Szpieg w OpenAI, podsłuch w pokoju zarządu i bilet lotniczy w jedną stronę. Schwytano podejrzanego
fot. FBI

Szpieg w OpenAI, podsłuch w pokoju zarządu i bilet lotniczy w jedną stronę. Schwytano podejrzanego

Wygląda na to, że niektóre kraje dotąd niekojarzone z udziałem w wyścigu technologicznym w dziedzinie rozwoju sztucznej inteligencji chcą nadrobić swoje zaległości – tyle, że „na skróty”. Amerykańskie Federalne Biuro Śledcze aresztowało niejakiego Abdulrahmana Alfozana, 35-letniego poddanego saudyjskiego, mieszkającego w USA, który od ponad roku pracował w OpenAI – z której właśnie został zresztą zwolniony. Saudyjczyk wylądował za kratami po tym, jak odkryto, że w pokoju konferencyjnym zarządu firny zainstalował urządzenie podsłuchowe, popularną pluskwę.

Jeśli można w przypadku Alfozana mówić o thrillerze szpiegowskim, to bez wątpienia zarówno całej historii, jak i jej głównemu bohaterowi trochę brakuje tak w odniesieniu do przykładów fikcyjnych, jak i tych z realnego życia. Nie tylko pod względem skuteczności swych działań, ale także arsenału wykorzystywanych urządzeń. Zamiast bowiem strzelających długopisów w stylu Jamesa Bonda czy urządzeń w stylu „bułgarskich parasoli”, jakie wykorzystywali szpiedzy krajów „demokracji ludowej”, głównym narzędziem Saudyjczyka była rolka papieru toaletowego oraz chińskie urządzenie, w oficjalnym sklepie kosztujące 13,99 dol.

Chodzi tutaj o Seeed XIAO ESP32-S3 Sense, mikrokontroler wielkości kciuka, z mikrofonem, gniazdem microSD i łączem Wi-Fi. Właśnie to urządzenie, ukrywając je w papierze toaletowym, 28 września Alfozan ukrył w pokoju konferencyjnym kierownictwa OpenAI, wtykając je do portu USB z tyłu znajdującego się tam telewizora. Raptem dwa dni później znaleźli je tam członkowie firmowego zespołu bezpieczeństwa podczas rutynowego przeglądu. Jak się okazało, zawartość modułu pamięci pluskwy była zaszyfrowana i niemożliwa do odczytania. W istocie jednak nie trzeba nawet tego, by domyśleć się, o co mogło w sprawie chodzić.

Oj tam, to na pewno tylko takie hobby…

Kamery, które zarejestrowały zdezorientowaną minę Saudyjczyka, gdy ten 5 października usiłował znaleźć za telewizorem swoje urządzenie, nie są bowiem jedynym dowodem przeciw niemu. Alfozan miał wczesniej bardzo, ale to bardzo interesować się wewnętrznym rozkładem pomieszczeń w siedzibie OpenAI w San Francisco, grafikiem kierownictwa firmy, instrukcjami posługiwania się zaszyfrowanymi kartami SD, wykorzystaniem niestandardowych adresów MAC czy optymalizacją nagrań rejestratora audio. Wykorzystywał przy tym konto firmowego bota ChatGPT powiązane z jego żoną.

Przeszukania rzeczy należących do Saudyjczyka odkryły jeszcze drugie urządzenie podsłuchowe. Abdulrahman Alfozan kupił też bilet lotniczy – w jedną stronę – do Arabii Saudyjskiej, z przesiadką w Stambule. Dokonał tego raptem kilka dni przed swoim aresztowaniem. OpenAI utrzymuje, że do namierzenia szpiega doprowadziły jej własne modele AI, oraz że ma dowody na plany umieszczenia kolejnych urządzeń podsłuchowych we wrażliwych pomieszczeniach. Jednocześnie firma twierdzi, że nie doszło do naruszenia tajemnic firmowych, kodu źródłowego modeli czy danych klientów.

OpenAI i jej „partnerzy”

Cała afera jest jednak dla firmy mocno niewygodna. OpenAI, wielokroć znajdująca się w centrum kontrowersji, już wcześniej krytykowane była za nader bliskie kontakty współpracę z saudyjskimi inwestorami. Tymczasem jednym z tych inwestorów okazał się… sam Alfozan, będąc jednym z 20 partnerów w saudyjskim RAED Ventures, gdzie zresztą figurował obok przedstawicieli tamtejszej rodziny królewskiej. Nasuwa to bardzo mocne pytania o intencje Saudów w stosunku do OpenAI – oraz naturalnie o to, czy ujęty szpieg działał sam, czy też w gronie personelu firmy znajdzie się więcej takich „zainteresowanych”?

Sprawa trafiła do amerykańskiego sądu federalnego dla okręgu północnej Kalifornii. Na pierwszej rozprawie Abdulrahman Alfozan nie przyznał się do postawionych mu zarzutów z artykułu 18 U.S.C. § 2511(1)(b) dotyczących stosowania nielegalnych podsłuchów. Co ciekawe, pośród zarzutów nie ma ani szpiegostwa, ani naruszenia tajemnic handlowych, ani też działania jako niezarejestrowany agent zagraniczny. Czyżby w tej sprawie było jeszcze więcej, niż się przyznaje?