Czarny poniedziałek na Wall Street? W tle AI i echo z 1987 roku
Wall Street ma za sobą najsłabszy tydzień od 2025 roku, a w poniedziałek 19 października wypada 39 rocznica „Czarnego Poniedziałku” z 1987 roku. To wtedy indeks Dow Jones Industrial Average stracił rekordowe 22.6% w ciągu jednej sesji. Nic dziwnego, że inwestorzy patrzą w stronę pierwszego dnia handlowego pełni obaw. Przez weekend nastroje rynków mogły się porogrszyć. Microsoft ma rozwiązać umowę z dostarczającą moc obliczeniową dla centrów danych firmą Nscale. To postawi znaki zapytania nad agresywnie podnoszonymi „backlogami” spółek skoncentrowanych wokół trendu AI.
Morgan Stanley niedawno ibniżył prognozę popytu na GPU spółki AMD o 43% z 14,1 mln do 8 mln na lata 2026 – 2030. Rynek ma więcej narzędzi by ocenić nastroje, nawet gdy rynki są zamknięte. W sobotę dane z Hyperliquid, mimo zamkniętej Wall Street, traderzy tracili dziesiątki milionów dolarów na wzrostowych zakładach na spółki AI. Jednak samo w sobie to wszystko nie ma mocy sprawczej i nie determinuje „krachu”. Największe firmy technologiczne wciąż podnoszą prognozy, a dostawcy pamięci sugerują, że popyt wciąż istotnie przewyższa podaż.
O spadkach na Nasdaq pisaliśmy m.in. w artykule Dwa małe rynki runęły przed korektą Nasdaq. Sygnały alarmowe?
Tym razem Wall Street spadnie mocniej?
To, co w obecnej sytuacji jest wyjątkowe to fakt, zę inwestorzy powoli odchodzą od akcji podczas gy rentowności obligacji rosną, zniechęcając coraz większy kapitał do podejmowania ryzyka. Dolar amerykański umacnia się, ropa rośnie, a Fed prawdopodobnie będzie zmuszony znowu podnosić stopy w tym roku, co czyni środowisko wyjątkowo nieprzyjazne akcjom. To co obserwujemy na rynku to może coś więcej, niż kolejna, chwilowa „korekta w locie”. Kupony wypłacane przez treasuries są najwyższe od początku XXI wieku. Zatem rośnie pokusa by „zostawić” niepewny i „chorujący” na nadmierną koncentrację rynek akcji.
Co prawda wskaźnik cena/zysk dla Nasdaq 100 spadł do 23 z ok. 30 obserwowanych jesienią 2025 roku, ale to nie oznacza jeszcze, że poprawa nastrojów jest nieunikniona. Sektor technologii informacyjnych odpowiada za około 40% kapitalizacji całego indeksu S&P 500. Tak więc szeroka wyprzedaż największych spółek technologicznych ma bardzo duży wpływ na cały indeks… A w konsekwencji na globalną giełdę.
Otwarcie rynku pokaże, czy weekendowa wyprzedaż była głównie efektem niskiej płynności i lewaru, czy też problemy sektora AI i rosnącego zadłużenia pogłębią się. Ostatnie tygodnie przyniosły też problemy kolejnych funduszy hedgingowych począwszy od Situational Awareness, Lone Pine Capital. Przed początkiem weekendu napłynęły też doniesienia o potencjalnej likwidacji pozycji VARA Fund. Jego wartość spadła prawie o połowę względem 26 mld USD w czerwcu, tego roku.
Półprzewodniki wypadają z łask. Co je zastąpi?
Odwrót sentymentów dotyczy przede wszystkim sektora półprzewodników, który jak dotąd najmocniej korzystał z szeroko pojętej hossy AI. Indeks zrzeszający producetów układów scalonych Philadelphia Semiconductor spadł w ciągu ubiegłego tygodnia o ponad 11%. Odnotował najgorszy tydzień od kwietnia 2025 roku. Poza półprzewodnikami mocno tracą akcje tzw. neocloudów, które specjalizują się w organizowaniu finansowania na ogromne zakupy jednostek GPU, których moce później odpłatnie udostępniają tzw. „hyperscalerom”, czyli firmom, które inwestują biliony dolarów i mają wielkie potrzeby na moc obliczeniową. CoreWeave stracił około 25%.
Fundusze grające na spadki miały zarobić już ok. 32 mld USD na spadkach akcji producentów chipów w ciągu zaledwie siedmiu dni. Przypomnijmy jednak, że w w przeciwieństwie do 1987 roku dzisiejszy rynek ma mechanizmy bezpieczeństwa. Spadek S&P 500 o 7% lub 13% uruchamia 15-minutową przerwę w handlu, a spadek o 20% zamyka rynek do końca dnia. Takie mechanizmy nie obejmują jednaj tzw. całodobowych instrumentów, m.in. perpetual futures czy kontraktów krypto śledzących ceny akcji. Tam przymusowe likwidacje lewarowanych pozycji mogą wzmacniać ruch spadkowy poza godzinami sesji.
Hossa AI wydaje się kroczyć po kruchym lodzie. Gartner oszacował, że jeśli obecne tempo inwestycji w AI się utrzyma, do 2030 roku nawet 3,5 bln USD wydatków na infrastrukturę AI może być narażone na utratę wartości lub odpisy. Co ciekawe, aby odzyskać te nakłady, pokryć koszty finansowania i nadal osiągnąć 12% zwrotu z zainwestowanego kapitału, właściciele centrów danych musieliby wygenerować około 8,5 bln USD skumulowanych przychodów do 2030 roku. To nie jest realne. Sektor technologii musiałby rosnąć wielokrotnie szybiej, niż w poprzedniej dekadzie… Tylko po to, by osiągnąć próg rentowności i uzasadnić obecną skalę inwestycji… Która ma przecież wzrosnąć.
Teraz rynek może zacząć rozpaczliwie szukać „niesprawiedliwie” wycenionych aktywów, chcąc „uciec” z akcji firm skoncentrowanych na sztucznej inteligencji. Taki, których mnożniki wycen spadały w ostatnich latach nie z powodu słabszego biznesu, ale niższej płynności, która „drzwiami i oknami” dobijała się do akcji półprzewodników. Moglibyśmy spodziewać się, że skorzystają na tym metale szlachetne i „tradycyjne” sektory gospodarki. Na przykład spółki dostarczające produkty uznaniowe, artykuły pierwszej potrzeby czy spółki użyteczności publicznej i przemysł.
