Dyskont miał dla mnie niespodziankę cenową. Musiałem zapłacić więcej niż Niemiec czy Francuz. Sklep nie widzi problemu

Czy polski klient jest traktowany gorzej przez zagraniczne sieci handlowe? Zacząłem się nad tym zastanawiać po wizycie w jednym z dyskontów. Cena wyrażona w złotym była znacznie wyższa od tej w euro. I trudno wytłumaczyć to jedynie wahaniami kursów walut. Dlatego postanowiłem dowiedzieć się u źródła, dlaczego mam płacić więcej niż Włoch, Francuz czy Niemiec.

Ten sam produkt, różne ceny. Winny tylko kurs?

Rzecz dzieje się w sieci sklepów TEDi. Jeśli ktoś nie kojarzy, wyjaśniam, że to podmiot działający na wielu europejskich rynkach i oferujących szeroką gamę produktów: od sprzętów do kuchni i łazienki, przez towary do majsterkowania i sprzątania, po artykuły dla zwierzaków i wyposażenie ogrodu. Na regałach zalega masa towarów różnego przeznaczenia.

Źródło: Stooq

Obecnie można tam też znaleźć ozdoby wielkanocne. Taki produkt trafił w moje ręce, ale wzrok skupił się nie na samym przedmiocie, a na opakowaniu, na którym wydrukowano cenę. A właściwie ceny – w kilku walutach. Nic nowego, to dzisiaj standard, to przynosi pewnie sieciom spore oszczędności i ułatwia prowadzenie biznesu na rynku międzynarodowym. I o ile nie wiem, ile kosztuje obecnie lej rumuński czy węgierski forint, o tyle znam, przynajmniej w przybliżeniu, kurs euro.

Za unijną walutę muszę zapłacić około 4,2 zł. Wspominana ozdoba kosztuje 1 euro lub 5 zł. Cena w naszej walucie odbiega od tej wyrażonej w pieniądzu emitowanym przez EBC. Ktoś stwierdzi: przecież to nie są ceny podawane w czasie rzeczywistym. Sieć musiała zdać się na prognozy i przyjąć jakąś kwotę. I ja to doskonale rozumiem. Nie oczekuję też, że w sklepie będą cały czas zmieniali ceny na etykietach.

TEDi nie widzi problemu. Mogę płacić w euro?

Jednocześnie jednak intryguje mnie pytanie: dlaczego klient w Polsce ma płacić aż 5 zł? Owszem, euro było w tych okolicach, ale wiosną 2022 roku, zaraz po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Drogie było też jesienią tamtego roku. Ale od kilku kwartałów kosztuje mniej niż 4,5 zł. Może zatem koszty prowadzenia biznesu w Polsce są znacznie wyższe w naszym kraju? Nasuwa się też pytanie, czy mogę zapłacić u nas monetą o nominale 1 euro? Postanowiłem zwrócić się z tymi wątpliwościami do sieci TEDi. Odpowiedź była dość lakoniczna:

Polityka cenowa TEDi jest ustandaryzowana we wszystkich krajach i opiera się na uczciwym i transparentnym modelu cenowym.

Różnice cenowe wynikają wyłącznie z wahań kursów pomiędzy poszczególnymi walutami.

Przeliczenia te mogą prowadzić do różnych kwot, chociaż podstawa cenowa pozostaje taka sama we wszystkich krajach.

Ciekawa sprawa: różnice cenowe wynikają ponoć wyłącznie z wahań kursów. Czyli w świecie niemieckiej sieci sklepów euro jest w okolicach 5 zł. Ciekawe, co jeszcze dzieje się w tej alternatywnej rzeczywistości?

UOKiK uspokaja: przecież jest cena w naszej walucie

Pytania w tej sprawie kieruję też do UOKiK. W odpowiedzi czytam m.in., że:

Zgodnie z przepisami ustawy o Narodowym Banku Polskim, znakami pieniężnymi Rzeczypospolitej Polskiej są banknoty i monety opiewające na złote i grosze.  Znaki pieniężne emitowane przez NBP są prawnymi środkami płatniczymi na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej. Jeżeli więc na etykiecie przy produkcie uwidoczniona jest cena w złotych, to spełnione są wymagania ustawy o informowaniu o cenach towarów i usług.

Czyli formalnie wszystko się zgadza: jest podana cena w naszej walucie, sprawa zamknięta. A że różni się ona znacznie od tej w euro? Cóż, to już problem polskiego klienta. Przecież nie musi kupować w tej sieci…

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.