. To ważne rozróżnienie. JPMorgan ostrzega jednak, że kilka pozornie oddzielnych problemów zaczyna składać się w jeden kryzysowy scenariusz: globalna inflacja żywnościowa może wzrosnąć z około 2,8% w pierwszej połowie 2026 roku do 5% w pierwszej połowie 2027 roku. Razem z szokiem energetycznym miałoby to dołożyć około 0,6 pkt proc. do globalnej inflacji headline.
Bank opisuje zagrożenie przez „Five Ws”: War, Weather, Warehousing, Water and Waste, czyli wojnę, pogodę, magazynowanie, wodę i marnotrawstwo. Najbardziej bezpośrednim problemem nie jest jednak obecnie sama pszenica ani ropa tylk nawozy. Skutki tego, co wydarzyło się w Zatoce Perskiej kilka miesięcy temu, mogą być najlepiej widoczne dopiero podczas przyszłorocznych zbiorów.
Jest jeden szczegół wymagający doprecyzowania. Cieśnina Ormuz nie pozostaje obecnie całkowicie zamknięta, jak sugerują niektóre krążące w mediach streszczenia raportu. Ruch częściowo wrócił, choć pozostaje nieregularny i wyraźnie zaburzony. Jeszcze 28 sierpnia przez cieśninę przechodziło mniej statków niż wcześniej. Eksport energii z Zatoki pozostaje zdecydownaie poniżej poziomów sprzed wojny. A co ważne obecnie nic nie wskazuje, że nagle przyspieszy.
Problemy z nawozami
Przed wybuchem wojny około jedna trzecia globalnie handlowanego mocznika, najpopularniejszego stałego nawozu azotowego, przechodziła przez Ormuz. JPMorgan szacuje szerzej, że ponad 36% importowanego globalnie mocznika pochodzi z Zatoki Perskiej. Produkcja nawozów azotowych jest przy tym bezpośrednio związana z gazem ziemnym, który stanowi podstawowy surowiec do produkcji amoniaku.
Tym żywność właśnie różni się od ropy. Państwo może przez jakiś czas uwalniać strategiczne zapasy ropy, rafineria może kupić inną baryłkę, a transport da się częściowo przekierować. Nie istnieje natomiast globalny odpowiednik rezerw strategicznych SPR wypełniony nawozem, który można po prostu uwolnić przed sezonem zasiewów.
Rolnik potrzebuje azotu w określonej fazie uprawy. Jeśli nawóz nie dotrze na czas albo jest tak drogi, że jego zużycie zostanie ograniczone, nie da się później „nadrobić” straconego plonu. JP Morgan przypomniał, że ponad połowa globalnego zużycia nawozów azotowych przypada tylko na trzy podstawowe uprawy: kukurydzę, pszenicę i ryż.
Rynek już dostał pierwszy sygnał. W trakcie najostrzejszej fazy wojny ceny nawozów gwałtownie rosły, a Bank Światowy prognozował na 2026 rok wzrost cen nawozów o 31%, w tym mocznika aż o około 60%. Rolnicy w części krajów zaczęli ograniczać aplikację, bo opłacalność przestała się spinać.
Pszenica dostała drugi szok z Morza Czarnego
I właśnie tutaj historia robi się bardziej niebezpieczna. Nawet gdyby globalna produkcja pszenicy pozostała wysoka, coraz większym problemem staje się jej fizyczne wywiezienie z Rosji i Ukrainy. Według sierpniowego WASDE USDA światowy eksport pszenicy w sezonie 2026/27 ma wynieść około 212,7 mln ton. Rosja odpowiada w prognozie za 46 mln ton, Ukraina za 13,5 mln. Razem to około 28% całego światowego eksportu… Ale porty obu państw są obecnie elementem wojny.
Rosyjskie ataki ograniczyły pracę głównych ukraińskich portów czarnomorskich, które przed obecnym zaostrzeniem obsługiwały nawet 90% eksportu zboża kraju. Ukraina przerzuca ładunki na Dunaj, ale tam powstaje obecnie ogromny korek. Pod koniec sierpnia na wejście do portów czekało do 70 statków, a przepustowość kanału Sulina spadła do zaledwie dwóch lub trzech jednostek dziennie. Od 1 do 21 sierpnia Ukraina wyeksportowała tą drogą 539 tys. ton, wobec 1,73 mln ton rok wcześniej.
Ukraina uderza jednocześnie w rosyjską logistykę. Ataki na Noworosyjsk, jeden z najważniejszych rosyjskich portów eksportowych, dotknęły również terminale zbożowe. Moskwa próbuje przenosić część eksportu na Bałtyk, Morze Kaspijskie, a nawet rozważa trasy arktyczne. Problem jest banalny: są droższe i mają mniejszą przepustowość. Rynek pszenicy już to zauważył.
Kontrakty w Chicago wzrosły o ponad 20% względem poziomów z lipca, a importerzy zaczęli szukać ziarna w Australii, Argentynie czy USA. Australijska pszenica kosztowała w Azji nawet około 320 dolarów za tonę wobec 260-280 dolarów za dostawy czarnomorskie. I dlatego ostrzeżenie JPMorgan nie jest prognozą jednego katastrofalnego zbioru. To raczej ostrzeżenie przed nakładaniem się kilku opóźnionych szoków. Droższy nawóz, mniejsze jego zużycie przy zasiewach i problemy z pszenicą na Morzu Czarnym. Do tego możliwy silny El Nino, który JPMorgan traktuje jako kolejny mnożnik ryzyka pogodowego.
