Potęga, która dotąd nie miała kontrwywiadu. Japonia jutro utworzy tajną służbę – po siedmiu dekadach
fot. cj.sina.com.cn

Potęga, która dotąd nie miała kontrwywiadu. Japonia jutro utworzy tajną służbę – po siedmiu dekadach

W piątek, trzydziestego pierwszego lipca 2026 roku – siedemdziesiąt osiem lat po kapitulacji Cesarstwa – Japonia wreszcie przestanie być bodaj jedynym rozwiniętym krajem świata, który dotąd nie miał własnych służb wywiadowczych z prawdziwego zdarzenia. Rozpocznie bowiem pracę świeżo utworzone Narodowe Biuro Wywiadu (National Intelligence Bureau, NIB). To przejaw niemal radykalnej, jak na japońskie warunki, ewolucji nastrojów i konsensusu politycznego, a także postrzegania sytuacji geopolitycznej. Nawet jeśli sam gest jest symboliczny, a budowa nowych służb dopiero się tam zacznie.

Symboliczny – nie tylko dlatego, że kompetencje, potencjał i zasoby wywiadowcze buduje się dekadami. Także dlatego, że NIB z początku rozpocznie działalność w sile siedmiuset osób. Jest to liczba znikoma nawet w porównaniu z wywiadami krajów europejskich – o służbach specjalnych Rosji oraz Chin, mających w swych szeregach dziesiątki tysięcy funkcjonariuszy, nawet nie wspominając. I po prostu niewystarczająca, nawet w przybliżeniu, by skutecznie strzec bezpieczeństwa kraju takiego jak Japonia – liczącego niemal 120 milionów mieszkańców, z PKB wartym 4,38 biliona dolarów oraz mieszczącego się geograficznie na obszarze rozciągniętym na ponad 3 tysiące kilometrów. Zwłaszcza w sytuacji, gdy jego naturalnymi przeciwnikami będą wspomniane służby rosyjskie i chińskie.

Oczywiście, należy założyć, że jak wspomniano, jest to zaledwie pierwszy krok, i japoński wywiad będzie szybko rósł oraz zyskiwał kompetencje (zwłaszcza, że kraj na to stać). Najtrudniejszym osiągnięciem w japońskim przypadku nie jest wykształcenie zdolności czy sfinansowanie działalności takiej służby, lecz przełom mentalny i polityczny, który w ogóle umożliwił jej powołanie. National Intelligence Bureau rozpocznie działalność jako rozwinięcie – lub, mówiąc bardziej precyzyjnie, jako nareszcie uzbrojona mutacja – dotychczasowego Rządowego Biura Wywiadu i Badań (Cabinet Intelligence and Research Office, CIRO). CIRO w teorii było organem dość wysoko usytuowanym w strukturach władzy, podlegało bowiem bezpośrednio gabinetowi premiera.

Zarazem jednak miało ono tak ograniczone kompetencje, że jego pracownicy żartowali, iż ich głównym zadaniem jest tłumaczenie na japoński udostępnianych im raportów amerykańskich. Teraz zmieni się to radykalnie. Nowy NIB ma skoordynować pracę takich organów jak Kwatera Wywiadowcza Japońskich Sił Samoobrony (formacja, która normalnie stanowiłaby wywiad wojskowy, jednak w Japonii ograniczona byłą dotąd do prowadzenia wywiadu elektronicznego i technicznego), Służba Wywiadu i Analiz resortu spraw zagranicznych (skupiona na dyplomatycznej pracy analitycznej, nie infiltracji wrogich instytucji) oraz Agencja Wywiadu Bezpieczeństwa Publicznego resortu spraw wewnętrznych (mimo „drapieżnej” nazwy będąca w istocie komórką policyjną odpowiedzialną za ściganie ekstremistów i terrorystów).

Ślepota na własne instytucjonalne żądanie

Wszystkie te organy działały dotąd w sposób niemal chaotyczny – nie tylko bez żadnej łączności instytucjonalnej, ale nawet nie współpracując ze sobą w codziennych działaniach (zresztą dzieliły je także zupełnie rozbieżne kompetencje i obszary zainteresowania). Co więcej, problemem były także przepisy. Japonia nie miała nie tylko wspólnych baz danych organów bezpieczeństwa, ale nawet prawnych instrumentów do zwalczania szpiegostwa. Do niedawna szpiegostwo przemysłowe – w przodującym technologicznie kraju – nie było tam nawet przestępstwem (!!!), traktowane jako problem cywilnoprawny. Nawet za „formalne” szpiegostwo i kradzież tajemnic państwowych kary – jeśli w ogóle udało się kogokolwiek złapać – były symboliczne w porównaniu z innymi państwami i wręcz zachęcały wrogie wywiady do działań.

W efekcie na rzecz japońskich wysiłków w zakresie bezpieczeństwa pracować ma zatem łącznie nie 700, a około 33 tys. ludzi, rozrzuconych po powyższych instytucjach – tyle że po raz pierwszy od bardzo dawna czynić to w sposób skoordynowany, jako całość zarządzana właśnie przez Biuro. Ustawa z maja tego roku przewiduje, że NIB będzie zbierać i analizować informacje z różnych instytucji, koordynować działania kontrwywiadowcze, cybernetyczne, a także rzecz niesłychana: zbuduje własny wywiad osobowy. W sensie formalnym stanowić ma organ podległy świeżo utworzonej Narodowej Rady Wywiadowczej, składającą się z dziewięciu członków rządu reprezentujących resorty odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Pierwszym dyrektorem biura został Kazuya Hara, dotychczasowy szef CIRO i weteran policji.

Może się wydawać trudne do pojęcia, w jaki sposób Japonia w ogóle znalazła się w tak absurdalnej sytuacji, w której na własne życzenie stała otworem przed wrogimi służbami specjalnymi, zarazem w praktyce nie mając własnych. Odpowiedź kryje się, tak jak w przypadku wielu innych dziedzin w tym kraju, w zaszłościach historycznych. Ostatnimi japońskimi służbami specjalnymi z prawdziwego zdarzenia były bowiem jeszcze przedwojenne Kempeitai (żandarmeria Cesarskiej Armii) oraz Tokkeitai (żandarmeria Cesarskiej Marynarki). Formacje te, jakkolwiek względnie skuteczne w działaniach kontrwywiadowczych, zasłynęły także z bestialstwa i masowych zbrodni popełnianych w okresie II wojny. Stanowiły także narzędzie wewnętrznych represji politycznych w rękach Armii i Floty, które to przed 1945 r. w praktyce rządziły Japonią.

Japonia się obudziła, lecz długo jej to zajęło…

Z tego też względu w dekadach powojennych, gdy dominującą postawą stał się wszechobecny pacyfizm, służby specjalne budziły jeszcze gorsze skojarzenia społeczne niż siły zbrojne. I w odróżnieniu od tych ostatnich (które, pomijając formalistyczne i nazewnicze fikołki, przecież jednak powołano, nawet jeśli wciąż zwą się one Japońskie Siły Samoobrony), wywiadu i kontrwywiadu przez całe lata brakowało. Skutek był dość logiczny. W epoce zimnowojennej, a także po jej zakończeniu, Kraj Kwitnącej Wiśni uchodził za „raj szpiegów” – gdzie obce służby specjalne w praktyce działały, jak chciały. Japońskie władze w praktyce nie były w stanie nic z tym uczynić, jeśli w ogóle problem dostrzegały, polegając w tej kwestii niemal zupełnie na współpracy z amerykańskim sojusznikiem (który jednak przecież sam też szpieguje…).

Zmieniać zaczęło się to dopiero w ostatnich latach. Pod rządami kilku ostatnich premierów (niezmiennie wywodzących się z rządzącej krajem od 70 lat Partii Liberalno-Demokratycznej) – a zwłaszcza Shinzo Abe, notabene politycznego mentora obecnej premier – Japonia stopniowo żegna się z zimnowojennym pacyfizmem, rozbudowuje siły zbrojne i prowadzi bardziej asertywną politykę wobec Chin. Od objęcia władzy przez Sanae Takaichi proces ten jeszcze przyspieszył. Powstanie NIB to tylko pierwszy etap: planowane jest wprowadzenie przepisów anty-szpiegowskich, które mają zdefiniować szpiegostwo jako przestępstwo przeciwko państwu, a nie tylko przeciwko konkretnym firmom. Rozważane są również przepisy o rejestracji zagranicznych lobbystów, na wzór rozwiązań amerykańskich.

Czy Narodowe Biuro Wywiadu wydźwignie Cesarstwo z dogłębnie niekorzystnej, zagrażającej jego interesom sytuacji w dziedzinie bezpieczeństwa? Dotąd Japonia była w tej dziedzinie bezwzględnym outsiderem, a brak kontrwywiadu stanowił gigantyczną lukę w systemie ochrony kraju. Obecne napięcia regionalne (z Chinami i Rosją) oraz globalne (zwłaszcza kryzys w Zatoce Perskiej) okazały się wystarczająco dotkliwe, by japońscy jastrzębie na czele z Takaichi zdołali przeforsować powołanie NIB. I choć to był krok najtrudniejszy, to przed japońską CIA pozostaje teraz „tylko” szybkie nadgonienie kilkudziesięciu lat przewagi, którą dysponują wszyscy jej potencjalni przeciwnicy na tym polu – i wszyscy przyjaciele.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!