Ukraina, USA jednak podpiszą umowę surowcową. Radykalne kroki Trumpa i ich następstwa
Po tym, jak piątkowe spotkanie Wołodymyra Zełeńskiego z Donaldem Trumpem i JD Vance’m w Białym Domu skończyło się widowiskową katastrofą, wydawało się, że gorzej już nie będzie. I tak bowiem bez tego w stosunkach na linii Ukraina-USA zawiało chłodem. W toku weekendu okazało się jednak, że zamiast sprawę załagodzić, została ona jeszcze zaostrzona.
W sobotę i niedzielę Zełeński odwiedził Londyn, gdzie został życzliwie przyjęty przez premiera Keira Starmera. Wział także udział w spotkaniu europejskich polityków, z których gros również wyrażało dlań wsparcie i deklarowało, że Ukraina nie pozostanie bez pomocy. Mimo to, nawet Starmer prywatnie naciskał na Zełeńskiego, by „naprawił relacje” z Trumpem. Czyli przeprosił go i formalnie przyznał mu rację w kwestii konieczności podjęcia rokowań pokojowych z Rosją.
Słowa to broń
Powód jest prosty – kraje zachodnioeuropejskie są bardzo strzeliste w swoich deklaracjach werbalnego wsparcia. Jeśli jednak chodzi o bardziej konkretną jego formę, czyli uzbrojenie, to USA deklasują Stary Kontynent pod względem oferowanych przez siebie dostaw. Ich konkurencyjny plan pokojowy i tak wymagałby gwarancji od USA. Niektóre krajów Europy wschodniej zaś, od których Ukraina na początku otrzymała ogromne wsparcie, z różnych przyczyn są obecnie pod tym względem bardziej ostrożne.
I choć wiele osób może twierdzić, że to Zeleński miał rację w swym sporze z Trumpem, to z punktu widzenia realnych efektów politycznych nie to ma największe znaczenie. Liczy się wymierny efekt, a ten okazał się dla Ukrainy jednoznacznie niekorzystny. Oczywiście można się zżymać, że potulne słowa Zeleńskiego wobec Trumpa stanowiłyby upokorzenie – jednak dla polityka „słowa to broń”, służące ochronie interesów kraju, a nie personalnego poczucia godności.
Wołodymyr Zełeński w weekend jednak nie przeprosił. Miast tego opublikował nawet nagranie, w którym stwierdził, że do pokoju jest jeszcze bardzo daleko, zaś Ukraina musi przygotować się na dalsze walki. To oczywiście stanowiło płachtę na byka dla Donalda Trumpa, który na spotkaniu naciskał na konieczność zawarcia szybkiego pokoju. I który uznał kolejne słowa Zełeńskiego za deklarację sprzeciwu – dodając, że „Ameryka nie będzie dłużej tego znosić” finansowo.
Ukraina odcięta od kroplówki
Za słowami przyszły czyny. W poniedziałek ogłoszono, że Stany Zjednoczone wstrzymują pomoc militarną dla Ukrainy. Tę finansową odcięto już wcześniej (pośród kontrowersji dot. jej defraudacji i nieprawidłowości w jej przyznawaniu), teraz dotknęło to również dostaw broni. Zarówno tych nowo planowanych, jak i już zakontraktowanych, a nawet tych znajdujących się w trakcie dostawy, w Polsce (na lotnisku w Jasionce).
Nie wiadomo, czy dopiero to okazało się dla Zełeńskiego przyczynkiem do zmiany stanowiska – obiektywnie bowiem, Ukraina stanęła przed jeśli nie tragiczną, to wyjątkowo trudną sytuacją – jednak we wtorek ukraiński lider sygnalizował zmianę. Wyraził ubolewanie z powodu różnicy zdań w Białym Domu, podziękował za dotychczasową pomoc i zadeklarował chęć powrotu do negocjacji nad umową surowcową z USA.
Zakulisowe negocjacje miały się ciągle toczyć przez ostatnie dni, i z doniesień prasowych wynika, że Zełeński i Trump mają podpisać renegocjowaną wersję umowy jeszcze przed wtorkowym, tradycyjnym wystąpieniem „State of the Union” prezydenta USA w Kongresie. Umowa ta wzbudziła kontrowersje swoimi ostrymi zapisami. Jak jednak wyszło na jaw potem, ma ona charakter ramowy, zaś jej faktyczne, szczegółowe rozwiązania będą dopiero przedmiotem przyszłych negocjacji.