Nalot policji, represje wobec sprzedawczyń za „zniewagę”, robienie ozdobnych kompozycji z banknotów

Nalot policji, represje wobec sprzedawczyń za „zniewagę”, robienie ozdobnych kompozycji z banknotów

Policja w Akrze, stołecznym mieście Ghany, przeprowadziła serię nalotów na groźnych – zdaniem rządowych biurokratów – przestępców. Tymi przestępcami okazało się grono babuleniek i ulicznych sprzedawczyń. Te nie groziły może niczyjemu życiu, zdrowiu ani mieniu, uczciwie zarabiając na swoje utrzymani – ale za to stawiały pod znakiem zapytania, nawet jeśli mimowolnie, coś, czego rzeczeni biurokraci bronią ze znacznie większym zapałem niż życia czy mienia zwykłych ludzi, czyli poczucia własnej władzy i ważności. A czego symbolem okazały się banknoty miejscowej waluty.

Akcja policyjna nastąpiła po anonimowym donosie i objęła sprzedawczynie działające w różnych częściach stolicy. W toku wspomnianych nalotów policja aresztowała siedem kobiet. Za to, że te zajmowały się tworzeniem i sprzedażą bukietów oraz dekoracji wykonanych z oficjalnych świstków dłużnych banknotów. Praktyka tworzenia takich dekoracji, jakkolwiek zdaniem niektórych kiczowata, cieszy się jednak sporym powodzeniem w wielu krajach Afryki i Azji, zaś podobne ozdoby uznawane są za przynoszące szczęście w sprawach materialnych i biznesowych. Czy nawet po prostu ładne w sensie estetycznym, szczególnie jeśli zostaną misternie ułożone.

To jednak, co popularne pośród ludności, okazało się zadrażnić czułe ego panów i pań z ghańskich władz – czy też może podświadomie wyczuli oni, że uliczne sprzedawczynie w trafny sposób podsumowały faktyczną wartość miejscowego pieniądza fiat. Zdaniem Banku Ghany – który współpracował z policją w instygacji działań represyjnych wobec sprzedawczyń – tworzenie dekoracji z banknotów stanowi bowiem „znieważenie” miejscowej waluty, cedi. Jak oświadczyli bankowi biurokraci, emitowane przez nich papierki mają być przez ludność traktowane z „szacunkiem” i „powagą”. A policja ze swej strony apeluje o dalsze donosicielstwo i denuncjowanie podobnych przypadków.

Naturalnie trudno powstrzymać się przed wnioskiem, że ghańscy biurokraci rządowi nie musieliby napędzać atmosfery strachu przeciwko tak rażąco nieszkodliwym praktykom, gdyby ich waluta broniła się sama – swoją wartością. Ta jednak od lat topnieje (inflacja oscyluje wokół 30-40%), zaś władze, choć agresywnie domagają się „szacunku” wobec emitowanego przez siebie pieniądza bez pokrycia, same nie mają oporu przed ordynarnym jego drukowaniem. Ktoś mógłby może uznać, że Bank Ghany powinien być sprzedawczyniom raczej wdzięczny – te z powodzeniem dokonały bowiem sztuki, która jemu samemu nie wychodzi (tj. nadania cedi praktycznej wartości).

Najwyraźniej jednak uznano, że ludność uda się stosownie „zachęcić” do okazywania coraz bardziej bezwartościowym świtkom „szacunku” za pomocą strachu. W końcu po co dbać o zdrową gospodarkę i silną walutę, gdy pozostaje policyjny but i pałka.

cedi.