Myśliwiec ostrzelał irański tankowiec, Izrael z listą gotowych celów. Pogłoski o rozejmie to zasłona dymna?
Amerykańskie lotnictwo dokonało uderzenia na irański tankowiec, który usiłował ominąć blokadę i dotrzeć do irańskiego portu. Ze względu na niemal wyczerpaną przestrzeń do magazynowania urobku wydobytej ropy, Iran bardzo potrzebuje nawet pustych tankowców – które jednak nie mogą dotrzeć przez wspomnianą blokadę. Co ciekawe, cały ten incydent miał miejsce pomimo ogłoszonego wcześniej zawieszenia broni oraz – rzekomo będących niemal na ukończeniu – negocjacji pokojowych.
Należący do amerykańskiej floty myśliwiec pokładowy F/A-18E Super Hornet, startujący z lotniskowca USS Abraham Lincoln, ostrzelał i unieruchomił irański tankowiec M/T Hasna. Tankowiec ten usiłował przedrzeć się przez amerykańską blokadę morską w Zatoce Omańskiej i dotrzeć do irańskiego portu. Amerykańskie dowództwo CENTCOM, odpowiedzialne za operacje militarne w regionie Bliskiego Wschodu, poinformowało, że załoga tankowca zignorowała wielokrotne ostrzeżenia, a blokada irańskich portów „pozostaje w pełni obowiązująca”.
Sytuacja na morzu pozostaje napięta. 11 kwietnia dwa amerykańskie niszczyciele, USS Frank E. Petersen i USS Michael Murphy, jako pierwsze od początku wojny, przepłynęły przez Cieśninę Hormuz, aby rozpocząć operację rozminowywania. Iran zareagował zagrożeniem „surową odpowiedzią” na jakiekolwiek próby naruszenia jego wód terytorialnych, a Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej poinformował, że każdy statek wojskowy próbujący przepłynąć przez cieśninę zostanie „surowo potraktowany”. Mimo to, niszczyciele przepłynęły.
Iran chce zniesienia blokady, nie porozumienia?
Również we środę pojawiły się doniesienia medialne, że izraelski sztab ukończył pracę nad listą celów do uderzenia w momencie wznowienia działań zbrojnych z Iranem. Izraelscy urzędnicy przyznali, że kraj był zaskoczony doniesieniami o bliskości porozumienia między USA a Iranem, nie mając świadomości postępów w negocjacjach. Tymczasem Iran kontynuował ataki na Zjednoczone Emiraty Arabskie – po atakach z poniedziałku i wtorku, które m.in. wywołały pożar w strategicznej rafinerii w Fudżajrze, we środę nad Emiratami znów pojawiły się drony i pociski.
Wszystko to w bardzo osobliwy sposób koresponduje z informacjami na temat porozumienia na linii USA-Iran, które rzekomo ma być w zasięgu ręki, a które we środę pojawiły się w mediach – twierdząc, że Waszyngton i Teheran są bliskie podpisania jednostronicowego memorandum, które miałoby zakończyć wojnę i ustalić ramy dla dalszych negocjacji nuklearnych. Byłoby to dokładnie to, czego od dawna domaga się Iran, znosząc presję wywierana przez blokadę na jego gospodarkę – jednak także dokładnie to, od czego (z dokładnie tego samego względu) odżegnywały się Stany Zjednoczone.
Trump zapowiedział, że jeśli Iran nie zaakceptuje porozumienia, zostanie „zbombardowany znacznie intensywniej”. Tymczasem Teheran nie wydał jeszcze oficjalnej odpowiedzi na ostatnią amerykańską propozycję. Zarazem irańska propaganda otwarcie wyklucza możliwość realnego porozumienia z USA. 30 kwietnia w oświadczeniu przypisywanym, Modżtabie Chameneiemu ogłoszono, że Iran zachowa kontrolę nad żeglugą przez Cieśninę Hormuz i utrzyma swoje zdolności nuklearne oraz rakietowe, co – zdaniem analityków – świadczy o mało prawdopodobnej gotowości Teheranu do istotnych ustępstw.
Komu faktycznie zależy na uspokojeniu
Na porozumienie naciskają za to władze Chin. Naciskały na Iran, by ten jak najszybciej przywrócił swobodny przepływ statków handlowych. Podczas wizyty irańskiego ministra spraw zagranicznych Abbasa Araghcziego w Pekinie 6 maja, chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi wezwał do „całkowitego zawieszenia broni” i natychmiastowego otwarcia Cieśniny. Iran nie zobowiązał się jednak do żadnych konkretnych działań w tej sprawie, a chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych obarczyło winą za zamknięcie cieśniny zarówno Iran, jak i Stany Zjednoczone
Doniesienia o ostrzelaniu tankowca, przygotowaniach Izraela do eskalacji oraz atakach na UAE wydają się stać w jawnej sprzeczności z informacjami o bliskości porozumienia. Analitycy zwracają uwagę, że pogłoski o postępach w negocjacjach mogą mieć przede wszystkim charakter propagandowy, mając na celu uspokojenie rynków – zwłaszcza że cena ropy naftowej spadła o niemal 12% do poziomu poniżej 100 dolarów za baryłkę po zapowiedziach Trumpa o „wielkim postępie” w rozmowach.
Tymczasem realne porozumienie wydaje się w dużej mierze niemożliwe, a na jego zawarciu zależy przede wszystkim Chinom, co niekoniecznie musi leżeć w interesie Waszyngtonu.
