Policja: nielegalne wyścigi wózków konnych, publika strzela z Kałaszy – czyli współczesne „rydwany” na cenzurowanym
W miniony piątek na wiejskich drogach Palagonii, pod Katanią na Sycylii, dwóch aurigów z dużą prędkością ścigało się rydwanami – czy też, by być bardziej precyzyjnym, tym, co dziś za rydwany uchodzi. Dżokeje-amatorzy z dużą prędkością pędzili swymi dość rozklekotanymi wózkami zaprzężonymi w konie, podczas gdy za nimi podążały dziesiątki osób na skuterach. Wrażenia surrealizmu dopełniała zgromadzona publika, która entuzjazmowała się i z radości strzelała w powietrze z karabinków systemu Kałasznikowa oraz niezidentyfikowanych pistoletów. Jak twierdzi włoska policja, nie jest to odosobniony przypadek.
O powyższym incydencie zrobiło się głośno, bowiem jeden z co bardziej atencyjnych widzów postanowił imprezę sfilmować. Nagranie nielegalnych wyścigów, przypominających jako żywo parodię rzymskich gonitw, trafiło do sieci za pośrednictwem aktywisty Enrica Rizziego, co uruchomiło działania włoskich organów ścigania – które, wobec niezbitego dowodu, nie były w stanie udawać, że nic się nie stało.
Funkcjonariusze przeprowadzili zatem śledztwo, w wyniku którego dwóch mężczyzn w wieku 40 i 45 lat, z dzielnicy San Cristoforo w Katanii, zostało „zgłoszonych do prokuratury” (czyli, wynikałoby z tego, jednak nie aresztowanych…?). Kilka dalszych osób policja przewiozła na komisariat w celu przesłuchania. Inspektorzy wraz z weterynarzami z regionalnego departamentu zdrowia dokonali także kontroli kilku stajni w tym rejonie. Konie wykorzystane w zdarzeniu zostały zabezpieczone, a stajnie zamknięte.
Policja woli nie widzieć
Śledztwo oficjalnie „trwa”, jednak, patrząc cynicznie, niemal na pewno nie doprowadzi do wyjaśnienia, o co w całej sprawie chodzi. Włoska policja znakomicie się zresztą orientuje, o co chodzi – tyle, że częstokroć stara się z różnych przyczyn tego faktu nie dostrzegać. Nielegalne wyścigi wózków konnych są bowiem dość powszechnie uznawane za wydarzenia organizowane pod patronatem i przy współudziale tamtejszych organizacji mafijnych.
Podobne imprezy odnotowywane są regularnie na Sycylii, w Kalabrii i Kampanii – jak wynika z ustaleń, trudnią się tym grupy powiązane z Cosa Nostrą, Camorrą oraz ’Ndranghetą, dla których wyścigi te stanowią demonstrację siły i kontroli nad danym terenem poprzez blokowanie dróg publicznych i zgromadzenie ludzi oraz pojazdów. W Palagonii, po materiale z Kałasznikowami (oczywiście nielegalnymi we Włoszech) policja interweniowała, bo musiała – ale samo zjawisko jest dużo szersze.
W latach 1998–2024 włoska organizacja LAV odnotowała 4324 zgłoszone osoby, 1430 przejętych koni oraz 165 przerwanych nielegalnych wyścigów. W samym 2024 roku zatrzymano siedem takich imprez, co skutkowało zgłoszeniem 70 osób i zabezpieczeniem 29 koni oraz jednego kuca. Wyścigi generują – ku nieopisanej zgrozie włoskich urzędników fiskalnych – nieopodatkowane dochody (!!!), przy czym pojedyncze zakłady sięgają tysięcy euro.
I najpewniej tak długo, jak włoskie państwo i policja nie poradzi sobie z tematem mafii (co nie jest niemożliwe, ale jak dotąd skutecznie dokonał tego jedynie Benito Mussolini, metodami charakterystycznymi dla swojego systemu politycznego) – tak długo podobne, cokolwiek odpustowe i przypominające farsę wyścigi najpewniej będą się wciąż odbywać.
